Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 111 695 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

ostatnie tchnienie

sobota, 27 kwietnia 2013 21:45


Perspektywa Sylwestra

 


Z ojcem coraz gorzej. Matka lamentuje. Zresztą Sara też. Ja jak zwykle obojętny na wszystko wpatrywałem się w przestrzeń. Moje rozmyślania, które biegły w przeróżne strony przerwał sms. Od Jagody!

 

 

 

OD: Jaga

 

 

 

Co u ciebie? Jak ojciec? Kocham.

 

Trzymaj za mnie kciuki zaraz test.

 

 

 

 

 

Jak zwykle wiadomość od niej rozświetliła mnie jakoś od środka. Odstukałem, krótką odpowiedź. Sara i matka wpatrywały się we mnie z wyrzutem.

 

- Okaż trochę szacunku dla umierającego ojca.

 

- Ojca, który przez całe życie miał mnie w głębokim poważaniu? Daj spokój. - Twarz matki w jednej chwili pokryła się lśniącymi łzami, które płynęły niczym wodospad Niagara. Położyłem jej dłoń na ramieniu i zacząłem przepraszać. Chociaż do niej też nie pałałem sympatią była to w końcu moja mama.

 

- Jagoda napisała do ciebie tak? - Zapytała szeptem Sara stając obok mnie. Widząc mój zaskoczony wyraz twarzy wyjaśniła. - Człowieku zacząłeś sie uśmiechać jak wariat. I.. na prawdę nie żal ci ojca? - Zakończyła. Spojrzałem na nią z niemal identycznym wyrzutem jak wcześniej matka na mnie. Siostra odsunęła się ode mnie i wróciła klęczeć przy konającym tacie. Rzuciłem okiem na ekranik pokazującym pracę serca. Między kolejnymi uderzeniami następowały coraz dłuższe przerwy. Po chwili nastąpiło długie piknięcie. Matka i Sara zalały się słonymi łzami. Ja stałem tam niewzruszony i wpatrywałem się w ciało ojca, z którego odeszły już całkowicie kolory i było prawie przezroczyste.

 

 

 

Jagoda

 


Nareszcie po teście. Uff.. Mam wolne. Wróciłam do domu i natychmiast wystukałam numer na komórkę do Sylwestra. Długo nie odbierał przez co się martwiłam.

 

- Jestem kochanie. - Usłyszałam w słuchawce jego głos. - Matka nie chciała mnie wypuścić. Ojciec nie żyje.

 

- Tak mi przykro! - Rzuciłam. Strata ojca to na pewno ciężka sprawa.

 

- Mi wcale nie.. - Doszedł mnie jego posępny głos. Zdziwiłam się. Ano tak. Kiedy pierwszy raz u niego byłam i pytałam się o rodziców jego ton stał się jakiś chłodny i obcy. Ciekawa jestem co mu takiego zrobili..

 

- Czyli niedługo przyjedziesz? - Zapytałam z nadzieją w głosie.

 

- Chciałbym, ale te wszystkie sprawy. Wiesz spadki i tak dalej. To trochę potrwa. - Dlaczego muszą dzielić nas kilometry? Tak bardzo bym chciała aby on tu był i mnie przytulił, pocałował. Z oczu popłynęły mi łzy. Kiedy los nam nie przeszkodzi?! Kiedy w końcu będziemy razem tak na 'forever'?! Czy moje życie nie może być normalniejsze i bardziej 'happy'?! Cholera, cholera..

 

- Jesteś?

 

- Tak, tak.. - Odpowiedziałam trochę zachrypniętym głosem.

 

- Płaczesz?!

 

- Troszeczkę. - Przyznałam się i całkowicie zalałam się łzami. Rozmawialiśmy jeszcze długo, ale Sylwester musiał już iść pocieszać dziewczyny. Rozłączyłam się i zaczęłam się kuć z kolejnych terminów, pojęć i innych bzdetów. Myślami jednak byłam daleko. Daleko poza Polską. Myślami byłam w Anglii. Myślami byłąm w Londynie. Myślami byłam przy Sylwestrze.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jeszcze jeden.

sobota, 27 kwietnia 2013 13:17

Nareszcie sobota. Impreza. W końcu weekend! Wskoczyłam cała w skowronkach do domu po spotkaniu z Maryśką  i ruszyłam do swojego pokoju.

- Wero! - krzyknęłam. Dziewczyna odskoczyła od jakiegoś chłopaka jak oparzona. Szybko zapięła koszulkę i uśmiechnęła się przepraszająco.

- To Matthew. - Matthew? Czyli pewnie nie jest z Polski. Przywitałam się z nim i okazało się, że miałam rację. W jego głosie słychać było mocny amerykański akcent. Przyjrzałam mu się dokładniej. Był to dość wysoki, umięśniony chłopak o śniadej karnacji. Na ciemno zielone oczy opadała mu burza czarnych loków.

- To ja może już pójdę.. - Zaproponował. - Do zobaczenia na imprezie u Anki! Miło było cię poznać Jagoda. 

- Mi też. Pa! - rzuciłam i kiedy tylko zamknął za sobą drzwi mieszkania naskoczyłam na Werę. 

- Musieliście w MOIM pokoju? MOIM? Jakbym nie przyszła teraz to może już dawno bylibyście w łóżku. - Weronika zaczęła się śmiać. Śmiała się tak głośno i przez tak długi okres czasu, że martwiłam się czy z nią wszystko ok. Przeprosiła mnie i poszła się szykować na nadchodzącą imprezę. Ja też powinnam. Otworzyłam na oścież szafę i zaczęłam w niej grzebać. Po długim czasie poszukiwań znalazłam coś odpowiedniego. Sukienka do kolan, której góra była na szerszych ramiączkach i miała kolor czarny, natomiast od pasa była biała w miękkie falbanki. Uszykowałam sobie też czarne buty na koturnie i biżuterie.

 

 

Potem poszłam się odświeżyć. A właściwie to tylko miałam zamiar się odświeżyć, bo moja współlokatorka zajęła łazienkę.

- Ile jeszcze tam będziesz? - Zapytałam przez drzwi.

- Już, już... - Odpowiedziała. Odczekałam jeszcze 10 minut pod drzwiami łazienki i przyjaciółka w końcu wyszła. Wzięłam długą, relaksującą kąpiel i umyłam włosy. Wysuszyłam je i zaklęłam pod nosem. Na głowie miałam siano. Wyglądałam ze swoją rudą szopą jak wściekła wiewiórka. Próbowałam je uczesać w kitkę. Strasznie. Rozprostować. Strasznie. Poddałam się i poprosiłam o pomoc Weronikę.

- Jeju. Co za włosy. - Zaśmiała się pod nosem i zaczęła je powoli układać. Siedziała ze mną 20 minut i starała się okiełznać moje włosy. Na koniec przyniosła mi lusterko i zachwyciłam się fryzurą, którą mi zrobiła. Był to dobierany warkocz dookoła głowy, który schodził mi potem na ramię.

- Śliczny! - zachwyciłam się. Spojrzałam potem na zegarek i pobiegłam do swojego pokoju. Zostało nam tylko pół godziny! Szybko się ubrałam i chwyciłam kluczyki od samochodu. Ponagliłam Werę i po chwili byłyśmy już w drodze. 

- Teraz w prawo. - Powiedziała. Skręciłam jak mi kazała i ruszyłyśmy w odgałęzioną uliczkę. Po obu stronach piętrzyły się wielkie domy i kilka mniejszych. Na końcu ulicy był dom naszej koleżanki. Właściwie to jej rodziców, ale dzisiaj ich nie ma. Wyjechali na cały weekend. Zaparkowałam na częściowo już zapełnionym podjeździe i wysiadłyśmy. Drzwi były już otwarte, a ze środka słychać było śmiechy.

- Hej Anka! - zawołałyśmy jednocześnie z Werką i zachichotałyśmy.

- Hej Wer, Jagoda. - Przywitała się z nami dziewczyna. Oj widzę, że nie ja jedna poszłam w klimaty black&white. Anka założyła na siebie obcisłą, połyskującą, czarną miniówkę, bluzkę z baskinką, białą, krótką kurteczkę i najwyższe szpilki jakie kiedykolwiek widziałam. Włosy zaczesała sobie w kok. Zaprosiła nas gestem do środka. W salonie zebrała się już większość zaproszonych. Na nasz widok Matthew podbiegł do Wery i ją przytulił.

- Ślicznie wyglądasz. - Szepnął jej.

- Słabe. - Wdarłam się w ich romantyczną scenkę i dostałam za to po głowie. Znalazłam wolne miejsce na kanapię i przysiadłam się obok Julki. W tym czasie gospodarka domu przyniosła nam piwa. Wzięłam jedno i uśmiechnęłam się w podziękowaniu.

- Za nas. - Powiedział ktoś z grupy.

- Za nas. - Odpowiedzieliśmy chórem i unieśliśmy kufle. Przytknęłam swój do ust i z lubością zaczęłam rozkoszować się rozpalającym wnętrzności napojem... Kilka godzin potem wszyscy byli już na maksa uchlani, a ja ledwie trzymałam się na nogach. Przyglądałam się z zaciekawieniem bardziej upitym ode mnie koleżankom z czerwonymi nosami, które plotą coś od rzeczy. W tym samym czasie wleciał na mnie Marek i.. zasnął. Odsunęłam się zrzucając go tym samym na podłogę... Wypiłam jeszcze kilka piw i też wkręciłam się w zabawę. Nie wiem kiedy film mi się urwał..

 

 

 

 

 

Następnego dnia rano

 

 

- Mój łeb. Gdzie ja jestem? - Rozejrzałam się i zauważyłam, że siedze w wannie! W dodatku z kilkoma innymi osobami. Głowa bolała mnie strasznie. Ile ja wczoraj wypiłam? Wygrzebałam się z wypełnionej ciałami wanny i poszłam na dół. Tam również był niezły bałagan. Puszki i butelki walały się po podłodze. Niektórzy z gości leżeli w bardzo dziwnych pozach. Między innymi przewieszeni przez stół. Usiadłam w jakimś wolnym miejscu i poczekałam aż Wero się obudzi, Musiałam ją przecież odwieźć do domu. W przeciągu godziny większość imprezowiczów się obudziła. Wszyscy co do jednego narzekali na ból głowy. Wera dała mi tabletki, które ze sobą wzięła. Pożegnałśmy się z resztą i pojechałyśmy do domu.

- Niezła impreza, czyż nie? - zapytała z uśmiechem Weronika.

- Niezła? Na miarę projektu x, chociaż nie pamiętam co robiłam od godziny 10 wieczorem. - Zaśmiałam się.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jesteś zdenerwowana...

piątek, 26 kwietnia 2013 23:35

Kiedy przekroczyłam próg mieszkania na myśl przyszłą mi rozmowa z Sylwestrem, a jednak..  Muszę kuć o wpływie otoczenia na psychikę człowieka. Łaał... Aż się do tego palę. Wykułam więc to na blachę i po kilku godzinach kiedy wrost padałam z nóg wzięłam laptopa na kolana. Weszłam na Skypa i ze smutkiem zauważyłam, że nie ma Sylwestra. Upiłam łyk kawy. Dlaczego go nie ma? Akurat teraz kiedy jestem jeszcze szczególnie podenerwowana słowami Marka (w które oczywiście nie wierzę!) Z braku laku zaczęłam oglądać jakieś anime. Co 5 minut sprawdzałam nk i skype. Sylwestra nadal nie było.

- Co jest? - Zapytała Wera i usiadła obok mnie.

- Chłopaka nie ma na Skype.. - Odpowiedziałam z żalem w głosie.

 

Perspektywa Sylwestra

- How is it getting worse?! - Wykrzyknęła matka do lekarza prowadzącego. W sumie to miałem to gdzieś. Całe życie byli zaabsorbowani swoją pracą więc nieszczególnie odczuwam jakiś smutek z tym związany. Usiadłem na parapecie i spojrzałem na schorowanego Ojca. Ile bym dał żeby teraz porozmawiać z Jagodą. Zamiast tego muszę tutaj tkwić po wszechczasy.

- There can no longer be done. 2 - 3 weeks and die - Odpowiedział ze statoickim spokojem chirurg. 2 - 3 tygodnie powiada? Ja dałbym nawet mniej. Sara przysiadła się obok mnie i zaczęła grzebać w komórce.

- Co jest brat? - Zapytała.

- A co ma być. Jagoda w Polsce, a ja utknąłem tu z wami. - Żachnąłem się. Nawet jeśli tata umrze to potem będzie jesze więcej spraw. Papierkowych, spadki, psychika mamy, Sary.. Chociaż Sara chyba też jest podobnie jak ja obojętna na rodziców, którzy nawet jeśli znikaliśmy po kilka dni nie przejmowali się tym. Wyjrzałem przez okno na panoramę Londynu. Szare niebo dokładnie oddawało mój nastrój. Deszcz lał się strumieniami, a na uliczkach widać było biegnących w te i we wtę przechodniów z parasolami, kurtkami albo torbami zasłaniającymi głowę przed deszczem. Uśmiechnąłem się mimowolnie. Teraz chętnie pobiegałbym w takim deszczu zamiast zakorzeniać się w szpitalu. Wtem usłyszałem sygnał sms'a. Zobaczyłem, że to od Jagody więc przeprosiłem i wyszłem z sali.

OD: Jaga

Kiedy będziesz na skype?

Smutno mi bez ciebie.

 

Zadzwoniłem więc do niej. Odebrała natychmiast.

- Stało się coś? - Usłyszałem jej przerażony głos w słuchawce.

- Nic. Tylko zakleszczam się w szpitalu. A na skypie będę około 20. Co u ciebie? - Zapytałem. Jak miło było słyszeć jej głos. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilkę, ale przerwała nam moja mama wołając na salę. - Pa. Kocham cię. - rzuciłem na pożegnanie i wszedłem do pomieszczenia. Sara klęczała przy łózku taty i płakała zajadle. Mama poprosiła mnie abym ją odwiózł i zajął się nią. Podszedłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu.

- Chodź. Jedziemy do domu siostrzyczko. - Zmusiłem się na uśmiech. Zataczając się troszeczke Sara wstała i nadal płacząc poszła za mną do samochodu.

- A zawsze mówiłaś, że są ci obojętni. - Zauważyłem kiedy wsiadaliśmy do samochodu.

- Tak, ale to nasz ojciec, nie? - Teraz dopiero zdałem sobię sprawę z tego jakim jestem egoistą. Zawsze myślałem tylko o tym, że rodzice całymi dniami pracują i mają nas gdzieś, a przecież to dla nas. I mimo tego, że często nami pogardzali Sara potrafi ich jeszcze tak mocno kochać. Zaciekawił mnie bardzo ten fakt. Ja nie potrafie być takim... takim jak ona. Ruszyliśmy przez Londyńskie ulice. Nasz, a właściwie tylko rodziców i Sary dom znajdował się w wierzowcu. Mieszkaliśmy na 5 piętrze. Pomogłem siostrze wysiąść i poszliśmy do naszej 'kwatery'.

- Herbaty? - zapytałem.

- czegoś na uspokojenie jeśli możesz braciszku. - Odpowiedziała i na powrót zajęła się swoim telefonem. - Tak ogólnie to co u Jagody? Dotrzymała obietnicy??

- Jakiej?

- Dotyczącej twoich spodni oczywiście. - Mruknęła i na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Powiedziałem, że nie jej sprawa i cisnąłem w nią poduszką. Po chwili w całym mieszkaniu było nas pełno.

 

 Jagoda

20:11.. 20:12.. Jest Sylwester! Natychmiast zadzwoniłam.

- Hej co tam? - Zapytał.

- Nic... - Odpowiedziałam po chwili zastanowienia. Nic oprócz tego, że jego rzekomy przyjaciel uważa go za dziwkarza i tym podobne. No i, że najwyraźniej ten jego koleszka się do mnie przystawia.

- Stało się coś? - Zapytał. - Zdenerwowana jesteś. - zauważył.

- Studia. No i ciebie nie ma. - Powiedziałam ze smutkiem. Szczerym smutkiem, a wręcz rozdzierającym mnie od wewnątrz żalem. - Nie wiem jak wytrzymam do końca roku. - Sylwester opuścił ramiona w geście rezygnacji i westchnął.

- żeby to był tylko rok. - Wytrzeszczyłam na niego oczy, a serce zabiło mi szybiej. TO ROK TO NIEDUŻO?!

- Jak to.. Ile lat masz zamiar tam siedzieć? - zapytałam.

- Ze trzy conajmniej.

- Kłamiesz.. kłamiesz.. kłamiesz! - Jak to conajmniej 3 lata? Żarty jakieś! Ja tyle nie przeżyję..

- A będziesz przyjeżdżał w tym czasie? - zapytałam.

- Wakacje, ferie, święta no i najważniejsze.. Twoje urodziny. - Uśmiechnął się do mnie. Jednakże nie osłodziło to ani troszeczkę faktu, że przez conajmniej 3 lata będę samotną panienką kiedy dookoła same pary. No i, że jego obecność tutaj to będzie rzadkość. Po raz kolejny z oczu pociekły mi łzy. Dlaczego los akurat dla mnie jest zwykle taki okrutny? Czy nie mogę mieć usłanego różami życia, chaty jak marzenia, a adoratorów tyle, że nie zliczę? Najwyraźniej nie. Szkoda, wielka, wielkusia szkoda.

- To ja muszę zmykać, bo jutro zajęcia. Kocham cie. - Rzekłam na dobranoc Sylwestrowi i poszłam się umyć. W łazience trudno było w ogóle funkcjonować. Pralka to pół przestrzeni, a prysznic jest strasznie malutki. W dodatku wszędzie porozrzucane były rzeczy Wery. Co jak co, ale ona to umie nabałaganić. Umyłam się, ubrałam piżamę i poszłam spać...

 

Drr drr! Wyłączyłam swój budzik i przeciągnęłam się na łóżku. Studia. Znowu. Znowu. Minął dopiero tydzień, a ja mam dosyć. Znaczy nie tyle co studiów, ale braku obecności Sylwestra. Wstałam, ubrałam się, zjadłam śniadanie w malusieńkiej kuchni, spakowałam notatniki oraz książki i wyszłam. Weronike spotkałam przed blokiem jak biegała.

- Wreszcie wstałaś. - Ucieszyła się. - Właśnie Jaga mam do ciebie pytanie. Anka organizuje imprezę i chciałaby żebyś przyszła. - Oznajmiła mi. Zastanowiłam się chwilkę nad decyzją, zapytałam o dzień oraz godzinę. W sumie to nie miałam nic wtedy do roboty więc czemu nie?

- Przekaż jej, że z chęcią przyjdę. - Powiedziałam i pobiegłam w stronę przystanku, bo zauważyłam, że taksówka już czeka. Wskoczyłam do środka i podałam adres szkoły. Kiedy dojechaliśmy z niechęcią dałam zbyt wysoką według mnie kwotę za przejazd i poszłam na uniwersytet...

Ojeej. Zagmatwane, ale pisałam o 23:30 więc.. :D

 

„On tu, a ona tam wiedzieli

dawno, że nie mogą żyć bez

siebie. Z każdym kolejnym 

dniem on mówił „kocham

ciebię”, a ona czuła się jak

w niebie” Ashley


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie odejdę..

piątek, 26 kwietnia 2013 20:58

Miesiąc później. Studia

- Nie chcę bez ciebie. - Powiedziałam jeszcze raz błagalnym tonem i łzy popłynęły mi z oczu. Wtuliłam się w Sylwestra i powtarzałam. „Zostań". On pogładził mnie po głowie i starał się pocieszyć choć w ostatnich momentach i jemu łamał się głos.

- Będę przyjeżdżać o ile będzie to możliwe. - Obiecał.

- Ja też mogę nawet jeśli oznacza to lot samolotem. - Wychlipałam. Staliśmy tak przed wejściem do bloku, w którym miałam mieszkać na studiach.  - Nie wytrzymam bez ciebie. - Powiedziałam. Chłopak podniósł mój drżący podbródek i złożył mi pocałunek. Przez całe ciało przeszedł przyjemny dreszczyk. Będzie mi tego brakować i to jak. Z żalem odsunęłam się od Sylwestra i jeszcze raz spojrzałam mu w oczy. Ostatni raz. Teraz czeka nas najważniejszy test. Czy przetrwamy tak długi czas rozłąki. 

- Nie zrób sobie niczego głupiego. - Powiedział.

- Ty też. - Dodałam. Wzięłam swoją walizkę i odwróciłam się od Sylwestra. Przeszłam kilka kroków i jeszcze raz na niego spojrzałam. - Zadzwoń jak dolecisz. Kocham cię. - Rzuciłam i znowu zalał mnie potok łez. Muszę dac sobię radę. Nie mogę odwlekać tego w nieskończoność. Wzięłam kilka głębokich wdechów i weszłam do budynku. Podążyłam pod wskazany numer mieszkania i zadzwoniłam. 

- Słucham? - Zapytała..

- Wero?

- Jaga?  - Spojrzałyśmy na siebie jak dwie idiotki, a potem wpadłyśmy sobie w objęcia. - To ty będziesz moją współlokatorką? Płakałaś? - Zapytała. Szybko otarłam twarz rękawem i weszłam do środka. Wera oprowadziła mnie po mieszkaniu, a potem pomogła sie zadomowić. Jeszcze tylko kilka dni i rozpoczną się studia... Dziewczyna pokazała mi mój pokój. Był dość skromny, ale na moje potrzeby wystarczający. Ściany miały kolor ecru, a z dość dużego okna roznosił się widok na Poznań. Pod nim było jednoosobowe łóżko i etażerka z jasnego drewna. Ścianę po prawej zapełniały dwie szafy oraz biurko w takim samym odcieniu. 

- Podoba ci się? Ja mam swój pokój obok. - Powiedziała z uśmiechem.

- Idealny. - Odparłam i zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy...

Zerwałam się z łóżka i chwyciłam laptop. Sylwester dzwoni! Natychmiast odebrałam.

- I jak? - Zapytaliśmy jednocześnie. Zmusiłam się do krzywego uśmiechu i zaczęłam słuchać jak opowiada o locie, i niestety o tym, że stan zdrowia ojca się pogarsza.

- Przykro mi. - Rzuciłam.

- A jak tobie minął dzień? 

- Marnie. Wero mieszka ze mną. To ta, o której ci kiedyś opowiadałam. Poza tym dużo płakałam. -  przyznałam się. Oh jak cudownie jest patrzeć choćby na niego przez kamerkę. To daje takie złudne wrażenie, że jest obok. Zagadałam się z Sylwestrem aż do północy, a nawet dłużej.

- Kocham cię.

- Je ciebie też. Dobranoc. - zakończył rozmowę...

 

 

Nareszcie koniec zajęć. Słońce chyliło się już ku zachodowi, ale wcale nie było późno. Dni po prostu stawały się coraz krótsze i niedługo ziemię przykryje biały puch zwany śniegiem.

- Jagoda! - Usłyszałam swoje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam Marka.

- A ty tutaj? - zapytałam.

- A ty bez Sylwestra? - Odpowiedział pytaniem na pytanie. Nieco zdenerwowałam się słysząc o Sylwestrze, bo z każdym dnie ta pustka w moim sercu się pogłębiała i coraz bardziej brakowało mi Sylwestra. Dziwne, że nie potrafię sobię radzić z uczuciami, a studiuję psychologię.

- Wyjechał, bo jego ojciec choruje na raka. - Wyjaśniłam i już odwróciłam się żeby iść dalej kiedy usłyszałam.

- Dasz się wyciągnąc na kawę? - Popatrzyłam z niedowierzaniem. Zastanowiłam się chwilę i zgodziłam się na jego pomysł. Poszliśmy do kawiarni „black cherry”. Zamówiłam małe latte, a Marek capuccino. Rozejrzałam się po kawiarni. Wnętrze było wykonane w ciepłych odcieniach zieleni. Miękkie białe fotele stały przy schludnych szklanych stolikach. Na ścianach porozwieszano obrazy, a podłoga aż lśniła. 

- Czyli... - Zaczął Marek ciągle mi sie przyglądając. - Sylwester cie zostawił?

- Nie! - wypowiedziałam troche za wcześnie i ze strachem w głosie. - Po prostu musi pozałatwiać sprawy rodzinne, a potem znowu będziemy razem. - Poinformowałam go. Chłopak wybuchł śmiechem.

- Każdej tak mówi. - Teraz to na prawdę się zdenerwowałam. Z hukiem wstałam i cisnęłam gotówkę pod nos Marka.

- To za kawę. - Powiedziałam i wybiegłam. Jezu. Czy on i Sylwester nie są przyjaciółmi? Dlaczego tak nagle zaczął go oczerniać? Zniknęłam za rogiem budynku i osunęłam się na ziemię. Mniejsza to. Sylwester mógł mieć nawet tysiące dziewczyn, ale nie obchodzi mnie to. Jestem szczerze przekonana, że mnie nie zostawi! No bo, jak mógłby? On na pewno taki nie jest! Do moich uszy dobiegł dźwięk kroków, biegu. Po chwili pojawił się przede mną zdyszany Marek.

- Przepraszam, nie powinienem. - Powiedział i podał mi ręke, żebym wstała. Odtrąciłam ja i nie odzywałam się ani słowem. - No dalej. Nie obrażaj się J. - Spojrzałam na niego wilkiem, a on odsunął się kawałek. Tak, bo w tym momencie miałam akurat ochotę na rozmowy z nim. Wstałam o własnych siłach. Otrzepałam się i tochę chwiejnym krokiem ruszyłam przed siebię.

- Nie chciałem tak rozpoczynać znajomości. - Nie odpuszczał. 

- Ale zacząłeś. - Zmyłam go i ruszyłam dalej bez słowa. Tłumaczył mi się jeszcze przez chwilę aż w końcu mu przerwałam.

- Okej. Przeprosiny przyjęte.

- Odprowadzić cię?

- Jeśli chcesz. - No więc natarczywy Marek odprowadził mnie aż do domu, a tam na pożegnanie pocałował w ręke.

- Obrzydzasz mnie. - Rzuciłam i zniknęłam za drzwiami.

 

I... jest! Moje very ambitne plany chyba już widać :D 

„Nie umiem powiedzieć tego, że

wciąż jesteś dla mnie... Prawdziwym

Powietrzem....” Loka


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie idź jeszcze!

czwartek, 25 kwietnia 2013 21:45

Usłyszałam ruch obok siebie. Otworzyłam najpierw jedno oko, a potem drugie i zauważyłam, że Sylwester wstaje.

- Nie idź jeszcze. - Powiedziałam i przyciągnęłam go spowrotem do łóżka.

- Śpimy już prawie pół dnia. - Poinformował mnie. - Nie traćmy go. - Uśmiechnęłam się zadziornie i pocałowałam go.

- Kto powiedział, że będziemy spać? - Chłopak również się uśmiechnął i odwzajemnił pocałunek troszkę mocniej....

 

- Idziemy na zjeżdżalnię? - Zaproponował Sylwester. Zmierzyłam wzrokiem potężny zjazd i coś mnie skręciło w żałądku mówiąc „zabijesz się”. Była na prawdę wysoka, ale jednak można by spróbować.

- Aha... - Odpowiedziałam trochę niepewnie. Kiedy znaleźliśmy się na szczycie ten głosik wewnątrz mnie wołał swoje ostrzeżenia jeszcze głośniej. 

- Zwymiotuję. - Powiedziałam ze strachem i już się odwróciłam aby zejść, ale chłopak zastąpił mi drogę.

- Jedziemy. - Powiedział stanowczo i wszedł razem ze mną do zjeżdżalni. Po chwili odepchnął się i zaczęliśmy zjeżdżać. Nieźle się rozpędziliśmy i niejednokrotnie krzyczałam. Sylwester miał chyba z tego niezły ubaw. Przytulił mnie, ale nadal śmiał się na cały głos. Wkońcu zjechaliśmy i wskoczyliśmy do głębokiego basenu. Ja oczywiście poleciałam pod wodę i nie mogłam się wydostać. Chłopak pomógł mi wstać i opuścilśmy basen.

- O-kro-pne! - Zdenerwowałam się i spojrzałąm spowrotem na gigantyczną ślizgawkę. Nigdy więcej. - Idziemy się napić? - Zapytałam i wskazałam na barek w stylu Hawajskim. Zamówiliśmy dwa drinki 'Lemon Daisy' i wypiliśmy je przy stoliku.

- Wyglądasz na nieźle przestraszoną po tym zjeździe. - Zauważył z uśmiechem na ustach Sylwester. 

- I tak też jest. - Mruknęłam i opróżniłam do połowy swojego drinka. Chwilę potem szklanka była już pusta, a ja przyglądałam się zaskoczonemu Sylwestrowi.

- Tak szybko wypiłaś? - Zdziwił się, bo jemu został prawie cały drink.

- Ja nie piję szybko. Widziałbyś jak Nika opróżnia drinki w sekunde. To dopiero szybkie. - Uśmiechnęłam się. Cóż postanowiłam się ciszyć wspólnymi wakacjami, póki jeszcze mogę.  - Gdzie teraz? - Zapytałam zaciekawiona co Sylwester wymyśli tym razem. Uśmiechnął się do mnie i powiedział.

- Teraz lot balonem. Dwu osobowy - Wyszczerzył się do mnie. Od razu na myśl przyszedł mi lot samolotem, ale z balonem dam sobię radę. Chłopak dopił swojego drinka do końca i ruszyliśmy do miejsca odlotu balonów.. Sylwester załatwił coś z pracownikiem, a potem wgramoliliśmy się do balonu. Mi musiał pczywiście pomóc, bo nie mogłam wejść do środka. Chwilkę później wylecieliśmy. Miałam okazję podziwiać cudny widoczek na sztuczną plażę i las tropikalny, ale to nie wszystko. W dodatku miałam pretekst żeby przytulić się do Sylwestra.

- Ale wysoko. - Zauwarzyłam i przytuliłam się do niego. Objął mnie ramieniem i zapytał żartem.

- Ale teraz nie zwymiotujesz?

- Nie. - Obiecałam.... Po 10 minutach byliśmy znów na dole i z uśmiechem przywitałam od nowa twardy grunt. 

 

Tydzień potem.

Zaraz wyjeżdżamy. Szkoda, bo prócz tycch smutnych chwil, w których dowiedziałam się o wyjeździe Sylwestra to było wspaniale. Czułam też smutek na myśl o tym, że zaraz znowu będę musiała lecieć tym przeklętym samolotem. Zapięłam walizkę i rozejrzałam się raz jeszcze po pokoju. Chyba niczego nie zapomniałam. Sprawdziłam w torbie podręcznej czy mam komórkę, paszport, portfel i najważniejsze.. książkę! Wzięłam podwójną porcję tabletek na chorobę lokomocyjną i poszłam na dół. Sylwester już tam na mnie czekał.

- Podobał się pobyt? - Zapytał.

- Tak, oprócz tego kiedy się dowiedziałam, że wyjeżdżasz.. - Dodałam trochę smutno. Objął mnie ramieniem i powiedział.

- Idziemy....

 

Przynajmniej brzuch mnie boli. Tylko.. strasznie chce mi się spać. Oparłam głowę na ramieniu Sylwestra i ziewnęłam leciutko. Spojrzał na mnie z uśmiechem i pocałował w czoło.

 

 

Perspektywa Sylwestra


Lot całkowicie wykończył Jagę, a tabletki zadziałały usypiająco więc teraz chwiała się kiedy czekalismy na Marka, z którym się umówiłem, że nas podwiezie. W kocu wypatrzyłem go w tłumie i poszedłem powolutku w jego stronę z zaspaną Jagodą.

- Dzięki, że masz czas nas tak wozić. - Powiedziałem i przywitałem się z przyjacielem. Ten zaś pocałował ręke Jagody i odrzekł z uśmiechem.

- Dla takiej ślicznej pani wszystko, a ty wisisz mi piwo. - Zwrócił się spowrotem do mnie. Nie wiem dlaczego, ale kiedy jego usta zetknęły się z dłonią Jagi coś we mnie zawrzało. Jak mogę być zazdrosny... To mój przyjaciel więc pewnie nie będzie się do niej dobierał. Chociaż w jego wzroku widać było światełko porządania to było ono nikłe. Marek zaprowadził nas do samochodu i pojechaliśmy spowrotem do Kleczewa.

- Nigdy więcej samolotem. - Powtórzyła Jagoda dając mi do zrozumienia, że możemy pojechać gdzieś nawet na słoniu, ale o samolocie mam nie myśleć. Uśmiechnąłem sie i ją przytuliłem.

- Następnym razem będzie helikopter. - Zaśmiałem się, a Jaga wytrzeszczyła na mnie swoje słodkie oczęta.....

 

W domu.

 

- Kiedy wyjeżdżasz? - zapytała mnie Jagoda nie podnosząc wzroku znad talerza. Ciągle jest zła. Uświadomiłem sobie. I będzie zła jak wyjadę, i smutna, i zrozpaczona.

- Już chcesz się mnie pozbyć? - Wysiliłem się na sztuczny uśmiech. Spojrzała na mnie spod zmrużonych powiek i bąknęła.

- Wiesz dobrze, że nie. Chcę tylko wiedzieć kiedy. Nie wiem jak bez ciebie wytrzymam. Dlaczego nie mogę jechać z tobą? - Zapytała nie po raz pierwszy i zapewne nie po raz ostatni. Zacząłem jej po kolei tłumaczyć, że nie chcę sprowadzać na niej porblemów związanych z chorobą mojego ojca. Zmarkotniała jeszcze bardziej i nie odzywała się do końca kolacji. Mam tylko nadzieję, że kiedy wyjadę nie znajdzie innego obiektu uczuć. Nie. Ona taka nie jest.

 

Krótki i smutnawy. No ok Wika powiedz mi kiedy reanimować ^^

 

„Serce ci pęka na pół

Znów w środku czujesz

'Ten ból'” Ashley


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tropical Island

czwartek, 25 kwietnia 2013 20:34

Na Tropical Island było wprost magicznie. Całość była pod wielką szarawą kopułą. Znajdował się tam basen imitujący kawałek morza. Przy tej 'sztucznej plaży' ustawiono skałki, a na nich rośliny, aby nadać całości egzotycznego wyglądu. Duża ilość miejsca zajęta była przez leżaki. Nie wspomnę już o apartamencie, w którym się zatrzymaliśmy. Wszystko wykonane było doskonale i w stylu minimalistycznym. Rzoglądałam się właśnie po szerokim pokoju. Miał białe ściany, na których wisiały metaliczno szare lampy. Jeszcze wielkie czarne i super miękkie łóżko. Do tego kilka szaf i szklany stolik. Wszystko fajnie, pięknie, ale... Sylwester chodzi ostatnio troche podenerwowany i nie taki jak zwykle. Boje się, że coś sie dzieje. A jeśli coś się stało? Dlaczego mnie o tym nie poinformował? Mam nadzieję, że jego zachowanie wkrótce sie wyjaśni, bo nigdy przedtem tak się nie zachowywał. A jeśli ma inną? Ah, jaka ja jestem głupia. Przecież to niemożliwe. 

- Idziesz na basen? - zapytał Sylwester. Wzdrygnęłam się, bo nie słyszałam jak wchodził. Podniosłam się na nogi i odpowiedziałam.

- Jasne tylko założę strój. - Chłopak obiecał, że będzie czekał przed drzwiami. Założyłam dwuczęściowy strój kąpielowy w kolorze nieba. Narzuciłam na to sukienkę. Wzięłam ręcznik i książkę w torbę, i wyszłam z pokoju.

- Nad czym się zastanawiałaś? - Zapytał mnie Sylwester kiedy szliśmy po schodach na dół. Co mam mu powiedzieć? Trudno nie będę zamyślała historyjek.

- Co się dzieje. Chodzisz jakiś podenerwowany. - Powiedziałam. Przez twarz Sylwestra przebiegł niepokój. - O co chodzi? - Zapytałam błagalnie.

- Nic... - Odpowiedział po chwili zastanowienia. Jezu czy coś się stało. - Powiem ci później ok? - Niechętnie kiwnęłam głową i poszłam za nim.  Byłam bardzo ciekawa dlaczego na razie nie chce mi wyjawić swojego 'problemu' i czy te wakacje mają złagodzić efekt, który wywoła we mnie wiadomość, którą miał mi po nich przekazać. Mniejsza to. Nie będę się tym teraz przejmować tylko bawić!.... Chociaż mam co do tego wątpliwości, bo on coś przede mną ukrywa...

 

Perspektywa Sylwestra (znowu :D)

Czy z mojej twarzy da się czytać jak z książki? Najwidoczniej tak skoro Jagoda odkryła, że coś przed nią ukrywam. Nie wiem jak mam jej to powiedzieć. Poczekam z tym do końca wakacji.. Chyba, że nie będzie już innej możliwości. Ciekaw jestem jak zareaguje.. Może będzie załamana? Czy przetrwamy? A jeśli będzie za to na mnie zła? Przecież sam też nie chcę jechać, ale muszę, a jej nie zabiorę. Polska to jej miejsce. Tutaj ma przyjaciół. W dodatku z Angielskiego jest kiepska, ale pomińmy to. Nie ma sensu jej zabierać do chorego na raka ojca, zrozpaczonej matki i Sary. Mimo wszystko.. Wrócę do Jagody choćby nie wiem co.

- Hej. Co ci znowu jest? - Powiedziała do mnie  Jaga ze smutnym wyrazem twarzy.

- Tylko myślę. - Uspokoiłem ją. 

- O czym? Wiesz, że teraz nie dam ci spokoju? - Zapytała. Fakt nie da. Ale jak mam jej powiedzieć. Może lepiej jak będę miał to już za sobą? Raz kozie śmierć. Ująłem jej twarz w dłonie, pocałowałem jej delikatne usta i powiedziałem.

- Mój ojciec jest chory na raka. Niedługo wylatuje do Anglii pomóc mamie i Sarze. - Jagoda wytrzeszczyła na mnie swoje wielkie piękno oczy, z których natychmiast popłynęły łzy. Odtrąciła moje ręce i uciekła z płaczem powtarzając w kółko i w kółko słowo 'kłamiesz'. Pobiegłem za nią prosto do naszego pokoju. Kurde. Zamknęła drzwi. Ze środka słychać było jej łkanie. Wiedziałem, że wywoła to u niej szok. 

- Dlatego nie chciałem ci mówić. Wybaczysz mi to? - Zapytałem przez drzwi i czekałem na odpowiedź.

 

Jagoda

Jak to możliwe?! Dlaczego.. Czyli teraz wszystko się zawali, on wyjedzie, a ja zostanę sama? Czy mnie zostawi?! Czy stracę go tak jak Doriana? Zza drzwi usłyszałam po raz kolejny jego przepraszam. Podeszłam do nich chwiejnym krokiem i wyszeptałam, tak że ledwie mnie usłyszał.

- Dlaczego? - Głos miałam zachrypnięty już od płaczu. Po chwili znów zalałam się łzami. 

- Kiedy tylko to się skończy przyjadę do ciebie, albo ty przyjedziesz do mnie i już nic nas nie rozłączy, rozumiesz? To tylko kilka lat, a przed sobą mamy kilkadziesiąt. - Uśmiechnęłam się przez łzy słysząc jego wyznania. Niby jakoś mnie 'otuliły', ale nadal czułam się strasznie.

- Dlaczego nie mogę jechać z tobą? Mogłabym się tam uczyć i pracować równie dobrze jak w Polsce. - Oświadczyłam nie dając za wygraną. Tylko kilka lat? Jak zgadnę one będą dla mnie jak tysiąclecia. Wszyscy dookoła będą ze swoimi drugimi połówkami, a nam zostanie tylko Skype i telefon? 

- Nie sądze, że polubiłabyś moich rodziców, a tata chory na raka tylko pogarsza sprawy w rodzinie. Nie chcę cię wciągać w nasze sprawy. Jednym słowem nie chcę cię martwić. - Zakończył. - Wpuścisz mnie? - dodał chwilę potem. Zastanowiłam się chwilę czy powinien mnie teraz zobaczyć w takim stanie. Widział mnie już w gorszym. Ale nadal czuje się okropnie ze względu na te informacje. Otworzyłam drzwi i kiedy tylko Sylwester wszedł wpadłam mu w ramiona.

- Nie chcę cię nigdy stracić. - Wychlipałam wtulając się w niego.

- Nie stracisz. - Powiedział i delikatnie mnie pocałował. 

- I bedziemy już na wieki wieków? - Zapytałam z niedowierzaniem.

- Przez wieczność. - Zapewnił i mocniej mnie do siebie przytulił. Cieszyłam się tą chwilą, bo wiedziałam, że będzie mi jej brakować przez kilka następnych lat. Staliśmy tak w bezruchu. Nic nie mówiąc choć obojgu nam w głowach wirowało od natłoku myśli i niewypowiedzianych słów. Łzy płynęły mi po policzkach i nadal łkałam cichutko. Chłopacz pocałował mnie czule po głowie i szepnął.

- Wszystko będzie dobrze. 

- Przereklamowana obietnica. - Odpowiedziałam.

 

Oł jea! Na stos ze mną, bo smęty i Sylwester niedługo wyjedzie. Ale nie martwcie się. Ich związek przetrwa mimo wielu niespodzianek i to wcale nie takich milutkich ;) 

„Jezu to znowu się stało zakochałem się” Rh +


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Niespodzianka!

środa, 24 kwietnia 2013 22:00

Kontynuujmy oczami Sylwestra :D spodobało mi się ;)

Kiedy mam jej o tym powiedzieć? Będzie załamana. Może najpierw zrobię coś zeby uśmierzyć jej ból, a potem jej powiem. Będzie na pewno roztrzęsiona. Jednak.. Nie zabiorę jej przecież ze sobą. Mam pewnien pomysł, ale czy on zadziała? Może lepiej powiedzieć wprost? Czy powinienem trzymać taką tajemnicę z dala od mojej dziewczyny, którą cenie nad życie? Powiem jej kiedy już będziemy na wakacjach. Nie mogę tak od razu obciążyć ją takim czymś i zepsuć resztę wakacji. Wymusiłem więc na swojej twarzy uśmiech i zapukałem do jej pokoju. Bilety zamówione nie ma odwrotu. 

- Kto tam?! - zawołała nieco sennie.

- Śniadanie. - Zaśmiałem się.

- Jak tak to właź. - Odpowiedziała za drzwiami. Otworzyłem je i mój uśmiech nieco się „urealistycznił” zawsze tak mam kiedy ją widzę. Podszedłem do niej i usiadłem na rogu łóżka.

- Mam niespodziankę. - Powiedziałem.

- Widzę. Nie ma śniadania. - Zasmuciła się Jagoda, a po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Jednak moja niespodzianka była nieco inna. 

- Pakuj się. Jedziemy, a właściwie lecimy na wakację! - oznajmiłem. Dziewczyna nie do końca zrozumiała. Przetarła oczy i zapytała czy to sen. Uspokoiłem ją, że wszystko dzieje się na prawdę. 

- Kochany jesteś! - Krzyknęła i rzuciła mi się na szyję.

Wracamy do normalności :D Jagoda.

Na szybko wcisnęłam do torby podręcznej ulubione ksiązki i prawie byłam już gotowa. Nie spodziewałam się, że Sylwester zabierze mnie na wakację. Ale przecież on wszystko dla mnie robi! O nie.. Tak nie może być.. Wykorzystuję go. Zaczęłam nerwowo przechadzać się po pokoju w te i w wtę. Na pewno mysli, ze go wykorzystuje. To widać. To widać!

- coś się stało Jagoda? - Zapytał Sylwester. - Zaraz jedziemy. - Powiedział. No trudno. Następnym razem to ja go gdzieś zabieram. Odnotowałam sobię tę obietnicę w pamięci i wrzuciłam szczotkę do kosmetyczki. Zabrałam paszport i zaczęłam schodzić z moim bagażem na dół. Zdziwiłam się widząc, że Sylwester nie kieruje się do swojego samochodu tylko do innego, przy którym stał jakiś nieznany mi brunet o bladej twarzy. Miał na sobie krókie spodenki i t-shirt w paski. .

- Ah nie mówiłem ci? Zawiezie nas mój kolega Marek. - Skinęłam głową i podałam mu torbę. - Cholera Jagoda co ty w tym nosisz?! - Zapytał uginając sie pod cieżarem bagażu. - Są jakieś ograniczenia!

- Mieści się w normie. - Powiedziałam. - Są tam książki. -  Powiedziałam i poszłam się przywitać z niejakim Markiem. Po chwili kiedy nasze bagaże były już w samochodzie pojechaliśmy.  Chłopacy cały czas gadali o grach komputerowych i piłce nożnej.

- No a w Assasinie to..

- NUDZE SIĘ! - Dałam im to jasno do zrozumienia. Przerwali swoją konwersację, a Sylwek odwrócił się do mnie. Byłam strasznie nachmurozna, a on tylko się zaśmiał.

- Jeszcze kilka godzin i będziemy w Poznaniu. - Uspokoił mnie. Zrobiłam mu grandę za to, że całą drogę rozmawia tylko z Markiem, a o mnie to nie pomyśli. Kiedy skończyłam się wyżalać wyciągnęłam „Białą Wilczycę” Theresy Revay. Obrażona nie odzywałam się przez resztę drogi tylko czytałam książkę myśląc o tym jak on mnie uwielbia denerwować... Co zwykle jest słodkie.

- Jesteśmy! - Oznajmił Marek. Podniosłam wzrok znad książki. Spojrzałam na budynek Lotniskowy i pas startowy kawałek dalej. No to cóż... Sięgnęłam do klamki drzwi, ale otworzyły się zanim zdażyłam je złapać.

- Dzięki Syl.. Marek. - Poprawiłam się i uśmiechnęłam do chłopaka. Z drugiej strony zaś Sylwester kipiał ze złości niosąc bagaże. Wzięłam od niego kilka swoich toreb, które przechwycił kolega Sylwestra.

- Pomogę ci. - Zaoferował się.

- dzięki! - odpowiedziałam szczęśliwa, że nie muszę dźwigać bagażu. Przeszliśmy wszystkie procedury i chwile potem byliśmy już na pokładzie samolotu. Zauważyłam, że Sylwester ma nienajlepszy nastrój więc zapytałam.

- Co się stało?

- Podobasz się Markowi. - Mruknął. Przytuliłam go mocno i szepnęłam do ucha.

- Ale mi podobasz się tylko ty. - Pomizialiśmy się noskami, a widząc niezadowolenie reszty pasarzerów zdołaliśmy się opanować. Jednakże chwile potem przywarliśmy do siebie ustami. 

- Proszę zapiąc pasy. Zaraz startujemy! - Usłyszeliśmy nad sobą głos stewardessy, która wpatrywał się w nas z przyklejonym uśmiechem.  Odkoczyliśmy od siebie i pośpiesznie zapięliśmy pasy. Moment potem wystartowaliśmy. Zaświszczało mi w uszach aż za mocno. Niedługo potem byliśmy już wysoko w górze, a mnie zaczął brać ból brzucha.

- Jezu zaraz zwymiotuję.. - Powiedziałam. Faktycznie zbierało mi się na wymioty. Sylwester podał mi torbę, do której chwile potem zwymiotowałam. 

- Wszystko ok?

- Taaa. W jak najlepszym porządku. - Rzuciłam sarkastycznie, a chwilę po tym nastąpił kolejny wymiot. - Dlaczego samolot?... - żachnęłam się

Perspektywa Sylwestra.

Dałem Jagodzie tabletkę. Widać trochę jej sie polepszyło, bo jej twarz zaczęła nabierać kolorów. Nie była już tak bladozielona jak na początku. Lek nieco ją otumanił i przymykała co chwila oczy, a na końcu zasnęła. Wyciągnąłem jej książke z rąk i pocałowałem w czoło. Faktycznie mogłem wybrać inny środek transportu. Nigdy wcześniej nie wspominała mi o tym, że mdli ją w samolocie. Z braku laku zacząłem czytać jej ksiażkę. „Kapłanka w Bieli”. Otworzyłem na pierwszej stronie i potem stopnowo zagłębiałem się w lekturę.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Koktajl

środa, 24 kwietnia 2013 21:00

- Złaź ze mnie.. - żachnęłam się spychając Sylwestra. Uśmiechnął się, pocałował mnie i powiedział.

- Teraz mogę. 

- Nie przesadzaj. - Niemal warknęłam i zrzuciłam go z siebie. - Zaraz muszę jechać do pracy, wiesz? - Powiedziałam i pobiegłam się ubrać. Założyłam czarny top i jeansowe spodenki. Na nogi wcisnęlam równie czarne jak bluzka rzymianki. Spakowałam torebkę i zbiegłam na dół. Sylwester masował swoją głowę.

- Uderzyłeś się? - zapytałam.

- tak. Pocałuj. - Zaśmiał się chłopak. Zignorowałam to chociaż miałam ochotę go pocaqłować. Zamiast tego szaleńczo szukałam kluczyków od samochodu. Sprawdziłam wszystkie kieszenie w kurtkach, szuflady, półkę z kluczami oraz wszystkie torby.

- Wiesz gdzie są kluczyki od mojego samochodu? - Zapytałam i zrezygnowana osunęłam się na fotel. 

- Nie. - Sylwester uśmiechnał się jak niewiniątko. - A to dobrze się składa, bo chciałem dziś pojechać z tobą. - Dokończył widocznie zadowolony. Gdzie on schował moje kluczyki?!

- Po co chcesz jechać? 

- A zapomniałaś już wszystko z wczoraj? - Odpowiedział pytaniem na pytanie. Nie. Oczywiście, że nie zapomniałam tych dwóch debili, którzy napadli mnie po pracy. Ojeej. Teraz będzie mnei odwoził do pracy i pilnować na każdym kroku? Przecież to nie ma sensu.

- Jagoda ja wiem, że nie jesteś głupia i łatwo się nie poddajesz. A przy okazji jesteś uparta. - dodał Sylwester stanowczym tonem. - Ale musisz pamiętać, że jesteś też kobietą! - Uhu.. Szykuje się kłótnia. Zaczęłam się sprzeczać z Sylwestrem. Tak co do tego miał rację - byłam uparta. W końcu zrezygnowałam z dalszych prób tłumaczenia mu, że dałąbym sobię radę i nachmurzona poszłam z nim do jego samochodu. 

- Jezu... Widzisz we mnie tylko bezbronną dziewczynkę? - wałkowałam temat. Tak akurat teraz wzięło mnie żeby przekonywac Sylwestra, że nie jest tak jak myśli. Opuścił z żalem ramiona i westchnął.

- Nie. Ale zrozum, że się o ciebie martwię. - W jego głosie słychać było smutek. Moja złość nieco złagodniała. Martwił się. To wszystko. Położyłam mu dłoń na kolanie, a kiedy na mnie spojrzał podjęłam próbę uśmiechnięcia się.

- Okej. Niech ci będzie. Jedź szybciej, bo się spóźnimy. - Dodałam patrząc na zegarek w radiu samochodowym. Chłopakowi widocznie ulżyło, bo rozluźnił się nieco i uśmiechnął się do mnie. Wtem dostałam sms'a. Od Wiktorii Mant.

OD: Wiki Mant:

Hej :) Jak bloog?

Mam nadzieję, że

dodasz niedługo

nowe rozdziały

 

Ano taak. Naiwna rzeczywistość. Kiedy ja ją ostatnio pisałam? Odstukałam krótkiego sms'a.

 

DO: Wiki Mant:

 

Dzisiaj postaram się napisać, a 

twoje I found You In My Darkest Hour?

 

Więc kiedy to niespodziewany sms przerwał moją rozmowę z Sylwestrem zaabsorbowałam się tylko i wyłącznie pisaniem z Wiką. Samochód chłopaka wjeżdżał już na podjazd 'Gabi' pożegnałam się z Wiką i poszłam do pracy.

- Dzięki za podwózkę możesz... - Ale nie dokończyłam zdania, bo Sylwester ujął mnie pod ręke. Czy on.. Czy mi się zdaje, że... Czy on ma zamiar... Spojrzałam na niego pytająco i zatrzymałam się.

- Będziesz tu na mnie czekać aż skończę pracę? - zapytałam z niedowierzaniem. Sylwester zaśmiał się co przyniosło mi ulgę. Niestety tylko chwilową.

- Nie. Będę siedział w barze. - Idiota. Wyrwałam mu swoją rękę i marudząc pod nosem weszłam do knajpy. Przywitałam się ze wszystkimi i poszłam się ubrać w fartuch. Wrzuciłam swoją torbę do szafki i zamknęłam ją. Spięłam jeszcze włosy żeby nie przeszkadzały mi w pracy i wyszłam z pomieszczenia dla pracowników. Podeszłam do barku i zaczęłam obsługiwanie co chwila patrząc ukradkiem na Sylwestra obserwujacego każdego faceta podchodzącego po zamówienie. Kurna. Zabiję go. W końcu i on przyszedł po zamówienie.

- Co się stało? Zauważyłeś kogoś podejrzanego? - rzuciłam ironicznie wyżywając się przy okazji na blacie, który czyściłam. Sylwester wyszczerzył się do mnie i wymienił mi rysopisy kilku klientów. Był widocznie uradowany widząc złość na mojej twarzy.

- Po co to robisz? - zapytałam zdenerwowana zachowaniem chłopaka do cna. Czułam wręcz, że moja nienawiść wylewa mi się z uszu i nosa..

- Bo cię kocham. - Odpowiedział i pocałował mnie nie zważając na dzielący nas kawałek blatu. Pocieszyłam się chwilkę, ale potem musiałam się opanowac i odsunęłam go od siebie.

- Albo zamawiasz, albo idź. Blokujesz miejsce. - Mruknęłam ciągle zamroczona po słodkiej chwili przyjemności. 

- Koktajl z kiwi. - Zdecydował się. Nalałam zimny napój i podałam go Sylwestrowi. Wzięłam zapłatę i z ulgą patrzyłam jak schodzi zmierza spowrotem do stolika pod oknem. Z uśmiechem zwróciłam się do kolejnych klientów.

- Co podać?

 

Perspektywa Sylwestra

Pijąc zimny koktaj rozejrzałem się po barze. Był całkiem ładnie urządzony. W stylu nadmorskim. W wielkich oknach zamiast firan zawieszono sieci rybacki, co całkiem ładnie komponowało się z solidnym, drewnianym umeblowaniem oraz ścianami. Porozwieszano wielkie mapy. Przeniosłem wzrok na Jagę, która widząc, że się jej przyglądam poczerwieniała ze złości. Jak ja lubie ją denerwować. Jest wtedy taka słodka. Wysłałem jej buziaka, a ona zacisnęła szczęke oraz dłonie i starając nie zwracać na mnie uwagi wróciła do pracy. Jak pięknie ona wygląda kiedy jest tak calkowicie zaabsorbowana pracą, a jakże zachwyca mnie kiedy przez okrągłe 8 godzin potrafi cały czas być miła i uśmiechnięta dla klientów (nie włączając w to mnie, bo do mnie stroi miny). Moje rozmarzenie przerwał czyjś głos.

- Wolne? - Zapytała nieśmiało nieznajoma szatynka. Twarz miała pokrytą licznymi piegami, a włosy opadały jej luźno na ramiona. Jednak w urodzie nigdy nie będzie równać się z Jagą. - Nigdzie indziej nie ma miejsca..

- Jasne. Siadaj. - Powiedziałem do niej i przysunąłem jej krzesło.

- A może czekasz na kogoś? - zmieszała się już całkowicie. Niezgrabnie usiadła na krześle i co śmieszne jak najdalej ode mnie. Uśmiechnąłem się nieco i odparłem, że czekam tylko na dziewczynę az skończy pracę tutaj. 

- Nie powinnam i tak. Może wolisz siedzieć sam? - nadal dopytywała się. Nie no. To robi sie już wkurzające..

- Nie. Siedź. Nie mam z kim porozmawiać. - Rzekłem, a na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech. Kiedy troche nabrała pewności siebie rozpoczęliśmy konwersację. W między czasie zjadła rybę przyniesioną przez kelnera. Po skończonym obiedzie siedziała jeszczę trochę i rozmawialiśmy. Źle oceniłem ją na początku. Kiedy już się otworzyła potrafiła zalewać nadmiarem informacji. Nie była jednak takim „nieśmiałym nudziarzem” jak niektórzy. Po prostu na początku była onieśmielona moją obecnością. Ciekaw jestem czy zawsze w nawiązywaniu nowych kontaktów jest taka nieśmiała.

- Mogę zabrać? - Usłyszałem cierpki, nieco zirytowany głos Jagody. Spojrzała najpierw na Korolinę, bo tak nazywała się ta „nieznajoma” wzrokiem jakby rzucającym wyzwanie, a potem oskarżycielsko na mnie przewiercając mnie swoim spojrzeniem na wylot. Haha. To ci dopiero. Czyżby Jagoda była zazdrosna? Widać było jednak potem jej zadowolenie kiedy Karo spojrzała na nią bojaźliwym wzrokiem. Przeprosiła mnie i wyszła z baru. Podniosłem się z krzesła, a w nogach złapał mnie ból. No tak. Ślęcze tu conajmniej 5 godzin, a może i więcej. Podszedłem do baru i usiadłem na jednym ze stołków. Jagoda podeszła do mnie i od razu zasypała mnie gradem pytań.

- Kto to był? i najważniejsze co chciała? Chyba to nie twoja nowa dziewczyna? - Ostatnie pytanie całkowicie zbiło mnie z tropu. Pierwszy raz widzę tak zdenerwowaną Jagę. Zacząłem jej po kolei wszystko wyjaśniać. Na koniec kiwnęła głową dając mi znak, że wszystko rozumie. Spojrzałem na zegarek. 15:36..

- Zapytam się czy moge wcześniej wyjść. Dosyć się nasiedziałeś. - Zadecydowała i pobiegła do swojej przełożonej. Wróciła bez fartucha, z torbą w dłoni i triumfalnym wyrazem twarzy.

- Dzisiaj mogę wyjść wcześniej. - Powiedziała do mnie i wzięła mnie pod ręke. Wydawało mi się, że wszystko wróciło do normy, ale kiedy wsiedliśmy do samochodu pytania na nowo się zaczęły.

- Jagoda ile razy mam ci tłumaczyć. Byłaś, jesteś i zawsze będziesz dla mnie najważniejsza! - Powtórzyłem jej to wyznanie już po raz setny tego dnia. Od kiedy ona stała się taka zazdrosna? W sumie to schlebia mi to, ale.. Od kiedy? Czy coś się zmieniło? A może poświęcam jej za mało czasu. Na pewno nie, ale lepiej wiedzieć.

- Czy mam sądzić, że według ciebie nie poświęcam ci tyle uwagi ile byś chciała?

- Nie. - Odpowiedziała niemrawo. Co się z nią dzieje?

- To o co chodzi? - Jagoda spojrzała na mnie, ale.... Jednak nie. Wpatrzyła się gdzieś w przestrzeń za mną i westchnęła głośno.

- Boje się, że kiedyś ktoś może mi ciebie zabrać. Jak Luna Doriana. - Powiedziała, a z oczu pociekły jej łzy. - Jak widziałam cię z tą dziewczyną przy stole... - Głos całkowicie jej się załamał. Czyli o to chodzi. Boi się mnie stracić. Odgarnąłem jej włosy z twarzy, uśmiechnąłem się i zacząłem ją pocieszać. Jagoda niby zawsze stara się być samodzielna i nie zawsze przyjmuje pomoc, ale są takie dni kiedy całkowicie się załamuje i jest jak małe dziecko. I taką ją kocham trzeba dodać. Mimo wszystko. Ona jest za bardzo zestresowana. Biedactwo. Jeszcze kiedy jej rodzice się rozwiedli. Czasem na prawdę jest kłebkiem nerwów. Po drodze dziewczyna zasnęła i teraz pochrapywała cichutko. Za bardzo przejmuje się takimi błachostkami. Wysiadłem z samochodu i jak najdelikatniej wyciągnąłem Jagodę.

- Ale się trudzisz, wiesz? - Zapytała mnie ze śmiechem. aha czyli nie spała.

- Spryciula z ciebie. - Przyznałem i pocałowałem ją.

 

Kochani!! Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale walnęłam oczami Sylwestra. Początek był trudny, ale myślę, że dałam radę ;** Dedykacja dla Wiktorii. Dziękuje, że czytasz moje wypociny ;)

 

„Wtedy pytasz się czemu kocham nieprzytomnie

jakby zaraz świat miał się skończyć” Anna Jantar


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Bimbałki...

wtorek, 23 kwietnia 2013 16:11

- Patrz jaki tyłeczek!! - usłyszałam szept jednego z klientów rozmawiającego ze swoim towarzyszem chyba na mój temat.

- A te bimbałki widzisz? Aww.. Jak ją wyrwać? - Zastanawiał się drugi. Jezu.. Co za ułomy. Oho. Idą po zamówienie. Wytarłam szklankę i podeszłam do blatu. Chłopacy zamówili lody śmietankowe. Zrobiłam zamówienie i.. wcisnęłam im te zamówienie prosto w nos.

- Ojeej.. Tyłeczek z bimbałkami bardzo was przeprasza! - żachnęłam się. Dwaj idioci na razie nie wiedzieli za bardzo o co chodzi. Podbiegła do mnie szefowa Klara. Na jej zwykle słodkiej twarzy okalonej blond loczkami teraz widać było jednocześnie grymas i niezadowolenie do mnie oraz przepraszający gest do klientów.

- Co tu się stało? - zapytała surowo patrząc na mnie. Wyjaśniłam jej sprawę z bimbałkami, a ona. Oblała ich 'przypadkowo' Colą z dna szklanki. Poleciła mi żebym posprzątała, a ich niby przeprosiła i wyprowadziła z knajpy. Podeszła do mnei spwrotem kiedy kończyłam porządkowanie.

- Na następny raz ignoruj takie typy, ale.. Nie dziwie się! Zazdroszczę ci tego i owego! - Zachwyciła się Klara. Nie wiedząc co powiedzieć wydukałam coś w stylu „urosną” i zajęłam się dalszą pracą. Kilka godzin później Klara wydała nam dzienną pensję, a ja z Anną - Naną poszłyśmy na plażę. Nareszcie koniec pracy! Z radością zrzuciłam powierzchwone ciuchy i wskoczyłąm do jeziorka. Woda była tak zimna, że cała się trzęsłam, ale nic nie może równać się z pływaniem o zachodzie słońca.

- Idziesz Nana? - zapytałam pływając na plecach i pluskając wesoło wodą. - Jest super! - Dziewczyna niezgrabnie zdjęła sukienkę i rozejrzała sie bojaźliwie czy nikt nie patrzy. Kiedy 'sprawdziła otoczenie' nieśmiało weszła do wody.

- Jakie zimne! - pisnęła. Ochlapałam ją wodą i zaśmiałam się widzac jak wije się tak jakby ją parzyła. Wkońcu przemogła się i weszła do wody. Popływałyśmy trochę razem, a kiedy ściemniło się nieco wyszłyśmy, przebrałyśmy się i każda z nas rozeszła sie w swoją stronę. Podeszłam do swojego samochodu, a na jego masce.. Siedział pan tyłeczek i pan bimbałki. Na mój widok podejrzanie sie uśmiechnęli i podnieśli z miejsca. Co oni kombinują?!

- Cześć piękna. - Powiedział jeden głaszcząc mnie po policzku. Odtrąciłam jego dłoń i sprzedałam mu mocnego liścia.

- Nie pobawisz się z nami? - Zawtórował towarzysz kiedy 'Tyłeczek' masował sobie polik. Chwycił mnie za nadgarstki i przycisnął do ściany. Poczułam jego oddech na swoim policzku. Próbowałam się wyrwać, ale nic  z tego.

- Jagoda! - usłyszałam głos Sylwestra. Uśmiechnęłam się do 'prześladowców' widząc, że Sylwester idzie prosto tu. Zauważył mnie i przyszedł mi z pomocą. Kiedy on i ten pierwszy się bili. Ja starałam się uwolnić z kleszczego uścisku 'bimbałków'. W końcu wyszło na to, że tutaj tez Sylwester musiał mi pomóc. Wyrwał mnie z ochydnych łap tego kolesia i pobiegliśmy do samochodu. Wsiadłam na miejsce kierowcy i patrzyłam jak Sylwester mocuje się z tymi chłopakami. Kiedy jeden z nich się zatoczył, a drugi był wystarczająco daleko wskoczył na miejsce obok mnie.

- Przyciągasz problemy. - Zauważył kiedy opuszczaliśmy parking. Nie wytrzymałam i.. Zaniosłam się histerycznym śmiechem. Chłopak spojrzał na mnie z uniesioną brwią.

- Tak.. Ja kłopoty, a ty jesteś niczym książe na białym koniu. Zawsze mnie ratujesz. Czuję się taka bezużyteczna! - Powiedziałam z udawaną złością. Sylwester również się zaśmiał, a teraz pędziliśmy już po prostej do Kleczewa. Przez drzewa przebijało się pomarańczowo-czerwone światło słoneczne. Niebo przybrało ciepłe kolory i wyglądało jak wyśmienita mieszanka czerwonawych barw, które są miękko rozłożone na niebieskim płotnie, którym jest niebo.

- Czego oni tak właściwie chcieli? - zapytał Sylwester. Zastanowiłam się chwile i odparłam.

- Mojego tyłeczka i bimbałków.

- Ej, ej... One są dla mnie na wyłączność! - Przestrzegł mnie chłopak i oboje zanieśliśmy się szczerym głośnym śmiechem. Dojechaliśmy do domu kiedy słońce znikęło już za horyzontem, a nam zrobiło się nieco sennie. Wysiadłam z samochodu, a potem zamknęłam drzwiczki na klucz. Weszłam razem z Sylwestrem do domu i przygotowaliśmy kolację. Właściwie to ja przygotowałam nam kanapki z ogórkiem i pomidorem, a Sylwester okupował telewizor. Podałam mu talerz i wyrwałam pilota.

- O proszę cię... Sci-fi? - mruknęłam przełączając na fox-life. - Jeest „chirurdzy”! - ucieszyłam się. Potem przez 5 minut nawzajem wyrywaliśmy sobie pilota aż w końcu przypadkowo włączyliśmy Polsat.

- Titanic! - zachwyciłam się. - Nie waż się tego przełączyć! - ostrzegłam Sylwestra i dosłownie chłonęłam każdy kawałek obrazu. Po prostu mój ulubiony film na forevera! Jeeeju to takie romantyczne! Podczas ostatnich scen poryczałam się, a Sylwester spał w najlepsze. Znowu zasypia w najistotniejszych momentach! Posprzątałam po naszej kolacji, przykryłam chłopaka, zgasiłam światło i poszłam się umyć. Wzięłam chłodny prysznic, który przyniósł ukojenie po takim gorącym dniu. Założyłam piżamę, nakremowałam się i poszłam na dół spowrotem do Sylwestra.

- Śpi jak zabity... - Zauważyłam. Przysiadłam się obok niego i wtuliłam w jego ramię.

Następnego dnia.

Sylwester jak zwykle wstał wcześniej i uszykował nam śniadanie. . Przetarłam sennie oczy i przeciągnęłam się na kanapie. Otworzyłam najpierw jedno oko, a potem niepewnie drugie.

- Ale już jasno na dworze! - spostrzegłam. Sylwester siedział przy blacie i leniwie sączył soczek ze szklanki. Uśmiechnął się na mój widok i pokazał miejsce obok siebie. Usiadłam posłusznie i pocałowałam go na powitanie.

- Masz ochotę na ciastka? - zapytał wskazując wielki talerz. Ze zdumieniem spojrzałam na górę samodzielnie wypiekanych pyszności.

- Owsianie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Kiedy usłyszałam słowo tak nieśmiało wzięłam ciasteczko do rąk. Ugryzłam kawałek i zachwyciłam się smakiem.  Słodkie, miękkie ciasteczka z płatkami, które chrupią pod naciskiem żebów. Po prostu cudowne. 

- Pyszne... - Zachwyciłam się z napchaną buzią. Przełknęłam jedzenie i wymamrotałam. - Sorka... - Sylwester odpowiedział tylko równie, a nawet bardziej słodkim niż ciastka uśmiechem i zajął się swoim posiłkiem. Przypomniało mi się coś. Pobiegłam na górę i wyciągnęłam z torebki pieniądze, które wcześniej dokładnie zliczyłam. Podałam je Sylwestrowi, a widząc jego zakłopotane spojrzenie wyjaśniłam mu, że to połowa do rachunków.

- Nie wezmę tego. - Powiedział stanowczo Sylwester.

- Jeśli tak zrobisz to zamieszkam z tata w Niemczech. - Rzuciłam mu wyzwanie. Chłopak zastanowił się chwilę i w końcu wpadł na genialny pomysł. - Zrobię to jeśli mnie pocałujesz! - zadecydował z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.

- Bierz. - nalegałam.

- Całuj.

- Bierz!

- Całuj! - Powiedział i przywarł do moich warg. Wypuściłam banknoty z rąk i zarzuciłam mu je na szyję.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ojeeej..

poniedziałek, 22 kwietnia 2013 15:25

Razem z Izą „napadłyśmy” na sklepy odzieżowe. Ja kupiłam prawie cały asortyment w kolorze czarnym i z ćwiekami, a Iza landrynkowo różowe ciuszki. Potem poszłyśmy na lody do Kleczewianki.

- Ojezu.. to smakuje jak masło. - Powiedziała Iza krzywiąc się od smaku lodu. Co prawda to prawda. Nie należały one do najlepszych. 

- Masz rację.. - mruknęłam oblizując swojego. - lepsze to niż nic! - pocieszyłam ją i wyszłyśmy z baru.

......

 

3 tygodnie później

Lato zaczęło się na dobre. Skończyliśmy szkołę, a wynik matury był zadowalający. Nareszcie nastały dni błogiego lenistwa i wycieczek poza miasto(a dla mnie także pracy). Rozłożyłam się na kanapie i co chwila turlałam sie w te i we w tę delektując smakiem lenistwa. Nyra wskoczyła na łóżko i usadowiła się obok mnie. Pogłaskałam kociaka po główce, a ten spróbował pazurkami zaczaczyć o moją dłoń. Uśmiechnęłam się i zaczęłam droczyć się ze zwierzątkiem. Niedługo niestety skończy się „laba” i trzeba będzie znaleźć studia, pracę... Nie, nie myślę o tym teraz! Poleżałam jeszczę troszeczkę, a potem wstałam i poszłam do kuchni po schłodzony sok. 

- Śpiąca królewna wstała? - usłyszałam za sobą głos Sylwestra i odwróciłam się z uśmiechem.

- Spania nigdy dosyć. - Odparłam i wyciągnęłam szklankę oraz kartkonik Cappy. Chłopak objął mnie od tyłu i pocałował.

- Chyba spania ze mną. - szepnął mi do ucha. Reześmiałam się i odepchnęłam go.

- Śnisz kotek. - I zaczęłam sączyć zimny napój. Jakaż to panowała gorączka. I w domu i na dworze. Ojeej. Nie wspominam już o tym, bo mi słabo. Słońce praży tak niemiłosierne... Opaliłam się już mocno, a ramiona po wczorajszym wypadzie na Maltę pieką mnie jak nigdy w życiu. Od teraz nie wychodze z domu bez filtru na słonce. Cholera już 10:30 zaraz lecę na moją zmianę w 'Gabi'. Pracuję w wakację, żeby mieć trochę kasy na studia, i żeby dołożyć do czynszu Sylwestrowi. Jednak praca ani trochę mnie nie męczy. Świetna obsługa. W tym znaczeniu to mili ludzie. Oczywiście 5 zł za godzinę to strasznie mało, ale 'grosz do grosza i będzie kokosza'. Mniejsza to muszę się uszykować.

- Musze zaraz lecieć do pracy! - krzyknęłam i prawie rozlałam sok. Odstawiłam szklankę i sprintem przebiegłam odcinek dzielący mnie od 'mojego' pokoju. Wrzuciłam na siebie krótkie spodenki galaxy i przewiewną koszulkę na ramkach. Pod spód założyłam strój, bo pracuję blisko plaży w Wilczynie. Lubię po pracy troszkę popływać. Następnie spięłam burzę włosów w niezgrabny koczek. Na nogi założyłam moje kochane czarne japonki, wrzuciłam kilka rzeczy do torebki z myszką Mickey i popędziłam na dół. Chwyciłam kluczyki z półki, pomachałam do Sylwestra i zniknęłam za drzwiami. Odpaliłam samochód i wyruszyłam w drogę. Włączyłam radio i wyjechałam z podwórza. Boże jaki gorąc! Odpaliłam też klimatyzację. Jadąc przez ulice Kleczewa patrzyłam z żalem na ludzi, którzy wachlowali się czym tylko się dało lub szukali choć drobinki cienia. Taa to chyba najgorętsze lato od kilku lat. Dojechałam już do ronda kiedy... Wcisnęłam hamulec i z piskiem opon zatrzymałam samochód. Jakiś debil na nauce jazdy zajechał mi drogę. Wymruczałam pod nosem niezbyt miłe pozdrowienie dla tego kolesie i poczekałam az usunie się z drogi. Potem ryszyłam dalej. Wkrótce dojechałam do Wilczyna i zatrzymałam sie przed 'Gabi'. Sprawdziłam zegarek i z ulgą stwierdziłam, że zostało mi jeszcze 20 minut. Wskoczyłam do baru i uśmiechem przywitałam wszystkich pracowników.

- Mogę już lecieć? - zapytała Mea. - No wiesz skoro jesteś przed czasem.. - Tłumaczyła się niezgrabnie chuda blondynka zataczając kółka stopą. Odpowiedziałam, że jasne i poszłam po swój firmowy fartuch. Dochodziło południe i do knajpy schodziło się coraz więcej osób. Matt nie wyrabiał z przyjmowaniem zamówień, a ja z sprzedawaniem zimnych napoi, lub lodów, ktore wszyscy uwielbiali. Dosłownie co chwile przychodzili nowi klienci, a czasem tworzyły sie kolejki po tę zimną słodycz.

- 2,50 - mruknęłam nieco zmęczona do jakiegoś dziesięciolatka. Wręczył mi pieniądze, a ja podałam mu loda w rożku. Schowałam pieniądze do kasy. Podniosłam wzrok i napotkałam.. Stevie i Lunę.

- Hej. - mruknęłam próbując przeobrazić grymas w uśmiech. - Co podać? - Stevie zmierzyła mnie wzrokiem, a Luna leciutko się uśmiechnęła co troche przypomniało mi ją z kiedyś, ale kiedy spojrzała na nią jej towarzyszka zmieniła wyraz tworzy na grymas i starała się upodobnić do niej. Czy mi się wydaje, czy ona jest taka dziwna? Nigdy wcześniej nie starała się nikogo udawać nawet wtedy kiedy stała się bezwzględną, pyskatą zdzirą. Nawet. Teraz wygląda jak osoba, która chce być 'fajna' i próbuje naśladować 'popularsów' ze szkoły.

- Dwa piwa. - Mruknęła stevie. 

- Ja chciałabym tymbarka. - sprzeciwiła się Luna. Stev zgromiła ją wzrokiem, ale poprawiła swą wypowiedź na „Piwo i tymbark”. Wzięłam tymbarka jabłkowo-malinowego (ulubiony Luny) i wlałam Tyskie dla tej obok. Podałam im napoje i wzięłam zapłatę. tevie wizęła do ręki kufel i.. wylała na mnie jego zawartość!

- Oj przepraszam! - zaczęła zgrywać niewiniątko. Chciała mnie wyprowadzić z równowagi to fakt. Opanowałam się jak mogłam i wydukałam „to ja przepraszam..” chociaż nie wiedziałam za co i sprzątnęłam mokrą podłogę, a potem wyszłam na zapleczę przebrać bluzkę na firmowy t-shirt. Wymieniłam fartuch na nowy i wróciłam do pracy. Wydałam jeszcze kilka zamówień i zobaczyłam jak wraca Luna. Tym razem bez Stevie.

- Teraz ty wylejesz na mnie tymbarka? - Zapytałam znudzona tą całą 'gra' prowadzoną między nami. Dziewczyna uśmiechnęła się niemrawo i powiedziała coś co całkowicie mnie zaskoczyło. Mianowicie...

- Nie przejmuj się Stev. Zazdrości ci. Przepraszam, że zniszczyła ci bluzkę. 3 dychy wystarcza na nową? - zapytała. Jezu Chryste! Szatan się nawrócił! Nie no.. Kurde gdzie kamera? Albo komórka? Może wezmę później nagranie z kamer w barze. Taak to dobry pomysł. Takie rzeczy nie zdarzają się codziennie..

- Żartujesz sobie! Wyperze sie i będzie ok. Co z tobą się stało?? - dodałam, bo wprost musiałam. Nie wytrzymałabym nie znając źródła 'nawrócenia' tej córki Biesa. Dziewczyna zauważyła, że zbliża się jej kompanka. Westchnęła i szepnęła tak żebym tylko ja to usłyszała.

- Po prostu wiem, że i Sylwester i Dorian należeli do ciebie. Jakoś będę z tym żyła. - Po tych słowach rzuciła mi niby 'karcące' spojrzenie i poszła wymachując tyłkiem do Stevie. Hoho.. No proszę. Widać, że lecą na mnei tylko najlepsi chłopacy. Nie wiem czemu, ale zazdrość Luny zaczęła mi schlebiać. Z rozmyślań wyrwał mnie kolejny klient. Uśmiechnęłam się przepraszająco i podałam zamówienie...

ciąg dalszy nastapi... :3


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

będzie nam raźniej!

piątek, 19 kwietnia 2013 23:19

Film miał bardzo ciekawą fabułę i przyjemnie się oglądało.. Co ja mówię. Praktycznie cały seans całowałam Sylwestra. No i marudziliśmy na temat aktorów w międzyczasie. Po kinie zaciągnęłam Sylwestra do sklepów. Biegałam tam już od jakiejsć godziny przeglądałam i przymierzałam ubrania. Taak taki świrus jak ja też lubi czasem kupić coś ładnego

- Nie uważasz, że śliczny? - Powiedziałam pokazując Sylwestrowi czarny sweterek z ćwiekami. Chłopak był strasznie znudzony, ale przez cały ten czas nie wypowiedział ani słowa, że chce wracać czy czegoś w tym stylu. Uśmiechnął się tylko i skinął głową na tak. 

- Kupić go? - zapytałam. 

- Jasne. Pasuje ci. - Powiedział. Pobiegłam do kasy i kupiłam pierwszą dzisiaj rzecz, a w centrum byliśmy już trochę czasu.. Ekspedientka zapakowała mi nabytek. Zapłaciłam i pobiegłam spowrotem do Sylwestra.

- Jedziemy do domu?

- A jak myślisz? - odpowiedział pytaniem na pytanie Sylwester i chwycił mnie pod ręke. Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się w stronę samochodu chłopaka...

 

Brzdęk! Dźwięk roztrzaskanego talerza. Poderwałam się z łóżka i nerwowo rozejrzałam. Była noc. Ojej co to było. Lub kto to był? Wsunęłam stopy w ciepłe kapcie, założyłam podomkę i poszłam do pokoju Sylwestra obok. Uchyliłam drzwi z lekkim skrzypnięciem. Już w progu usłyszałam jego miarowy oddech. Chłopak spał. Podeszłam do niego i lekko go szturchnęłam. Nie zareagował. Nie wróce do pokoju, bo się boje siedzieć teraz sama, a na dole może ktoś być. Usiadłam obok i patrzyłam jak śpi.

- Czemu nie śpisz? - zapytał, a ja podskoczyłam, bo nie spodziewałąm się tego i wystraszył mnie. 

- Jezu! Nie strasz mnie więcej! - żachnęłam się. - Boje się, bo na dole było słychać jakieś dźwięki. - Powiedziałam. Sylwester przetarł oczy i zsunął pierzynę.

- Pójde sprawdzić. - Oznajmił i wyszedł. Nasłuhiwałam, ale na szczęście nie usłyszałam żadnych niepokojących dźwięków. Reześmiany chłopak wszedł po chwili trzymajac Nyrę na rękach.

- Twoja koleżanka postanowiła uciąć sobie drzemkę na suszarce do naczyń. - Zaśmiał się i upuścił zdenerwowanego pobudką kota. Uff.. Głośno wypuściłam powietrze. Podniosłam się z łóżka i zaczęłam iść w stronę drzwi, ale Sylwester chwycił mnie za nadgarstek. Zatrzymałam się i powoli odwróciłam głowę w jego stronę.

- Zostań. - Powiedział, przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował. - Będzie nam raźniej. - uśmiechnął się zawadiacko, a ja poczerwieniałam na twarzy. Miałam szczęście, że w pokoju panował mrok i tylko zimna poświata księżyca rzucała nikłe światełko. Ciekawa byłam jak wyglądam teraz na twarzy... Sylwester kontynuował pocałunki, które tym razem były bardziej ciepłe i dłuższe. Zmierzaliśmy w jakiś bliżej nieokreślony kierunek. Napotkałam przeszkodę. Nogi się podemną ugięły i polecieliśmy na łóżko. Chłopak zaczął całować moją szyję i schodził coraz to niżej...

 

Jaskrawe promienie słoneczne oślepiły mnie nieco kiedy otwarzyłam oczy. Wspomnienia poprzedniej nocy wypełniały mi całą głowę. Spojrzałam na miejscę obok siebię. Tam gdzie powinien być Sylwester było pusto. Pobiegłam do pokoju się ubrać i wyszłam na „poszukiwania”. Posprawdzałam wszystkie pokoje na piętrze i parterze. Kilkakrotnie go wołałam. Sprawdziłam kazdy zakamarek domu. Gdzie on cholera jasna jest?! Wyszłam na podwórko i okrążyłam dom. Sylwestra spotkałam opalającego się na tyłach ogródka.

- Jak się spało? - zapytał z uśmiechem. - żadnych koszmarów? 

- Był taki jeden. Występowałeś w nim ty. - Rzuciłam ironicznie. Chłopak wydał z siebie ten słodki rozpływający sie po całym ciele śmiech.

- Jesteś bardzo przebiegła. - Powiedział i wskazał miejsce obok siebie. - chodź. - Posłusznie zajęłam miejsce obok niego i spojrzałam na czyste niebo. Nareszcie weekend! Weekend, który zaczął się baardzo, ale to baardzo cudownie. I nie mówię tutaj o pogodzie.. Ojeej. Co się też wczoraj działo to lepiej nie wspominać. Spojrzałam na Sylwestra. Oh ileż bym dała znowu go „posmakować”. 

- O czym myślisz? - zapytał widząc, że odpływam. Otrząsnęłam się i jeszcze troche niemrawo odpowiedziałam.

- O czym bym mogła? - Rzuciłam sugerując „coś”. Sylwester zastanowił sie przez chwilę i zaczął zgadywać.

- O mnie?

- Blisko.

- O moich ustach?

- Bingo! - uśmiechnęłam się i pocałowałam go leciutko.....

 

 

 

- Jezu Jaga ile ja mam czekać?! - usłyszałam zdenerwowany głos Izy w telefonie.

- Sprawy się przedłóżyły. Zaraz będe pa. - rzuciłam i schowałam telefon do torby. Obiecałam Izie, że wyjdziemy na miasto. Tak jak to się robi z przyjaciółkami. A ja jak zwykle walnełam się z laptopem do łóżka i ƒ„Sayoara!” Teraz to nikt mnie nie wyciągnie. Zaczęłam oglądać Mirai Nikki i wciągnęło mnie. Ślęczałam tam tak kilka godzin, a zerwał mnie dopiero dźwięk mojej komórki. Przypomniawszy sobię, że obiecałam Izie spotkanie wyleciałam z domu Sylwestra jak z procy. Powoli docierałam już do umówionego miejsca. Moje niesforne miedziane włosy naelektryzowały się strasznie. Wbiegłam do kafejki „Buena” i odnalazłam wzrokiem przyjaciółkę. Siedziała znudzona przy stole na końcu sali.

- Sorka za spóźnienie. Wiesz.. Anime. - Usprawiedliwiłam się z krzywym uśmiechem.

- Chińskie bajki??

- Nie mów tak!! - zirytyowałam się, a Iza wybuchła śmiechem. Ajjaj jak ona mnie czasempotrafi wkurzyć, ale zawsze chwilę potem obydwie śmiejemy się jak chore psychicznie.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rzygam tęczą!

czwartek, 18 kwietnia 2013 20:29

Ile razy ta moja mama jeszcze będzie walczyć? Jak chce niech wysyła mi sms'y i dzwoni, ale ja nie wróce do niej za nic.. Z oczu popłynęły mi łzy. Nie w szkole. Nie! Otarłam je rękawem i starałam się uspokoić. Kurna co za świat! Wyłączyłam telefon i schowałam go do plecaka. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do stolików. Iza już tam na mnie czekała.

- Kto napisał sms'a? - zapytała z ciekawością. Kiedy wyjaśniłam jej sprawę zdziwiła się bardzo. - Mieszkasz z nią nadal?? - dopytywała się.

- Nie. Od tego czasu zamieszkałam z Sylwestrem - Westchnęłam. Ile rzeczy zmieniło się w tym roku. Najpierw kłótnie z Luną, potem Sylwester, potem Luna i Dorian.. Ojeej. 

- Zazdroszczę! Jest taaaki piękny! - westchnęła Iza. 

- Czyżbym miała konkurętkę? - zaśmiałam się patrząc na maślane oczy Izy. Ileż to dziewczyn już szalało za Sylwestrem. Ze mną włącznie. Bo jak tutaj nie kochać takiego faceta? Plotkowałam jeszcze przez 5 minut z Izą, a potem rozbrzmiał denerwujący dzwonek i poszłyśmy do klas. Historia. Szit. Ojeej jak ja nienawidze historii. A właściwie nauczycielki - Walentyny Moredy. Grr! Straszne z niej babsko. Jak zwykle zajęłam miejsce przy oknie i obserwowałam letni piękny świat słuchając przy okazji śpiewu ptaków. Oh jak bym teraz popływała w oceanie, albo chociaż na basenie. Albo wyszłabym na deskę do skate parku, albo na rower... Ale ja muszę gnić w szkole do południa, a po Iza kuje do popraw lub jej surowi rodzice, z którymi nadal mieszka dają jej niezły wycisk. Niby ma już ponad 18 lat, ale czasem jest potulna jak baranek i zachowuje się jak dziecko, które nie wie czego chce. Czasem jest bardzo roztargniona..

- Ooo „pan” przewodniczący nie raczył przyjść? - Zdziwiła się Wala. Noo tak jej pupiluś Henryk, siostrzeniec dyrektorki. Cholera jak ja nienawidzę gada!! Najchętniej to oderwałabym mu jaja! Uśmiechnęłam się patrząc jak nauczycielka wstawia nieobecność temu idioce, który jest przewodniczącym i zachowuje się jak niedorozum. A ja muszę być wice.. Grr. Jak sądziłam drzwi klasy otwarły się z hukiem i Henry zrobił „wejście smoka”. Prychnęłam pogardliwie widząc jak nonszalancko idzie przed siebie w kierunku biurka. Adidasy z neonowymi paskami widać było nawet w ostatniej ławce.. Ochyda! A nie wspomnę już o kolorowych spodniach, których tak nienawidziłam u chłopaków. No chyba, że na Sylwestrze.. Ajaaj o czym ja myślę! Idiotka, idiotka!..

- Spóźniłeś się, wiesz? - zakpiła sobie Walentyna przeczesując rude włosy. Henryk tłumaczył się szczerząc zęby, że w nocy czytał biografię królowej Jadwigi. Haha! Już mu uwierzę! Kilka dziewczyn z pierwszych ławek wzdychało do niego, a ja starałam sie nie roześmiać. Anka zarzuciła swoje włosy na plecy i puściła do niego buziaczka. Haha... Rzygam tęczą.. Ojeejku, no. Jak można się w kimś takim kochać.

- Brzuch mnie boli. - mruknęłam do Izy i wskazałam na zarumienioną Annę, która plotkowała z Henrym.

- Nie dziwie się. - Odpowiedziała i pokręciła palcem przy czole. Zachichotałyśmy i do końca lekcji prawiłyśmy uwagi na jego temat..

 

- Gdzie jesteś? - odezwał się głos Sylwestra w słuchawce mojego HTC Wild Fire. 

- Lecę.. Sorka za spóźnienie. - rzuciłam i włożyłam telefon do torby. Przebiegłam kilka uliczek i stanęłam przed kinem „Helios”, które niedawno otworzyli. Jest o niebo lepsze od tej marnej „Zachęty”. Podbiegłam do Sylwestra i ucałowałam go na przywitanie. W końcu chwila prywatności. Wczoraj Sara wyleciała do Anglii. 

- Przepraszam, że czekałeś. - Powiedziałam.

- Na ciebie mogę całą wieczność. - Odparł i przytulił mnie mocno. Tak mocno, że czułam bicie jego serca. Serca, które biło dla mnie. Ojeeej. Jak przyjemnie było w jego objęciach. Tak się zatracić.

- Rzygam teczą! - usłyszałam za sobą głos.. Henryka! Odwróciłam się i zgromiłam go wzrokiem. Sylwester i ten debil omal nie padli ze śmiechu na widok mojej twarzy. Pociągnęłam Sylwestra za rękaw swetra i zaprowadziłam do kasy. Jeszcze czego żeby ten oszołom psuł mi wypad do kina z moim i tylko moim chłopakiem. Tak... Dzisiaj jest tylko dla mnie. Kupiliśmy bilety na „Niepamięć” i poszliśmy kupić popcorn. Wzieliśmy duże pudełko i dwa wielkie kubki lodowatej Coca Coli. Zbliżała się godzina rozpoczęcie seansu. Pochodziliśmy jeszcze troche w tę i spowrotem przytulając się do siebie i rozprawiając na temat filmu.

- Według zwiastunu i opisu musi być cudny! - Powiedziałam.

- Noo.. A jakże? - uśmiechnął się. - Wchodzimy. - Dodał i poszliśmy dać bilety. Zajęliśmy miejsca w 11 rzędzie. Praktycznie przed seansem zniknęło już 3/4 popcornu,

- Może zostawimy coś na film?? - zaproponował. Przerzułam i połkęłam popcorn, a potem uśmiechnęłam się i przytaknęłam.

- Jeszcze tylko tydzień do oddania matur! - zachwyciłam się. 

- Proszę nie w kinie. - Zaśmiał się Sylwester. - Przestań myśleć o szkole! - upomniał mnie i pogłaskał po policzku wyraźnie zamierzając mnie pocałować. Rozchyliłam lekko wargi i..

- Rzygam tęczą! - odezwał się Henry rząd wyżej. Cisnęłam w niego garścią popcornu, a on tylko zaśmiał się szyderczo.

- Ignorujemy? - zapytałam.

- Ignorujemy. - Odpowiedział raźnie Sylwester i dokończył nasz pocałunek.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bardzo..

sobota, 13 kwietnia 2013 17:17

- Bardzo.. A teraz sorki, bo lekcję. - Wywinęłam się i pobiegłam do „swojego” pokoju.  Ciągle czułam się tu dziwnie. Zwłaszcza, że kilka pokoi dalej był Sylwester. Ten pokój był elegancki na miarę najlepszych kabin titanica! Okej no może przesadzam, ale w niczy nie przypomina zarośniętego plakatami i szkicami pokoju, w którym mieszkałam. W którym kiedyś mieszkałam. No tutaj wszystko było idealne i utrzymane w ciepłej, matowej kolorystyce. Była tutaj tylko sofa, stolik i kilka szaf. Na podłodze z jasnego drewna leżał puchaty dywanik. Chwyciłam plecak, który był za drzwiami i opadłam na kanapę. Ojeeej.. Co ja idiotka robię?! Wyciągnęłam zeszyt i zaczęłam udawać, że się uczę, a w rzeczywistości myślałam o tym, jaka jestem głupia i że nie mogę uciekać przed współlokatorem, który jest w didatku moim chłopakiem. Pobazgrałam coś w zeszycie i zmusiłam się do nauki. Był już środek czerwca, ale nauczycielki teraz częściej robią nam kartkówki żeby niektórzy mogli się jeszcze „podciągnąć”, a ja musiałam z angielskiego. Zmieniłam kilka razy niewygodną pozycję i skończyłam z nogami na oparciu, a głową zwieszoną przy samym dywanie. W tej oto pozycji zastał mnie niestety Sylwester.

- Hej chcesz tosta... - urwał i wybuchnął śmiechem. - haha! - Natychmiast zrzuciłam swoje nogi i uniosłam się spowrotem do „normalnej” pozycji. Poprawiłam nieco włosy i odrzuciłam starając się na obojętny i nonszalancki ton.

- Jasne. Jak chcesz. - Niestety coś mi to nie wyszło. Uśmiechnęłam się krzywo i wróciłam do nauki. Niewiadomo jakim powodem nagle wydaje mi się, że każde słowo jakie wypowiem to będzie kolejna wpadka. Uśmiechnęłam się do Sylwestra kiedy wrócił z tostami i przytuliłam go lekko.

- Bierz. Smacznego. - Rzucił i wziął jednego z tostów. Ja też nieśmiało wzięłam jedego. Ugryzłam i poczułam tak dawno zapomniany smak. Ileż to razy robiłam je z przyjaciółkami, a ile razy je przypalałyśmy. Uśmiechnęłam się na myśl o tym wspomnieniu. Zwłaszcza jak z Karolą omal nie spaliłyśmy mojej kuchni. Było tojakieś 10 lat temu! Ojeej jak ten czas szybo leci.

- Dlaczego się uśmiechasz? - zapytał Sylwester.

- Przypomniało mi się dzieciństwo. - Wzruszyłam ramionami i wzięłam kolejny kęs. Umm.. Salami.. Jak ja je uwielbiam. O nie tylko nie..

- Apsik! - kichnęłam i ubrudziłąm się przy okazji keczupem.  Cholera jasna. Kurna, no! Ja pier.. Ughr!

- Na zdrowie. - powiedział Sylwester. Podziękowałam, wzięłam nową bluzkę i pobiegłam do łazienki. Ano kurde... Mój ulubiony t-shirt! Przebrałam się i zaczęłam spierać to cholerstwo. Kurde..  Do łazienki akurat wjechała Sara i przyglądała się moim zmaganiom z plamą. 

- Może tak proszek, albo płyn, a nie męczysz się z mydłem? - zapytała i dodała po chwili patrząc na swoje stopy. - Dzięki za rolki. Są supeeeer! - i wyjechała pogwizdując leciutko. Ojeeej. Ta plama chyba nie zejdzie..

 

RANO

- Czekaj jeszcze tylko szminka. - Powiedziałam Sylwestrowi nakładając karmelowy odcień na moje usta. Poprawiłam jeszcze włosy i pędem pobiegłam do samochodu.

- Oki jedź. - Powiedziałam sadowiąc się na miejscu obok kierowcy. Cholera już 7:35.. Szybicej, szybicej.. Kur za jakie grzechy on ma tak daleko do szkoły?! No ej no... kurde.. cholera..

- Tapeta? - zauważył kiedy jechaliśmy. - Co ja ci mówiłem J? - zapytał pieszczotliwie. Odburknęłam mu cytując jego słowa, że „Naturalna jestem piękna niczym bogini, a nawet piękniejsza..”. Haha. Dobre sobie. Nie ze mną takie numery, a poza tym to mam tylko czarny elyner i trochę kredki na oczach. A szminka to szminka! Jestem dziewczyną, nie? Spojrzałam w lusterko i ze zdziwieniem stwierdziłam, że dwie luźne, niskie kitki mi pasują.

- Nie wyglądam jak mała dziewczynka? - zapytałam owijając sobie kosmyk włosów na palcu. 

- Wyglądasz. I to jest „kaaaałaii!” - zaśmiał się Sylwester. - Wyglądasz pięknie. - powiedział pieszczotliwie. Ojeeej. Czy w jego ustach wszystko musi brzmieć tak, że dosłownie rozsadza mnie od środka? A on naprawdę tak myśli? Może powinnam częściej się tak czesać?  Wygładziłam je lekko i przesunęłam tak żeby opadały z przodu na klatkę piersiową. W sumie to naprawdę mi ładnie. Ojeej.. Od kiedy ja się takim czymś przejmuje? W sumie to odkąd poznałam Sylwestra. Dojechaliśmy do szkoły i szybko wyskoczyłam z samochodu. Zanim mój chłopak się obejrzał ja już w szatni mocowałam się z butami. Zawiązałam sznurówki, wchwyciłam plecak i pognałam pod klasę od Polskiego. Omal nie wpadłam na Winieską! Zatrzymałam sie w ostatniej chwili piszcząc przy okazji okropnie gumową podeszwą trampek.

- Dzień dobry.  - uśmiechnęłam się do nauczycielki, wyminęłam ją i weszłam do klasy. Zajęłam swoje zwykłe miejsce obok Izy. Ona jak zwykle denerwowała się pisaniem poprawy. Biedactwo.. Nerwowo przerzucała kartki zeszytu i obgryzała paznokcie. Chwyciłam ją za ręke i odsunęłam jej dłoń od ust.

- Nie ładnie, oj oj.. - cmoknęłam patrząc na jej poobgryzane paznokcie. - Nie martw się wszystko będzie dobrze! - pocieszyłam ją. Pierwszy raz dzisiaj spojrzała na mnie i uśmiechnęłą się niemrawo. 

- Dam z siebie wszystko! - Powiedziała do mnie potrząsając loczkami. Już nieco rozchmurzona kontynuowała naukę. Winieska rozdała testy poprawiającym i przestrzegła resztę żeby byli cicho. W sumie to pisało tylko 5 osób... Reszta klasy powtarzała dziś wiadomości z ostatnich lekcji. Nudziłam się niezmiernie. Ilekroć pani zadawałą pytanie zgłaszałam się, a ona jakby tego nie widziała. Wkońcu wkurzona na nią dałam sobie spokój ze zgłaszaniem się i zaczęłam bazgrolć na okładce zeszytu. Zostało 5 minut do dzwonka i akurat wtedy odezwało się w moim telefonie.. „nyan nyan nyan”! Kurna czy ja go nie wyłączyłam?! Wszyscy spojrzeli się na mnie, a nauczycielka tupnęła pare razy.

- Przepraszam najmocniej proszę pani. - Powiedziałam. - już wyłączam. - Jak zwykle mój nieco przesłodzony ton działał łagodząco. Winieska mruknęła coś, że zwykle jestem idalną uczennicą więc teraz mi odpuści. Po lekcji pobiegłam do łazienki i sprawdziłąm kto dzwonił czy też wysłał sms'a. To był sms.. Od mamy! Sprawdziłąm co takiego napisała.

OD: Mama.

JADZIA PRZEPRASZAM! WPADNIJ

DO MNIE NA OBIAD W NIEDZIELĘ

KOCHAM CIĘ MAMA.

 

Co ona sobie wyobrażała?! Zadzwoniłam do niej. Po 3 sygnałach odebrałą. Zaczęłam się na nią drzeć i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się. Idiotka z niej. Czy ona chce żebyśmy teraz tworzyli jakąś zrytą rodzinkę? Z tym dupkiem i ich dzieckiem? Co to to nie. Odpadam.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Też nienawidzę swoich rodziców

wtorek, 09 kwietnia 2013 20:02

W DOMU RODZICÓW JAGODY:

- Ale mogła chociaż powiedziec gdzie idzie! - trzęsła się ze strachu kobieta. Zawinęła trzęsącą się ręką farbowane na czarno loczki za ucho. - Zbyszku pomóż mi! - wycedziła przez zaciśnięte zęby, a z oczu poleciała jej łza. Zbigniew spojrzał na nią z odrazą. Nienawidził jej za to co zrobiła jemu i mi - jego córce Jagodzie. Odtrącił jej cherlawą dłoń i oburzonym tonem odpowiedział.

- Myślisz, że teraz zaciągnę Jage tutaj za kołnierz i będzie tak jak wtedy kiedy miała 5 - 6 lat, a my byliśmy szczęścliwą rodziną?! Mylisz się. Teraz buduj sobie związek z tym twoim Kawanowskim! - W oczach jego widać było gniew i frustrację, ale takżę smutek oraz rozpacz.

- To dlaczego jeszcze tu siedzsisz? - zapytała.

- Ze względu na Jadzię! Boje się, że przez CIEBIE coś sobie zrobi. - W zdaniu bardzo mocno zaakcentował słowo „ciebię”. Magdalena wpadła w szał i zaczęła jęczeć i bełkotać. Łzy przeciekały jej przez palce, a całe ciało drżało. Idiotka niech ma za swoje.

- A wy znowu kłótnia? - zapytałam ziryttowana wbiegają po schodach. - Nie zawracajcie sobie glowy ja tylko po rolki, których zapomniałam. - Posłałam im gorzki uśmiech i zniknęłam w pokoju. Oni jak to oni kłótnia jedna za drugą. Wyjęłam z dna szafy pudełko i popędziłam spowrotem do drzwi. Matka chwycił mnie w pasie i wypłakiwała się w moją podartą koszulkę.

- Przepraszam.. - jąkała.

- Puść mnie.. ladacznico! - wycedziłam przez zęby i uciekłam. W sumie to niewiem jak mogłam nazwać nią swoją matkę, ale teraz to nie wierzyłam też, że takie coś jak ona mogło urodzić mnie. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do siebie - Sylwestra...

PARK Z SARĄ

- TO są rolki? - zapytała Sara oglądając moje ,,trampkowate", różowe rolki. - Wonderful! - dodała po angielsku. Uśmiechnęłam się do niej i założyłam rolki na nogi.

- Chcesz to ci je oddam i nauczę cię jeździć. - Zaproponowałąm na co dziewczynka ochoczo pokiwała głową. Wstałam z ławki i z uśmiechem zrobiłam okrążenie parku. - Jak załapiesz to jest łatwe. Mnie przyjaciółka uczyła 2 miesiące. - Wyszczerzyłam się i usiadłam obok. Zapytała czy może spróbować. Dałam jej buty i pomogłam wstać. Sara chwiała się na rolkach, ale powoli łapała równowagę. Pomogłam jej zrobić kilka kroków i powtarzałam to co zawsze mówiła mi Wero ,,Dłuższe kroki, dłuższe!" Wery nie widziałam od lat. Wyprowadziła się z rodzicami w góry, ale obiecała, że się jeszcze kiedyś spotkamy. Od tego czasu utrzymujemy kontakt przez nk i komórkę. Na pewno musiała się nieźle zmienić. Wkońcu od podstawówki do końca liceum to troche czasu.. Z zamyślenia wyrwało mnie wołanie Sary. Ta śmigała już prawie z taką lekkością jak zawodowiec. Podjechała do mnie i czerwona na policzkach złapała się mnie dysząc ciężko.

- Wow! - zdumiała się. - Super... Ateraz chodź no na słowo. - Dodała już mniej entuzjastycznie. Spojrzała na mnie lustrując mnie jak pierwszego dnia. - Dlaczego mieszkasz z moim brother? - zapytała podejrzliwie. Powiedziałam jej, że nie chcę o tym rozmawiać, ale ten dziecięcy „dar” przekonywania zmusił mnie do opowiedzenia mojej „historii jak z filmu”.

- Też nienawidzę swoich rodziców. - mruknęła. Zdziwiłam się jej słowami i wyjaśniła mi, że absolutnie nie mają dla niej czasu oraz, że został jej tylko ,,big brother", bo oni są wiecznie zapracowani i nie mają  czasu. Współczuje dziewczynie. Przestrzegła mnie żebym nie dobierała się do spodni Sylwka, a ja odpowiedziałam na to śmiejąc się na całe gardło.

- Nie będe próbować. - Wydusiłam nadal się śmiejąc. - Okej to gdzie teraz? Lodziarnia? - zapytałam.

DOM SYLWESTRA

- Dałaś jej rolki? - zapytał. - Teraz cały czas tupta tym po podłodze! - mruknął niezadowolony. 

- Tak to ja. - uśmiechnęłam się przepraszajaco i go pocałowałam. - Już lepiej?

- Już. - Odpowiedział i również obdarzył mnie pocałunkiem tyle, że głębszym, cieplejszym i mocniejszym. Takim, który zniewalał wszystkie moje zmysły. Chcicałabym tak stać całą wieczność. Ale niestety wdarła się tu Sara z „Ciocia Jagoda, a nie pamiętasz o czym rozmawiałyśmy?!”. Okeej. Bardzo się wtedy zmieszałam i zaczerwieniłam jak burak przy okazji.

-silly silly Jagoda! Taka niemądra ciocia. - Mruknęła i wyszła dziewczęcym krokiem z pokoju. Sylwester zapytał o czym rozmawiałyśmy, a ja nie wiedziałąm co odpowiedzieć. 

- No ten teges.. O spodniach.. - mruknęłam ledwie słyszalnie.

- Czyich? 

- Twoich - dodałam znowu się czerwieniąc. Sylwester zaśmiał się i roztrzepał mi włosy.

- Ciekawa rozmowa czyż nie?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie mogę..

piątek, 05 kwietnia 2013 21:22

- Wiesz dobrze, że nie mogę. A poza tym narzucałabym się. - Odpowiedziałam. Tsaa, bo ja koniecznie muszę mieszkać ze swoim chłopakiem. Sylwester przybliżył się do mnie i objął mnie ramieniem.

- Narazie musisz, a ja się z tego cieszę. - Powiedział i pocałował mnie w płatek ucha. Potem w szyję i schodził coraz niżej.

- Za dużo tego dobrego. - Przerwałam jego pocałunki odpychając jego głowę ręką. 

- Ajaaj. Tak myślałem.. - zasmucił się Sylwester i spowrotem zajął miejsce obok. Tak myślał. Ojeej jaka ja jestem straszna. Dlaczegoo go odpycham? A może on też mnie kiedyś rzuci? Może zostanę sama z rozpadnietą rodziną, bez chłopaka. Kur o czym ja myślę! Oczywiście, ze mnie nie rzuci. Spojrzałam w okno. Rozpadało się. Krople deszczu bębniły w szyby. Haha.. Jak ta pogoda odzwierciedla mój nastrój.  Czemu moje życie jest takie nieposkładane, a oprócz tego dużo się ,,odkleja"? Dlaczego z roześmianej dziewczyny stałam się ponurakiem, dziwaczką i jak niektórzy uważają ,,emo". Dlaczego z ostoczonej przyjaciółmi stałam się jakąś szarą myszką? 

- Ej słuchasz mnie?! - przerwał tok moich myśli Sylwester. - Pytałem czy pomóc ci się rozpakować. - Cholera on coś do mnie mówił? Ojeej.

- Jasne. - mruknęłam. - Postaram się szybko wyprowadzić. Nie chcę ci przeszkadzać. - Dodałam. Faktycznie samo to, że mnie przyjął to było ,,łoł". Ale muszę przecież żyć sama, nie? Muszę znaleźć jakąś pracę, żeby potem opłacić studia. Kasa z 18-tki to starczy najwyżej na miesiąc lub dwa.

- Nie żartuj! - powiedział i przycisnął mnie do siebie. - Nie chcę żebyś się wyrowadziła jak już tu jesteś! - dodał i mocniej mnie przytulił. Zamknęłam oczy i z lubością wdychałam zapach jego męskich perfum. Spojrzałam w jego oczy, uniosłam się na palce i pocałowałam go.

- Kiedyś będe musiała. - Uśmiechnęłam się. - Idziemy? - wzięłam torbę, a Sylwester walizkę i Nyre. Potem poszliśmy na górę. Sylwester pomógł mi się rozpakować w pokoju gościnnym, a potem wyszliśmy na podwórko. Pogoda była śliczna, letnia. Szkoda by było zmarnować taki dzień, nie? Wzięłam swój szkicownik i zestaw ołówków. Usiadłan na ławce obok Sylwestra i zaczęłam ożywiać ten skrawek papieru. Począwszy od delikatnych lini, potem cieniowanie. Przez cały czas byłam zapatrzona to w swój obraz, to na łąke po przeciwległej stronie. Sylwester bawił się kosmykami moich włosów i podziwiał mój ,,talent".

- Gotowe! - powiedziałam patrząc na skończone dzieło. Naszkicowałam krajobraz łąki rozprościerającej się za domem Sylwestra. Dodałam kilka cieni i jeszcze raz spojrzałam. Było nawet ładne. No jak na moje wielkie możliwości. - A ty co sądzisz? - zapytałam. Chłopak przyjrzał się rysunkowi, a potem odwrócił do mnie i mnie pocałował.

- Śliczne mój aniele. - Ojeej.. Co sie przed chwilą stało? Pocałunek był,a potem.. Nazwał mnie swoim aniołem! O mój.. Jeju.. Na twarzy osiadł mi rumieniec. Dosłownie czułam jak całą mnie zalewa gorąco. On był ,,taaaki" kochany.

- O.. jej. - Tylko tyle zdołałam z siebie wydusić. Sylwester wybuchł tym swoim nieoczekiwanym, wyszukanym, pociągającym śmiechem. Ja też nieśmiało uniosłamkącik ust i okręciłam włosy na palcu.

- Co cię tak śmieszy? - zapytałam nieśmiało. Dlaczego on czasem tak na mnie działał? Słońce doskonale podkreślało jego urodę. Jakby dawało światło tylko dla niego. Włosy rozjaśniały tysiące refleksów. Potrząsnął głową, a światło odbiło się w wyżej opisanej cudownej grzywie blond włosów i odpowiedział.

- Bo zawsze mnie krzyczysz, a teraz jesteś taka nieśmiała. - No i znów rumieniec. Jego głos napełniał mnie jakimś dziwnym uczuciem spokoju. Spojrzałam w jego oczy i wprost zatonęłam w piwnej głębinie tęczówek. Po chwili czar prysł i wróciła ,,stara" ja.

- Wcale Nie! Dlaczego tak niby uważasz?! - bełkotałam bez sensu. Na prawdę potrafiłam tak godzinami... - No pytam się dlaczego? Czy ja jestem nieśmiała? A może ci to we mnie nie odpowiada.. - mówiłabym jeszcze dalej, ale przerwał mi Sylwester jak zwykle kochany i czarujący.

- Wszystko mi się w tobie podoba. Nawet te ciągle stojące dęba włosy. - zaśmiał się i rozczochrał moje włosy.

- To aż tak to widać?! - wykrzyknęłam i odruchowo zaczęłam je wygładzać. Sylwester chwycił mnie w objęcia i przytulił mocno do siebie.

- Ale to jest w tobie wyjątkowe.. - Wyszeptał, a jego słowa odbiły się we mnie echem rozbrzmiewając na długo po wypowiedzeniu ich. Wtuliłam się w jego pierś i pozwoliłam się przytulać. Było tutaj tak miło i czułam się bezpiecznie. Jakdyby otaczała mnie niewidzialna tarcza. Jakby tu kończyły się wszystkie problemy i zaczynało szczęście. Bicie jego serca i oddech były melodią dla moich uszu, a sama bliskość działała uspokajająco.

- Kocham cię.. - szepnęłam.

- Wiem. - odpowiedział i pocałował mnie w czubek głowy. Usta.. Zadrżałam pod ich dotykiem. Jak bardzo chciałam ich znowu posmakować, poczuć ich ciepło. Czy to było zbyt wiele? Podniosłam głowę i wydłużyłam szyję. Sylwester chyba zrozumiał przekaz, bo również przybliżył swoje usta. Pocałowałam go, a ręce zarzuciłam mu na szyję. Dlaczego tak cudownie jest go całować? Dlaczego wtedy cały świat skupia się w jednym punkciku?..

- Braciszku! - rozdarł się krzyk, w którym słychać było brytyjski akcent. Odskoczyłam od Sylwestra i zobaczyłam jakąś 13 - 14 latkę z długimi czarnymi włosami. Włosy nie zdążyłam wytłumaczyć były zaczesane jak u site models, a na sobie miała krótkie spodenki i żółty podkoszulek z nadrukiem. Czyli to jego.. siostra? Nic mi nie mówił. Sylwester podrapał się po głowie i niezdarnie (zupełnie nie jak on) podszedł do dziewczyny i uściskał ją. Też tak chcę.. O Boże! Jestem zazdrosna o siostrę?

- A ta to kto? - zapytała z wyraźną niechęcią. Uśmiechnęłam się do niej, podeszłam i podałam jej ręke.

- Jestem Jagoda Gruszyńska. Dziewczyna twojego brata.. - powiedziałam, ale widząc jak odsuwa ręke normalnie się zezłościłam. Co ten bachor sobie myśli?

- Boże święty! Sara zachowuj się! - zganił ją Sylwester i uśmiechnął się do mnie przepraszająco. - A ty nie z rodzicami w Londynie? - zapytał.. Ano tak.. Ale mógł mi powiedzieć, że ma rodzeństwo!

- Byliśmy w Polsce i chciałam cię odwiedzić, ale im się śpieszyło więc zwiałam z samolotu- wzruszyła ramionami. Ojeej. Na ten wiek to dosyć odważna. Postawę też ma pewną siebie. Sylwester i ja wytrzeszczyliśmy na nią oczy. Okej.. Czyli co teraz? Pewnie albo zostanie tu zanim znowu przyjadą jego rodzice, albo Sylwester da jej kase na bilet. Oby to drugie, oby, oby!

- Boże.. - żachnął się Sylwester. - Dawno wylecieli? - zapytał. Sara odpowiedziała, że jakieś trzy godziny temu. Powinni być już w Londynie. Chłopak wystukał niechętnie numer i zadzwonił do rodziców.

- Mama? O..the lady Regnet?. I ask my mom? Thank you. - Powiedział po angielsku. Spojrzałam na niego i szybko wyjaśnił. - Sekretarka. - Niestety nie powiedział nic więcej, bo najwidoczniej jego mama dostała słuchawkę. - Słuchaj mamo. Tak Sara jest u mnie. Okej. Dobra to kupimy jej bilet. Cześć. - zakończył rozmowę. Spojrzał na swoją siostrę z dezaprobatą i opuścił ramiona.

- Czyli Sara zostaje? - zapytałam. Sylwester skinął głową na tak. Tym razem zwróciłam się do Sary. - Czym się interesujesz Saro? - Kiedy usłyszałam słowo ,,szkic" i ,,anime" byłąm wprost w niebo wzięta. Natychmiast zaczęłam ją wypytywać jakie oglądała. Jakoś doszłyśmy do wspólnego języka. Sara była nawet fajna. Potem w domu oglądałyśmy anime na laptopie aż obie usnęłyśmy. Sylwester zdjął laptopa z moich kolan i nas okrył. Potem dał każdej z nas buziaka w czoło i z uśmiechem na twarzy wyszedł z pokoju.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wychodzę!

czwartek, 04 kwietnia 2013 19:24

Zmęczona po całym dniu szkoły rzuciłam plecak na podłogę i osunęłam się leniwie na kanapę. Chwyciłąm pilot i zaczęłam przeskakiwać po kanałach. Wtem rozległ się brzdęk tłuczonego talerza. To przecież nie ja.. 

- No i co narobiłaś?! - usłyszałam głos swojego taty. Taty.. Tata wrócił! Ale cóż z nim i z mamą nie najlepiej. Ostatnim razem też były same kłotnie. Nie wiem czemu już nie układa im się chociaż tak jak rok temu. Mama znowu coś marudziła i chyba zaraz zaleje się łzami. Cholera. Zeskoczyłam z kanapy i pognałam do kuchni.

- Tato co się stało? - zapytałam. Na zdenerwowanej twarz taty pojawił się uśmiech. Odwrócił się do mnie, podbiegł i przytulił.

- Nic myszko. Ale urosłaś! - zachwycał się. Nic? To co to była za kłótnia? No ej.. Chyba nie jestem już pięciolatką, która nie wie nic i myśli tylko o kucykach ponny.

- Słyszałam i widziałam. Nie wykręcicie się od odpowiedzi. - Powiedziałam stanowczym głosem i założyłam ręce. - No więc? - ponagliłam i ze zdumieniem zauważyłam, że mama zalewa się łzami. Wytrzeszczyłam oczy i spoglądałam to na nią, to na tatę. Zrezygnowany opuścił ramiona i zwrócił się do mamy.

- Może wiedzieć? Co narobiłaś? - zapytał. Co narobiła?! W mojej głowie przewijały się najczarniejsze scenariusze, ale nie ten, który usłyszałam chwilę potem.

- Niech wie. I tak kiedyś się dowie! - wychlipała mama. Kurde co tutaj się dzieje!? Strasznie zbledłam na twarzy i spojrzałam na tatę, który zbierał się do odpowiedzi.

- Twoja mama jest w ciaży. - Już chciałam wykrzyknąć gratulacje, ale dodał. - Nie ze mną. - Zachwiałam się i opadłam na krzesło kuchenne. To nie mogła być prawda. Spojrzałam oskarżycielsko na mamę, a ona z płaczem uciekła. Zachowała się jak totalna szmata. Jak mogła zdradzić mojego tatę?! To oznacza, że oni chyba się.. raczej się.. na pewno się.. Rozwiodą?! I co wtedy?... Nie pojade z tatą do Niemiec, ale z mamą to po prostu będe brzydziła się mieszkać.

- To prawda? - wyszeptałam, a łzy spłynęły mi po policzkach.

- Niestety tak. - Powiedział tata. - Niestety ale nasza rodzina troche się rozpadnie. - Troche. Taa.. Tata wyjedzie już na zawsze do Niemiec, a mamusia zbuduje sobie rodzinę z jakimś debilem, z którym będzie miała dziecko. A ja? Czy zamieszkam tu czy pojadę do Niemiec? Chyba ani to, ani to.. Mam trochę oszczędności na koncie to może.. nie.. będzie za mało. Może Sylwester mi pomoże? Chociaż na kilka dni..

- Wyprowadzam się. Nie chce mieć do czynienia z mamą. - Powiedziałam stanowczo. Tata zdiwiony spojrzał na mnie. Pewnie miał nadzieję, że rzucę wszystko i pojade z nim do Niemiec. Co to to nie! Kleczew to mój dom. Moi przyjaciele, mój chłopak. Wszystkie wspomnienia. Nie mogłabym tego tak zostawić.

- Przemyślałaś to? - zapytał niepewnie. Cholera, a czy mama myślała jak zdradzała go? Nie, a ja przemyślałam wszystko dokładnie i wiem, że nie chce wracać tutaj, do tego domu. Nigdy.

- Tak. Jeszcze dzisiaj się wyprowadzam! - krzyknęłam i pognałam do swojego pokoju. Zatrzasnęłam drzwi i rozryczałam się jak bachor. Cholerna ,,rodzinka" Łzy kapały na ubranie zostawiając małe mokre plamki. Jakby krople wiosennego deszczu. Włosy niezgrabnie spadały na moją twarz i przyklejały się do moich mokrych polików. Widać nie będą to ,,najszczęśliwsze lata życia" jak wszyscy sądzą. I jak ja sądziłam do teraz. Podkurczyłam kolana, oplotłam je rękoma i wtuliłam w nie twarz. Na dole znowu słychać było płacz mamy i krzyki taty. Zacisnęłam mocniej powieki i jeszcze bardziej się zapłakałam. Cholera co ja teraz zrobię? Gdzie podziały się moje walizki? Spakuje się i.. i.. Cholera. I pojadę do Sylwestra. Może pomoże mi znaleść mieszkanie i pracę. Oby. Otarłam łzy rękawem i podbiegłam do mojej szafy. Otworzyłam jej drzwi i przerzuciłam kilka ubrań. Tak jak myślałam znalazłam pod nimi walizkę. Wyciągnęłam ją i zaczęłam się pakować. Wrzuciłam do niej większość ubrań. Do bocznych kieszenie wpakowałam telefon, ładowarkę, portfel i kartę kredytową. Reszte reczy wpakowałam do torby podróżnej. Z łazienki zabrałam wszystkie swoje rzeczy i wsadziłam Nyrę do wiklinowej klatki. Potem zaczęłąm znosić swoje rzeczy na dół.

- Nigdzie nie jedziesz. - Powiedział tata.

- Jestem pełnoletnia i jak chcę to wyjadę! Przykro mi z powodu mamy, ale nie mam zamiaru być tutaj ani chwili dłużej! - żachnęłam się i chwyciłam kluczyki od mojego (MOJEGO) samochodu. Ojciec spojrzał na mnie zrezygnowany i spuścił głowę na dół.

- Gdzie zamieszkasz? - zapytał.

- Nie wasza sprawa. - Powiedziałam. - Żegnam - Dodałam i zaczęłam znosić ze schodów swoje rzeczy. Oczy szczypały mnie od nadchodzących łez i bałam się, że za chwilę rozryczę się jak dzieciak. Znowu. Wpakowałam wszystko i jeszcze raz pożegnałam się z tatą.

- Czasem będe dzwonić. Jeszcze raz przykro mi. - Powiedziałam i przytuliłam mojego ,,staruszka". Obydwoje zalaliśmy się łzami. Otarłam je kurtką i wymusiłam uśmiech. Pobiegłam szybko do samochodu i odjechałam. Przejeżdżałam przez ruchliwe, zaludnione uliczki. Obok domów, przez których okna widać było szczęśliwe rodziny. 

- Szit.. - mruknęłami dodałam gazu. Wyjechałam właśnie z osiedla i jechałam przez dziurawą ulicę. To już blisko Sylwestra. Na szczęście. Po kilku minutach byłam już pod jego domem. Wyskoczyłam z samochodu i zadzwoniłam. Drzwi otworzył mi jedyny domownik - mój chłopak Sylwester.

- Hej kicio-króliczku. - uśmiechnął się, a widząc moją smutną twarz zapytał. - Coś się stało? - wciągnęłam głośno powietrze i opowiedziałam mu o całej sprawie. Wsłuchiwał się w każde słowo z zapartym tchem, a jego oczy powiększały się z każdym słowem.

- Przenocujesz mnie? - zapytałam.

- Jasne. Wchodź. - Odpowiedział i objął mnie ramieniem kiedy wchodziliśmy. - Siadaj przy kominku, a ja przyniosę ci rzeczy. - Powiedział i wyciągnął do mnie ręke po kluczyki.

- Dużo tego. Pójdę z tobą. - zaoferowałam się. Zrzuciłam torbę i poszłam razem z Sylwestrem po resztę rzeczy. Przenieśliśmy je do pokoju gościnnego, a największe cyrki były kiedy zobaczył Nyrę.

- Ojeej.. Nie mówiłam ci, że ją też zabrałam? - zapytałam. Sylwek mruknął pod nosem coś w stylu ,,jeszcze zwierzak..", ale uśmiechnął się i zabrał walizkę oraz klatkę z kotem do domu. Potem zrobiliśmy kakao i usiedliśmy w salonie.

- Wow.. Twoja historia jest niczym z filmu. - zauważył. No jest. Jak z trudnych spraw.. 

- Pomożesz mi znaleść pracę i mieszkanie? No chociaż na ten czas przed studiami.. - Sylwester zastanowił się chwilę i odpowiedział.

- Pracę tak,a mieszkać możesz ze mną. - Zaoferował.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lato..

czwartek, 04 kwietnia 2013 14:18

Dwa miesiące później.

Cały maj byłam strasznie zabiegana. Niestety, ale musiałam pisac maturę. W sumie nie było aż tak źle.. No oczywiście jeśli miało się ściągi i to dobrze ukryte. Uff... dobrze, że nikt mnie wtedy nie zauważył. Cały maj był dla mnie katorką. Poczynając od supertrudnych testów, a kończąc na wyjeździe Sylwestra na jakiś konkurs. Teraz nareszcie czerwiec i zaczyna się. Zabieganie nauczycieli. Wystawianie ocen, poprawy.. Uczniowie błagający nauczycieli o 3, a nie niższą ocenę. Kujony piszące testy na 6. No i kilometrowe kolejki przy bibliotece szkolnej. Dziwie się, że w tym całym zabieganiu znajdowałam czas na spotkanie z Sylwestrem i nowymi przyjaciółmi. Tak. Pożegnałam wredną Lunę oraz Doreiana i zaczęłąm normalne (tsa) życie. Właśnie szłam po moją nową przyjaźń - Ize. Ciągle błagała Tomską o 4 z religii. Było przedostatnia przerwa, która trwała 20 minut. Korytarze były w tym  dniu pustawe, a klasy na przerwach pełniejsze niż an lekcji.

- Ale prosze pani! - użalała się dziewczyna. - Ja muszę mieć 4! - Tomska wymownie przewróciła oczami i westchnęła.

- Iza słuchaj. Nawet ta 3 to nie jest do końca pewna. Nie mogę nic zrobić. - W oczach Izy pojawiły się łzy. Czy ona musi płakać przez takie błachostki? No w sumie ostatnimi czasy to ja płakałam codzień. Dobrze, że teraz się to ustabilizowało. Nauczycielka jakby wyczuła moją obecność i odwróciła się do mnie.

- Jagoda.. Wiesz, że nie ma oceny lepszej od 6? - zaśmiała się.

- Ja tu po koleżankę. - Odpowiedziałam. - Mogę ją już zwinąć? - zapytałam.

- W porządku. Ja też muszę jeszcze coś załatwić. Do jutra dziewczyny. - Powiedziała kiedy wychodziliśmy z klasy. Kiedy odeszłą na wystarczającą odległość moja przyjaciółka zaczęła się użalać.

- Nie dość, że matura to była klapa to jeszcze religia mi wali średnią! - mruknęła.

- A polski, angielski, niemiecki, matematyka i inne to już nie? - zaśmiałam się. Widząc spojrzenie Izy zamilkłam. - Zdarza się. - dodałam.

- Nie tobie. 5, 36! Kujonka. - mruknęła.

- Oczytana. - sprostowałam i ruszyłyśmy do ,,łaźni rzymskich" czyli tak na prawdę to w-c. Wskoczyłam na parapet, a zaraz obok mnie Iza. Była to naprawdę fajna koleżanka. No i ładna. Brązowe loki okalały śnieżną twarz, a grzyweczka na bok przysłaniała jedno z roześmianych, słodkich małych oczęt. Miała też mały nosek i pełne usta, na których prawie wiecznie gościł uśmiech. No i te piegi... Dzisiaj jednak była smętna, a włosy niezgrabnie spadały na twarz. Była zmęczona tą całą bieganiną. Ja podobnie. Tyle, że ona miała przewagę 4 i też trochę 3. Musiała sporo się nauczyć żeby poprawic niektóre oceny na 5. Była inteligentna, ale strasznie roztrzepana. W głowie miała tylko kotki, króliczki i inne puchate stworki. Potrafiła rozmawiać o nich godzinami. Na szczęście okazała się też fanką książek fantasty. Jakie to dziwne, że nigdy jej nie zauważałam. Chodziłyśmy przecież razem do klasy! Moje pierwsze próby ,,zaprzyjaźniania" się z nią były marne. Biedulka była nieufna, bo wszyscy widzieli w niej tylko barbie bez rozumu. A było wręcz przeciwnie! Czasem rozumiała troche więcej ode mnie. Ale na testach jest zestresowana i rozdrażniona. Powiedziałą mi kiedyś, że jestem klasową kujonką i nie powinnam się z nią zadawać. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.

- Co ci? - zapytała Iza wyrywając mnie z zamyślenia.

- Przypominałam sobie moje pierwsze próby zaprzyjaźnienia się z toba. Na prawdę jestem kujonką? - zapytałam. Dziewczyna udała, że się namyśla. Zmarszczyła czoło, zacisnęła powieki i postukała się palcem w brodę.

- Tak. Tylko jesteś na nią za ładna i nie nosisz okularów. - Odparła w końcu. Dałam jej kuksańca w bok i po chwili śmiałyśmy się z siebie na całego. Ja przypomniałam jej o tym jaka byłam oburzona kiedy pani odkryła, że ze mnie ściąga. Ona natomiast wypomniała mi jak powiedziałam, że pasuje na barbie. No a czy nie była chodzącą idealnością? Nasze śmiechy przerwał dzwonek i rozchmurzone ruszyłyśmy do klas. Jeszcze tydzień i dostaniemy świadectwa. Potem tylko dostać się na studia! Będzie mi brakowało Izy.. . Pff a jeśli się nie dostanę? No i czy moja i Sylwestra miłość przetrwa ten czas? No tak jest gg, stefan, skype, nasza-klasa i inne, ale czy to wystarczy? Jeśli wszystko się rypnie? Wchodząc do klasy zgrabnie przeskoczyłąm plecak Luny i uśmiechnęłam się do niej promiennie.

- Uważaj, bo ktoś może się potknąć. - Powiedziałam i ruszyłam do swojej ławki. Luna prychnęła i wzieła swój plecak. Usiadła w trzeciej ławce dokładnie na przeciwko nas i otoczyła się ,,adoratorami" i ,,adoratorkami". Nikola odwróciła się do naszej ławki i szepnęła.

- Za kogo ona się uważa? - W jej głosie słchać było gniew i frustrację. Oczywiście ona od czasów podstawówki była nerwowa, ale z czasem jej to przeszło. Teraz była radosną osobą i dobrą koleżanką. Czasem jej dawna nerwowość wyłaziła na wierzch, ale tylko na chwile i prawie nikt tego nie zauważał. Pozbyła sie tez kompleksów, które miała, bo ktoś nieustannie wypominał jej wagę. Jak można być takim wrednym i szydzić z czyjejś budowy? Przez to wszystko Niki zaczęła się głodzić i gdyby ni pomoc koleżanek byłaby teraz chorą na głowę anorektyczką. Teraz wyładniała i mimo iż nadal jest trochę przy kości nie przejmuje się uwagami innych. Razem z Izą zaczęłyśmy wymieniać uwagi na temat Luny, a Nika przytakiwała przy czym kosmyki jej kruczych wlosów opadały na twarz.

- Też zgadzam się, że ostatnio się zmieniła. - Powiedziałam. - Przecież z tą krową kiedyś się przyjaźniłam.. - Dziewvczyny zachichotały kiedy ją tak nazwałam. Po chwili do klasy wkroczyła pani Winewska.

- Dzień dooobry. - Powiedziała cała klasa chórem. Jak nienawidziłam tego przeciągania. Nauczycielka poprawiła okulary na nosie i zaczęła swój monolog. Po pierwsze mówiła jak niektórzy strasznie źle się uczą, a innych chwaliła. Potem porozsadzała większość klasy i dała testy tym, którzy poprawiali sobie oceny.

- Ja pier.. - usłyszałam syk Luny. Oj biedactwo musi napisać test żeby się podciągnąć. Kto by pomyślał, że ta ,,panna idealna" ma problemy. I to z polskim! Potem przeniosłam wzrok na Janmk, który nerwowo przygryzał ołówek. Czym on się przejmuje? Ma 4, a to nie tak źle. Tuż za moimi plecami Iza mamrotała coś, że na pewno jej się uda.

- Wierzę w ciebie. - Szepnęłam ledwo słyszalnie. Twarz przyjaciółki na moment rozpromieniła się, co oznaczało, że mnei usłyszała. Założyła niesforny kosmyk włosów za ucho i zaczęła pisać. Winewska skończyła rozdawać testy i napisała temat na tablicy.

- Ci co nie piszą prosiłabym o nie przeszkadzanie. - Powiedziała i zaczęła tłumaczyć nam po cichu co mamy robić na tej lekcji. Już niedługo wakacje.. No i studia. Wtedy to będę się męczyć z nauką..

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Idealna to może być fotografia, a nie dziewczyna.

poniedziałek, 01 kwietnia 2013 21:04

- Idealna to może być fotografia, a nie dziewczyna. - odpowiedziałam. - Zwłaszcza taka niezdara jak ja.- Ja idealna? No to po prostu kłamstwo nad kłamstwami.

- Dla mnie jesteś idealna. - Powiedział i chciał mnie objąć, ale wysmyknęłam się i z przyklejonym uśmiechem na twarzy powiedziałam.

- Sniadanie stygnie! - O Boże to była chyba najgorsza z możliwych wymówka żeby nie drażyć tematu ,,idealności" i tym podobnych.

- Masz rację. - Powiedział i usiadł obok mnie.  Westchnęłam.

- Coś się stało? - zapytał.

- Nie. Tak. - nie mogłąm sie zdecydować co powiedzieć. - Po prostu to moje pierwsze od bardzo dawna święta nie spędzane samemu, albo z mamą przed telewizorem. - Łzy popłynęły mi po policzkach. - Czasami czuję się jakbym w ogóle nie miała rodziców. Rozumiesz to, prawda? - zapytałam. Potem zaniosłam się płaczem. Teraz to nawet Sylwester jest mi bliższy od mamy. Oparłam głowę o jego ramię i zaczęłam płakać. Sylwester przytulił mnie do siebie i szepnął.

- Rozumiem. Trzeba się przyzwyczaić. - a kiedy to powiedział pocałował mnie w czoło. - Nie płacz już. - Okej totalnie się rozkleiłam. Otarłam oczy rękawem i podałam Sylwestrowi talerz ze święconymi pokarmami.

- No to co tam.. Szczęśliwego - powiedział biorąc jajko na talerz. Ja również sobie nałożyłam jajko i złożyłam podobne życzenia. Przytuliliśmy się i zasiedliśmy do jedzenia. W milczeniu zjadłam ćwierć jajka i kawałek babeczki.

- Już nie jesz? - zapytał Sylwester.

- Straciłam apetyt. - mruknęłam i odwróciłam się do niego plecami. - Nie wiem czy kiedykolwiek go odzyskam. - dodałam. Sylwester objął mnie mocno i nie puszczał.

- Nie mów tak. Dlaczego rodzice mają ci popsuć humor i to jeszcze w takim dniu? - zapytał.

- Nie tylko oni. Wszyscy. Oprócz ciebie rzecz jasna. Tylko ty mi zostałeś...  - Powiedziałam. - A dzień jak każdy inny. 

- Dlaczego nie znajdziesz innych przyjaciół i zapomnisz o Lunie i Dorrianie? - zapytał.

- A jeśli wszyscy sa tacy sami? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

- Ja nie jestem i na pewno znajdą się osoby, które też nie są jak oni.

- Miejmy nadzieję. - Powiedziałam. Łzy płynęły teraz jedna za drugą. Wylewałam dosłownie Niagarę. 

- Nie poddam się. Moi rodzice co prawda są fatalni, ale nie mogę się tym przejmować. - Wymusiłam na swojej twarzy uśmiech. Sylwestrowi widocznie ulżyło, bo również się uśmiechnął.

- Dzielna jesteś. - Powiedział i otarł łzę z mojego policzka. A dzielna wcale nie byłam. No może troche.. Mimo wszystko. Czułam się. Byłam. Jestem. Słaba. Prawie ciągle płaczę i nie potrafię sobie poradzić z życiem. A ostatnio? To wszystko mnie przerosło i chciałam nawet się zabić. No i wtedy pojawił się Romeo. To znaczy Sylwester. Dziwne, ale czuje jakbym go już znała. Może z podstawówki? Bardzo możliwe. Ale nie będe przecież teraz rozpatrywac przeszłości. 

- Kocham cię.

- Wiem. - odpowiedział.

 

No i znowu. Będę się smażyła w piekle, bo krótki :P


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Coś nie tak?

poniedziałek, 01 kwietnia 2013 19:36

- Bardzo... - mruknęłam.

- Coś nie tak.. kicio-króliczku? - zapytał śmiejąc się pieszczotliwie. No to koniec. Jak on mnie... wkurza!

- Nie jestem króliczkem! Mówiłam już! - zdenerwowałam się. - Idiota, idiota! - i zaczęłam marudzić i krzyczeć na niego. On natomiast chwycił mnie i mocno przytulił.

- Przepraszam. - Powiedział całując w głowę.

- Czasem działasz mi na nerwy.. - mruknęłam próbując wyrwać się z jego objęć.

- Wiem. - zaśmiał się i jeszcze mocniej mnie przytulił. Może byłam nieco za ostra.. Królicze uszy.. Kicio-króliczek.

- Dusisz.. dusisz człowieku! - wymamrotałam. Uścisk zelżał. Sylwester zaczął się odsuwać.

- Ale normalnie przytulać możesz. Już mi przeszło. - Uśmiechnęłam się i sama go objęłam. Tak cudownie jest go przytulać. Tak cudownie jest słyszeć bicie jego serca. Tak cudownie jest wdychać jego zapach, czuć ciepło skóry i patrzeć w jego nieskazitelne oczy. Sylwester uśmiechnał się i pocałował delikatnie.Czułam jakby czas się zatrzymał. Jakbyśmy byli tu tylko my i nasze usta splecione w pocałunku.

- To jak.. Jemy śniadanie? - przerwał nasz idealny pocałunek Sylwester i uśmiechnął się. 

- Tsaa.. - mruknęłam i poszłam do kuchni po dwie szklanki, talerze i sztućce. Nie dosięgałam do najwyższej półki więc wzięłam taboret. Wyciągnęłam dwa talerze i... Krzesło się zachwiało, a ja poleciałam w tył. Przygotowana na upadek zacisnęłam powieki, ale to nie nastapiło.

- Rany rany.. - westchnął Sylwester kiedy talerze rozbiły się na podłodze. Otworzyłam najpierw niepewnie jedno oko. Potem drugie. Wylądowałam wprost w objęciach Sylwestra! - Ale z ciebie niezdara króliczku.

- Czy ja ci czegoś nie powiedziałam?! - wkurzyłam się zeskakując. - Dziękuje za ratunek, ale skończ z tymi ksywkami. Dobijają mnie! - westchnęłam.

- Okej, a teraz może pozbieramy te odłamki talerzy Jadziu? - zapytał.

- To ja już wolę kicio-króliczka. - powiedziałam zdenerwowana. - A poza tym czy Jadzia to nie skrót od Jadwiga?! A ja jestem Jagoda! Ja-go-da! - powtórzyłam przesadnie oddzielając sylaby.

- Okej kicio-króliczku. Jak sobie życzysz. - uśmiechnął się i pomógł mi w zbieraniu popękanych talerzy. Jaką ja jestem niezdarą. Ciekawa jestem co on tak na prawdę we mnie widzi. Urodziwa nie jestem (chociaż ciągle mi to wmawia). Mądra? No mądra jestem, ale nijak to się ma do tego. A jaka ja jestem niezdarna, mam tyle wad. No i ten mój przeklęty charakter.

- Hej idziesz? - zapytał i zauważyłam, że podłoga jest już uprzątnięta, a ja siedze zamyślona na środku kuchni.

- T-tak już idę. - Odpowiedziałam i wstałam. - Wezmę tylko nowe talerze i lecę.

- Już je zaniosłem. - odpowiedział z uśmiechem. - Czym byłaś tak zaabsorbowana, że tego nie zauważyłaś?

- Nniczym! - wybuchnęłam nagle. - Zupełnie niczym!!! - Jedno jego spojrzenie wystarczyło. Wiedział, że ,,nic" to jednak ,,coś". Westchnęłam i odpowiedziałam.

- Co ty we mnie widzisz. O tym myslałam. - odpowiedziałam i wbiłam wzrok w dywan.

- Cudowną, wyjątkową, mądrą, piękną, idealną, kochającą, czasem wredną, najlepszą dziewczynę na świecie! - odpowiedział, uniósł mój podbródek i obdarzył mnie pocałunkiem. - A ty co we mnie widzisz? - zapytał. O cholercia.. Co ja w nim widzę?..

- Idiotę, rycerza na białym koniu, Romea, cudownego chłopaka i przyjaciela, jedynego, który jeszcze mnie nie oszukał. - powiedziałam.

- Musiałaś zaczynac od idioty? - zaśmiał się Sylwester. - Na prawdę jesteś idealna. - wyszeptał mi do ucha.

 

Okej wrzućcie mnie na stos! Super krótki, super nudny, super - nie klei się tam nic, a nic!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tak ci ładnie, no!

poniedziałek, 01 kwietnia 2013 14:24

No więc zostałam z Sylwestrem i upiekliśmy (a właściwie on) razem kilka ciast wielkanocnych. Potem zajęliśmy się pisankami. ( O Boże! Robie je po raz pierwszy od 7 albo 8 lat!) Malowałam właśnie kwiat na mojej pisance kiedy niespodziewanie kichnęłam i umazałam się różową farbą.

- Cholercia! - wkurzyłam się i zaczęłam zmazywać farbę, ale to tylko pogorszyło sprawę. - Kurrde! - Spojrzałam na Sylwestra, a on już drugi raz tego dnia nabijał się ze mnie. Śmiał się tak głośno, że chyba słyszała go cała dzielnica.

- Chodź no tu ty!.. - Wkurzyłam się, wzięłam pędzel i zaczęłam go ganiać po pokoju. Sylwester zwinnie omijał przeszkody, a ja kilka razy się potknęłam. W końcu złapałam go i wymalowałam mu twarz.

- Ojeeej.. - wuszczerzyłam się. - No to mamy najpiękniejszą pisankę! - Sylwester również się zaśmiał.

- To może buziaczek?

- No weź... W farbie jesteś. Nie.. - westchnęłam i tym razem to ja zaczęłam uciekać przed nim. W pewnym momencie objął mnie w talii i polecieliśmy na podłogę. Sylwester obdarzył mnie pocałunkiem.

- Okeej.. No to jesteśmy kwita? - zapytałam, a on znowu się do mnie zbliżył i pocałował po raz drugi.

- Teraz tak. - uśmiechnął się, a ja znowu tego dnia kichnęłam.

- Ojeej.. Pewnie znowu się rozchoruje! - westchnęłam. Sylwester podał mi chustkę, a ja smarcząc wróciłam do kuchni.

- No nie powiem łądnie cię umalowałam. - Powiedziałam i wytknęłam do niego język.

- A ja ciebie ładniej. - Odpowiedział i pokazał mi lusterko. Cholera... Dookoła ust miałam jedną, wielką, kolorową plamę!

- Tsaa.. - mruknęłam. - Zaraz wróce. - Powiedziałam i poszłam umyć twarz. Wytarłam ją i wróciłam do Sylwestra. On też zdążył się już umyć.

- To co teraz? - zapytałam. - Błagam tylko nie gotowanie, pieczenie i tym podobne!

- To może zrobimy małą przerwę i sie czegoś napijemy? - Powiedział wyciągając dwa kubki z szafki.

- Chętnie.. - odpowiedziałam. Potem ustaliliśmy, że dzisiaj u niego przenocuje, bo moje ciuchy nie wyschły, a jutro przed święceniem koszyczka pojedziemy do mnie. Okeej.. Wcale nie uśmiechał mi się ten plan, bo martwiłam się o kociaki.

- A co z Nyrą, Rothenem, Sakurą i resztą? - zapytałam. - Nie wiem czy starczy im karmy do ranka.

- Na pewno starczy. - Odpowiedział. Następnie zajęliśmy się szukaniem koszyczka, który znalazł się dopiero na strychu (kur.. szukaliśmy tego koszyka 2 godziny!) Potem ja prasowałam serwetki, a Sylwester szukał bukszpanu żeby powtykać go w zagłębienia koszyka.

- Ała! - wrzasnęłam. Ja zwykle coś nie wyszło i poparzyłam sobie palec. - Cholera.. - mruknęłam i poszłam przemyć go zimną wodą. Sylwester tymczasem stał w drzwiach i nabijał się ze mnie.

- Ugrhh!.. - zdenerwowałam się. - Musisz się śmiać?

- Muszę. - powiedział.

- Ano oczywiście.. - żachnęłam się.

- Ojeej przepraszam.. - Powiedział pieszczotliwie i przytuilił mnie. - Już cię nie boli?

- Nie. -  odpowiedziałam i przypomniałam sobie coś. - Żelazko! - krzyknęłam i pobiegłam do pokoju. Zdjęłam je szybko z serwetki i odłączyłam. - No nie! Zdążyła się już częściowo spalić.. - powiedziałam zrezygnowana i opuściłam ramiona.

- Mam inne. - Pocieszył mnie. No więc tak. Miał inne z czego się niezmiernie cieszę, bo znając mnie mogłam spalić jeszcze jedną.

- Teraz ty prasujesz! - powiedziałam i odskoczyłam jak poparzona. Chłopak uśmiechnął się pod nosem i przytaknął. Uszykowaliśmy do końca nasz koszyczek i poszliśmy się myć i spać.

- Ej.. Ja nie mam piżamy! - przypomniał mi się.

- Możesz spać w jakiejś bluzce? - zapytał. - Mam ich sporo.

- Okeej.. - przytaknęłam.

- Będzie ci ładnie! - powiedział.

- Taak, bo będzie odsłaniać mi calutkie nogi! - no i pewnie spory kawałek tyłka.. Dodałam w myślach. On znów się zaśmiał i podał mi t-shirt.

- Okej leć się myć. - Powiedział i dodał. - Ty będziesz spać tu, a ja w salonie na kanapie.

- Chciałbyś! Ja w salonie! - odrzekłam i zniknęłam za drzwiami..

 

- To już w pół do 10? - zdziwiłam się i rozejrzałam po pokoju. To nie salon. Czyżby Sylwester przeniósł mnie tu jak zasnęłam?

- Tak już 9:30.. - powiedział i wyszczerzył do mnie zęby. - Wygodnie się spało? - Zabije drania zabije! Zabije! - Mój kicio-króliczku? - no jeszcze podsyca ogień czający się w moim wnętrzu.

- Nigdy więcej mnie nie dotykaj kiedy śpię!!! I nie nazywaj kicio-króliczkiem! - wybuchnęłam. - Bawi cie to, co nie? - zapytałam.

- Leć się ubierać, bo zaraz jedziemy do ciebie. - odpowiedział jakby w ogóle nie usłyszał mojego pytania.

- Idiota. - mruknęłam.

- Wzajemnie. - odpowiedział ze słodkim usmiechem na twarzy. Burknęłam coś i poszłam się ubrać...

- Okej jestem. - Powiedziałam wracając do pokoju. - Możemy jechać? - dodałam.

- Okeej. - odpowiedział i poszliśmy do jego samochodu. Przed moim domem tylko ja wysiadłam, nakarmiłam w domu kotki i przebrałam się w nową sukienkę i legginsy.

-  Łaaał.. - westchnął mieżąc mnie od stóp po głowę.

- Coś nie tak? - zapytałam.

- Nie. Tylko.. Jesteś piękna.

- Dziękuje, a teraz jedźmy już. - mruknęłam. Tak cały czas byłam zła, że nazwał mnie kicio-króliczkiem i, że przeniósł mnie w nocy.

- Jesteś zła?

- Wcale...

- Na pewno..

- Okej jestem. - burknęłam i wpatrzyłam się w krajobraz za oknem.

- Przepraszam. - Powiedział i pogłaskał mnie po głowie. - Czy mi wybaczysz? - zapytał z uśmiechem.

- Tak. - odpowiedziałam i nieco się rozchmurzyłam. - Jak rzestaniesz nazywać mnei kicio-króliczkiem! - dodałam.

- A jak to ogranicze?

- Też może być. - Odpowiedziałam, a potem pojechaliśmy do kościoła. Kiedy poświęciliśmy pokarm Sylwester odwiózł mnie do domu i obiecał, że przyjdzie jutro na śniadanie wielkanocne, a teraz musi coś zrobić. Ja tymczasem pojechałam do sklepu i kupiłam babkę oraz mięsa na jutrzejsze śniadanie. Zwykle to siedze w domu sama albo z mamą i wcinamy ciastka. Do cholery ja nawet zapomniałam jak sie zachować w kościele! Mniejsza to..

 

 

Następnego dnia, rano.

Wstałam dziś wcześnie i przygotowałam śniadanie. Około 12:30 przyszedł do mnie Sylwester.

- Hej co tak późno? - zapytałam kiedy wszedł do domu.

- Kościół.. - odpowiedział. Mruknęłam coś w stylu ,,ano taak.." - Mam coś dla ciebie. - uśmiechnął się wyciągając ręke, w której trzymał torebkę.

- Ojeej, a ja dla ciebie nic nie mam.. - powiedziałam nieśmiało biorąc torbę do ręki.

- Twoja obecność mi wystarcza, a teraz zobacz co jest w środku. - Powiedział. Wyciągnęłam z torebki..

- Królicze uszy?.. - wymamrotałam. Sylwester wyjął mi je z ręki i założył na głowę.

- Jak słodko. - uśmiechnąl się i mnie pocałował.

- Bardzo.. - mruknęłam. 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Łazienka po prawej

niedziela, 31 marca 2013 22:45

Tak jak się umówiliśmy w piątek poszłam do Sylwestra. Zadzwoniłam do drzwi i usłyszałam ,,wejdź!".  Pchnęłam lekko drzwi i weszłam do budynko.

- Hej.. - powiedziałam, ale nigdzie nie było Sylwestra. Zszedł dopiero po chwili. - Nie wiedziałam jakie składniki kupić więc wzięłam kasę.. - uśmiechnęłam się do niego.

- Nie trzeba było. Wszystkie składniki mamy u mnie. - Powiedział i podszedł przytulić mnie na powitanie.

- Tęskniłam. - powiedziałam.

- Przez 1 dzień? - zaśmiał się.

- Tak. Nie miałam kogo nazywać idiotą. - zaczęłam się z nim droczyć.

- A ja kogo całować i nazywać kicio-króliczkiem. - dodał i mocniej mnie przytulił.

- To bardziej poniżające od idioty, a poza tym.. Miażdżysz mnie! - wydyszałam, bo Sylwester ściskał mnie naprawdę mocno.

- Nie. Też się stęskniłem. 

- Pu-szczaj! - krzyknęłam i wygramoliłam się z jego objęć. - Ty chcesz żebym trafiła do szpitala, albo lepiej do grobu? Oddychać przez ciebie nie mogłam.. - żachnęłam się.

- Nawet tak nie mów. - podniósł mój podbródek do góry. - Wszystko ok? - zapytał.

- Po usta-usta będzie. - Odpowiedziałam i pocałowałam go. I jeszcze raz. I jeszcze. 

- To jak.. Co robimy? - zapytałam kiedy w  końcu się od siebie oderwaliśmy.

- Babkę? - zapytał.

- Może być.. - Powiedziałam i poszliśmy do kuchni. Powyjmowaliśmy to i owo, i rozpoczęliśmy gotowanie.

- Podasz mi jajka? - zapytał Sylwester. Podbiegłam do lodówki i wyciągnęłam mendel jajek. Idąc do niego poślizgnęłam się na mokrej podłodze i wpadłam na niego z jajkami. Po chwili lezeliśmy na podłodze.

- O Jezusie.. Przepraszam! Oblecha!... Wszystko ok? - zapytałam. Sylwester usiadł, zaśmiał się i wyjął skorupkę z moich włosów.

- Oprócz tego, że pływamy w jajku to tak. Chcesz się umyć? - zapytał. - Pożyczę ci jakieś ubrania.

- Okeej.. Nic innego mi nie pozostaje. - wzruszyłam ramionami i z obrzydzeniem patrzyłam jak białko i żółtko skapuje mi z włosów.

- Dobra to leć.  Lazienka po prawej. Posprzątam i uszykuje ci ubranie. - Powiedział.

- Jesteś tego pewien? Pomogę ci.. - zaoferowałam się.

- Idź tylko nie zrób sobie niczego po drodze. - zaśmiał się chłopak.

- Zaraz reszta jajek też wyląduje na twojej głowie!

- Okej  okej.. już jestem cicho. - Odpowiedział. - Idź! - dodał i zajął się zbieraniem jajek i wycieraniem podłogi. Ja tymczasem udałam się na poszukiwania łazienki. Znalazłam ją bez trudu, bo była całkiem blisko. Weszłam do środka i zaczęłam się kąpać. Same męskie żele pod prysznic i szampony. One tak strasznie mocno pachną.. Ale cóż trudno. Umyłam się szybko, a potem owinięta ręcznikiem wyjżałam za drzwi.

- Ej Sylwester! Podasz mi ubrania? - zapytałam. Usłyszałam kroki na schodach i po chwili Sylwester znalazł się tuż obok z ubraniami. Podał mi je i powiedział.

- Ładnie pachniesz... I wyglądasz też. - Uśmiechnął się łobuzersko.

- Nie gap się! - powiedziałam, zabrałam ciuchy i zniknęłam spowrotem w łazience. Uszykował mi kraciastą koszulę i dresy (oczywiście i to, i to za duże na mnie!) Ubrałam się i wyszłam.

- Jak te spodnie spadają! - wkurzyłam się.

- To je zdejmij. - zaśmiał się Sylwester.

- O chciałbyś! - zaczerwieniłam się. Jaki on jest wkurzający! Spojrzałam na niego. Cały czas zwijał się ze śmiechu na kanapie. Kurde.. Wkurzający. Usiadłam naprzeciwko niego, na fotelu i nie odzywałam się ani słowem. Idiota.. KOCHANY idiota, ale jednak idiota! I w dodatku nadal się śmieje.

- Okeej.. Ja już pójdę. Kiedy indziej odam ci ciuchy. - Powiedziałam i skierowałam się do wyjścia. Jakoś ukryję pod kurtką te za wielką koszulę, a spodnie.. Raczej nie spotkam ani Luny, ani Stevi. (I oby nikogo znajomego!) Sylwester poderwał się z kanapy, podbiegł do mnie i chwycił za ręke.

- Ale wiesz, że ja...

- Jesteś wkurzający? - żachnęłam się.

- Tak. No ale proszę zostań! - powiedział błagalnym głosem. - Przepraszam mała! - Wkurzający.. No ale kochany.. Ale czasem zachowuje się jak idiota. W dodatku wielki idiota.

- To dlaczego jesteś taki wkurzający? - westchnęłam. Naprawdę.. Kocham go, ale jest taki wkurzający!

- Bo cie kocham. - Powiedział, uśmiechnął się i pocałował mnie w ręke. Ojeej! JAki słodki.

- To może jednak zostanę..

 

Miało być bardziej wielkanocne, ale c. d będzie w następnym rozdziale.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Biegnij!

sobota, 30 marca 2013 21:03

Kolejny nudny dzień w szkole. Jak się cieszę, że nie ma dziś Luny! No niestety, ale chyba tylko ja się z tego cieszę.. Nareszcie wybił ostatni dzwonek, a ja popędziłam jeszcze do łazienki poprawić włosy. (aha wiem stałam się dziwna!) potem wyszłam i skierowałam się do schodów. Właśnie chciałam położyć ręke na poręczy kiedy ktoś złapał mnie za ramię.

- Co zrobiłaś Lunie?! - zagrzmiał Dorrian. - To ty jej to zrobiłaś, prawda?!

- Człowieku czym ty się stajesz. - westchnęłam przesadnei i zmierzyłam go od stóp po głowę. - Nie pomyślałabym.. A teraz mnie puść! - i wyszarpnęłam się mu. On jednak nie ustąpił i mocno chwycił mnie za nadgarstek.

- Puszczaj!! - krzyknęłam, a widząc jak podnosi ręke skuliłam się i zacisnęłam mocno powieki w oczekiwaniu na cios, który jednak nie nastąpił. Zamiast tego usłyszałam pacnięcie, a uścisk na mojej dłoni zelżał.

- Czego do niej chcesz?! - usłyszałam głos Sylwestra. Otworzyłam lekko oczy i zauważyłam jak Sylwester z całej siły odpycha Dorriana i biegnie do mnie. Chwycił mnie za nadgarstek i krzyknął.

- Biegnij! - wstałam i posłusznie pobiegłam za Sylwestre. Z tyłu słyszałam jak Dorrian mówi coś w stylu ,,Jeszcze nie skończyłem" i odgłosy jego kroków. Wyminęliśmy kilka rozwidleń korytarzy aż w końcu Sylwester otworzył drzwi jakiegoś schowka i jak najszybciej wszedł tam razem ze mną, i zamknął drzwi. Z bijącym sercem nasłuchiwałam jak Dorrian przebiega obok i odetchnęłam z ulgą kiedy przestaliśmy słyszeć już jego kroki. Po chwili wybuchłam śmiechem. No Sylwek zreszta też. Wyszliśmy ze schowka i nadal roześmiani nie mogąc zaczerpnąć tchu ruszyliśmy do szatni.

- Jak ty się tu tak nagle znalazłeś?! 

- No usłyszałem jak pytasz się go ,,czym się stałeś" więc z ciekawości przyszedłem. - wytłumaczył i wzruszył ramionami.

- A mnie znowu ratuje rycerz na białym koniu.. - westchnęłam i chwyciłam go za ręke. - Chodź.. - i ruszyliśmy do szatni. Ubraliśmy się szybki i wyszliśmy na dwór.

- Ładna pogoda, co nie? - zapytałam.

- A ładna.. - odpowiedział. - Idziemy?

- No idziemy, idziemy... - powiedziałam, wtuliłam się w jego ramię i ruszyliśmy w stronę domu.

- W Wielkanoc jesteś sam? 

- Tak.. Rodzice niestety nie przyjadą, a ty?

- Też.. Myślałam.. - zaczęłam.

- Myślałaś? - zaczął się dopytywać.

- Myślałam, że moglibyśmy je spędzić razem.. U mnie, albo u ciebie.. Co ty na to? - zapytałam.

- Myślę, że to fajny pomysł. - powiedział. - To może przyjdź w piątek do mnie upieczemy coś na święta?

- Czyli coś z gotowaniem? - przeraziłam się. - A jak tym razem oderżnę sobie cały palec?

- To ci go opatrzę. - zaśmiał się i pocałował mnie delikatnie.

- Okeej chyba już się uspokoiłam. - Powiedziałam.

- Mam nadzieję. Może wyskoczymy na pizze? - zapytał.

- Oki tylko wezmę kase z domu...

- Ja stawiam.

- O chciałbyś! Za dużo już nastawiałeś... Stój tu! - nakazałam i wskoczyłam do domu po portfel i torebkę.

- Jestem jestem.. Gdzie ty sie podziałeś? - ździwiłam się. Zeszłam po schodach i rozejrzałam się dookoła. - Gdzie jesteś idioto.... Kur.. - westchnęłam i ruszyłam do furtki. Wtem ktoś zasłonił mi oczy i usta, i zaczął ciągąć w zacienione drzewami miejsce. Odwróciłam się i z całym impentem walnęłam napastnika torbą.

- Ee.. To ty?! - wkurzyłam się. - Nie rób tego więcej! Po pierwsze ja sie bardzo wystraszyłam, a po drugie.. Nic ci nie jest?! Co ty sobie myślałeś?! Ja się załamię... - wydusiłam w końcu. Sylwester podniósł się z ziemi i potarł w głowę.

- Okeej okej.. Co ty tam nosisz? - zapytał. - Ałaa...

- To co jest mi akurat potrzebne, a teraz odpowiadaj. co ty sobie myślałeś?!

- Byłem ciekaw jak zareagujesz.. - powiedział i uśmiechnął się. Poczułam jak wzbiera się we mnie złość i mam wielką ochotę sie na niego wydrzeć.

- No idziemy bandyto.. Nie mam tak dużo czasu.. - Westchnęłam i pociągnęłam go za rękaw. Idiota. Idiota przez duże I. Idiota przez duże I, któremu najchętniej nogi z tyłka bym wyrwała! Idiota przez duże I, któremu najchętniej nogi z dupy bym wyrwała i kocham go najbardzej na świecie.

- No nie gniewaj się.. - próbował mnie udobruchać Sylwester.

- Co ty sobie myślałeś? - zapytałam wkurzona.

- Chciałem cię porwać i zaciągnać w krzaki, a tam.. - wyszczerzył do mnie zęby.

- Zaraz jeszcze raz dostaniesz torebką! - wzburzyłam się. - Z-B-O-K. - przeliterowałam i wytknęłam mu język.

- Długo jeszcze będziesz się złościła? - zapytał i zaczął czochrać moje włosy. Odtrąciłam jego dłoń i burknęłam.

- Długo.

- Przepraszam!

- Rozmawiaj z ręką! 

- Co mam zroboć żebyś mi wybaczyła? - zapytał.

- Pocałuj mnie. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać widząc zdziwioną twarz chłopaka. - Nie spodziewałeś się co?

- Nie. - powiedział i pocałował mnie.

- Ale ja nie na serio.. W miejscu publicznym?

- Tak. - uśmiechnął się, otoczył mnie ramieniem i ruszyliśmy do pizzeri.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Śpisz w takim momencie?!

sobota, 30 marca 2013 16:47

Razem z Sylwestrem weszliśmy do domu, a ja jak obiecałam przyniosłam laptopa i zajęliśmy się wybieraniem anime.

- Wiesz, że ja też nie na poważnie? - zaśmiał się cicho.

- Ale ja tak! - zacytowałam jego słowa i dalej przeglądałam animeon. - Oki Kuroshitsuji może być?

- Okej.. Ale

- No dawaj. - Ponagliłam.

- Masz mnie pocałować. - Uśmiechnął się łobuzersko Sylwester.

- O chciałbyś! Okej włączam, a teraz patrz.. - i już naciskałam PLAY kiedy Sylwester odwrócił moją twarz do siebie i pocałował.

- Teraz mogę..

- Ty weź mnie nie molestuj! - powiedziałam i dałam mu kuksańca w bok.

- Będe...

No i mniej więcej na przekomażaniu się i oglądaniu anime zleciały nam 3 godziny..

- To jakbyś zapomniał jest Undertracker. - Uzupełniłam , a słysząc jego miarowy oddech zapytałam. 

- Śpisz w takim momencie?! - Spojrzałam na jego twarz, która wyglądała tak słodko podczas snu i westchnęłam.

- Okeej.. śpij tu. Widać bardzo cie to nudzi.. - Pochyliłam się nad nim i pocałowałam go delikatnie w czoło. - Dobranoc. - Przesiadłam się na fotel i patrzyłam jak mój chłopak smacznie drzemie na moim łóżku. Wzięłam ze sobą laptop i przeskoczyłam kilkanaście odcinków dalej. Ściszyłam głos żeby nie przeszkadzać Sylwestrowi i oglądałam anime. Sylwek co jakiś czas wiercił się i marudził niezrozumiałe słowa przez sen, a ja sie z niego śmiałam. Za którymś razem mój śmiech go obudził.

- Co sie stało? - zapytał sennie. - Gdzie jestem?

- Aktualnie zajmujesz moje łóżko i paplałeś coś przez sen. - Powiedziałam nie kryjąc śmiechu przez co dostałam poduszką.

- Co niby mówiłem? 

- ,,Mamo, ale ja nie chcę do cioci!" - zaśmiałam się na cały głos. - Oj chyba nienawidzisz swojej cioci.. - wyszczerzyłam się do niego i znowu dostałam poduszką. Odwzajemniłam atak i po chwili po całym pokoju fruwały poduszki.

- Ty zacząłeś więc to twoja wina! - Powiedziałam skręcając się ze śmiechu, bo Sylwester wyłożył się jak długi na podłodze.

- Ale ty sie śmiałaś.. - odrzekł ze zmutkiem w głosie i udawał, że płacze.

- Ojeej.. No nie smarcz się już. - Wypowiedziałam te słowa i pogłaskałam Sylwestra po głowie. Złapał mnie za nadgarstek i przysunął do siebie.

- Dlaczego, nie? - zapytał i obdarzył mnie pocałunkiem.

- Bo poplamisz mi smarkami pościel! - i znowu zaczęłam chichotać.

- Czym by cię uciszyć? - zastanawiał się Sylwester.

- Dobra mangą i kredką do oczu. Proste! - odpowiedziałam. 

- Hmm... Okeej.. Kupie ci na wielkanoc.

- Ojeej, a no tak już wiosna! - przypomniałam sobie. - Kiedy wielkanoc? - zapytałam jak idiotka i teraz to Sylwester zaczął się tarzać ze śmiechu po podłodze.

- W te niedzielę. - wydyszał. - Nie chodzisz do kościoła?

- Nie

- No więc ci oznajmiam panno ateistko..

- Wierzę w Boga! - ucięłam i zdałam sobie z czegoś sprawę. Ile on jeszcze da radę? Z tymi moimi humorami? Częstą oschłością?

- Ej Sylwester.. - zaczęłam, bo  musiałam się go o to zapytać. Musiałam!

- Coś nie tak? 

- Nie. Tak. Ile jeszcze ze mną wytrzymasz? Z moim oślim uporem i ogólnie. Ze mną - zapytałam.

- O co ty się w ogóle pytasz? - zdziwił się i przysunął się do mnie obejmując mnie ramieniem.

- No bo ty się tak o mnie troszcysz, a ja.. A ja jestem czasem dla ciebie taka oschła albo wręcz wredna...

- Nieprawda! - powiedział i pocałował mnie w nos. Zaczerwieniłam się i spojrzałam mu w oczy.

- Jesteś dla mnie zdecydowanie za dobry.. - Powiedziałam i wtuliłam się w jego koszulę.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gapi się na ciebie!

piątek, 29 marca 2013 20:09

Dziś obudziłam się z jakieś pół godziny przed budzikiem. Byłam strasznie podekscytowana wczorajszymi wydarzeniami. Było tak magicznie! Ten piknik.. Boże nikt jeszcze niczego takiego dla mnei nie wymyślił.. Kręgle, piknik.. To było piękne! Nie.. To było nie do opisania! A ten prezent od niego.. W myślach przywołałam wczorajszą scenę na pikniku...

- Mam coś dla ciebie. Zamknij oczy. - Powiedział wtedy i zrobiłam co każe chociaż totalnie nie wiedziałam o co mu chodzi. Sylwester poszeł za mnie i przywiesił coś na mojej szyi.

- Otwórz oczy. - No więc je otworzyłam. Na mojej szyi zwisał piękny wisiorek zegar.

- Boże piękny! - zachwyciłam się. - To dla mnie?

- Dla ciebie. - Powiedział i delikatnie mnie pocałował....

Ten mój kochany wariat zaskakuje mnie każdego dnia. Jest przesłodki i taki kochany... Nawet ten kiczowaty ,,króliczek" w jego ustach zamienia się w prawdziwy miód. Podniosłam wisiorek z półki żeby sprawdzić czy jest prawdziwy.. Tak. Dlaczego tylko on mnie ciągle czymś obdarowuje, zabiera mnie gdzieś i opiekuje się mną? I jak długo jeszcze będzie znosił ten mój upart charakter i krzyczenie na niego? Nazywanie idiotą i wariatem? Mniejsza to.. Zeszłam do kuchni żeby zrobić sobie śniadanie. Zjadłam na szybko płatki oglądając TV. Nic ciekawego.. Przełączyłam sennie kanał.. Oo! Trudne sprawy będzie się z czego pośmiać... A to ta powtórka z wampirem Mikołajem.. Nuda! Dojadłam swoje płatki i poszłam się umyć i ubrać. Założyłam białą bluzkę na ramkah, czarne spodnie z wysokim stanem i kurteczkę wojskową. Później założyłam wisiorek od Sylwestra (który strasznie mi się podoba! Ten miedziany odcień!), chwyciłam plecak i poszłam do szkoły. Pierwsza lekcja minęła całkiem dobrze... no nie licząc tego, że Luna wywaliła mnie z ławki, ale nawet lepiej siedziało mi się z Marcelą. Mieliśmy akurat muzykę z (i tak będzie do końca roku! Boże broń żebym baby nie zabiła!) dyryktorką Leną Donak. Podczas lekcji popisałam sobie kartkeczki z Marceliną.

J: Ale przeciąga te wyrazy ;p Piaaaaaninoooo.

M: Haha, a jak pieje! ;3

I tym podobne.. Wykorzystałyśmy na to kilka kartek wyrwanych właśnie z zeszytu do tego przedmiotu. 

- A teraz śpiewamy ,,Rooozkwitają pąki biaałych róż" trzy czte ry! - nakazała Lena. Ja poruszałam tylko ustami, bo bałam się wyśmiania mojego głosu. Jednak dyrka to chyba zauważyła.

- Teraz kilka osób solo, bo ich nie słychać.. Jagoda, tak?

- Tak. - Odparlam i zaczęłam śpiewać. - Rozkwitają pąki białych róż.. Wróć Jasieńku z tej wojenki wróć!

- Nie, nie to nie tak! Luna kochana pokaż Jagodzie jak to się robi! - Powiedziała. Cholerne babsko! Zaraz spale się ze wstydu przez te smoczycę! A Luna jaki będzie miała ubaw.

- Roozkwitają pąki białych róż.. Wróć! Jasieńku.. z tej wojenki wróć.. - Luna wcale nie śpiewa taki idealnie! A ta jeszcze ją faworyzuje! Otworzyłam klapkę mojego wisiorka i ucieszyłam się widząc, że za 2 minuty kończymy.

- Pięknie, pięknie! Brawo!! - Zachwycała się nauczycielka. Jak będe miała okazję zabiję! Drr! Jest dzwonek!~Spakowałam się szybko i wyszłam z klasy.

- Do widzenia. - rzuciłam jeszcze w drzwiach. Zaczęłam iść w stronę stolików, bo chciałam poczytać, ale złapała mnie uśmiechająca się (nie wiem czy mogę to tak nazwać..) Luna.

- Jaki śliczny zegarek! Z lumpka? - zapytała śmiejąc się na cały głos.

- W porównaniu do ciebie to nie. Nie kupuje ,,w lumpkach" i nie mam ich całej sieci tak jak twoi rodzice!- żachnęłam się i poszłam do stolików.

- Pomyśl co mówisz dziewczyno. - rzuciła jeszcze kiedy odchodziłam. - To ja mam teraz panowanie nad biegiem wydarzeń... Ciao! - dodała i odeszła zarzucając tyłkiem. Przyglądałam jej się jeszcze jak schodziła po schodach i ze śmiechem przyglądałam się jej jak przewraca się, bo złamał jej się obcas. No brawo! Brawo brawo! Kiedy tak się na nią gapiłam ktoś zaszedł mnie od tyłu i zasłonił oczy.

- Ej! kto to! - usłyszałam śmiech za sobą. - Sylwester? - zapytałam zdejmując dłonie z moich oczu. W rzeczy samej stał za mną Sylwester.

- Widzę, że spodobał ci się wisiorek. - Powiedzial.

- I to jak. - odparłam. - Widziałeś jak Luna wyłożyła się na schodach?

- Widziałem. - odrzekł i stłumił chichot. - Ma za swoje, nie? - zapytał

- Ma, ma. - odpowiedziałam. - Idziesz dzisiaj na pieszo?

- Jasne, a teraz lecę, bo muszę się kuć na test. - rzucił, przytulił mnie lekko i odszedł.

- Powodzenia. - szepnęłam i zajęłam się czytaniem książki, którą ostatnio wypożyczyłam...

Reszta lekcji minęła normalnie, a to dlatego, że Luna złamała sobie nogę w tych szpilach i zawieziono ją do szpitala. Ostatni dzwonek strasznie mnie uszczęśliwił. Dosłownie sfrunęłam po schodach i popędziłam do szatni. Ubrałam się szybko i wyszłam na dwór czekać za Sylwestrem. Przyszedł do mnie po paru minutach.

- Idziemy? - zapytałam.

- Idziemy. - Powiedział i dał mi całusa w czoło. Szliśmy w stronę mojego domu, a ja cały czas nawijałam o anime. Tak jak zacznę to muszę.

- A no i Sebastian jest meega Kawai! - plotłam od rzeczy. - Lokaj, demon. Cudowne, a szkoda, że nie oglądałeś! Możemy pooglądać kiedyś razem, co? - spojrzałam na niego i natychmiast się opamiętałam.

- Sorki.. anime troche mnie nakręca..

- Pooglądajmy razem. - Powiedział.

- Czyli już nie są to chińskie bajeczki? - zapytałam.

- Są i chce zobaczyć jak mam konkurować z Sebastianem. - zaśmiał się Sylwester. Dałam mu kuksańca w bok.

- Zostań demonem i lokajem. Proste! - wytłumaczyłam i też wybuchłam śmiechem. - To kiedy?

- Dzisiaj? - zaproponował.

- Spooko.. Ale.. - zaczęłam.

- Ale?

- Ale żebyś wiedział, że z Sebastianem nie masz szans! - wytknęłam mu język.

- Ależ jesteś przebiegła! - zaśmiał się Sylwester i objął mnie. Po drodze do domu spotkaliśmy jeszcze kilku chłopaków z mojej klasy.

- O hej Radek! - powitałam się z kumplem.

- Hej.. - odpowiedział i uśmiechnął się do mnie. Sylwester śledził go wzrokiem kiedy odchodził.

- Co sie stało? - zapytałam.

- Gapi się na ciebie! - odpowiedział.

- i?... - zdziwiłam się. - Jesteś zazdrsny, co? - wyszczerzyłam się do niego.

- Tak. - odpowiedział. - Jesteś tylko moja..

- Dziel się z innymi! - zaśmiałam się. - No co ty.. Ja jakoś nei zauważyłam żeby się gapił.

- Bo szłaś przed siebie, a on się potem gapił na twoją..

- Aha.. Nieciekawie. - Powiedziałam i zaczęłam się smiać z zazdrości Sylwestra.

- To nie śmieszne. - oburzył się.

- Dla mnie tak. 

- Okeej uż nie będe taki zazdrosny króliczku.. - powiedział ze smutkiem w głosie.

- A może tak zmienisz repertuar i nazwiesz mnie Myszką? - zakpiłam z tych ,,ksywek" dla dziewczyn.

- W porządku Myszunio.. - Powiedział i pocałował mnie w sam środek głowy kiedy wchodziliśmy do domu.

- Ale ja nie poważnie!


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nowy dzień to nowe wyzwania

piątek, 29 marca 2013 16:15

Drr! Drr...

- Nowy dzień, nowe wyzwania.. - mruknęłam wyączając alarm. Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się. Uśmiechnęłam się na myśl o tym jak Luna wczoraj pięknie poleciała na tyłek. Szkoda, że nie złamała sobie nogi! Jak zwykle rano poszłam się umyć i uczesać. Nie miałam siły na wymyślne fryzury i zostawiłam włosy rozpuszczone. Może jeszcze zostawiłam je takie ldatego, że Sylwestrowi się podobają.. Nie! Boże ja mam obsesje na punkcie tego faceta! Dlaczego on wzbudza we mnie takie emocje? Mniejsza to..  Ubrałam legginsy i zieloną bluzkę z kotem. Założyłam skórzaną kurtkę i wyszłam do szkoły.. 

- Hej podwieźć cię? - zapytał Sylwester, który zatrzymał swój samochód obok mnie.

- Zawsze zjawiasz się żeby mi pomagać? - zaśmiałam się. - Jasne. - i wsiadłam do samochodu.

- Jak tam wczorajszy dzień? - zapytał.

- Słabo.. - odparłam. - Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam, a poza tym to.. Przez przypadek panna Luna znalazła się na chodniku. 

- ,,Przez przypadek"? - Sylwester wybuchł tym swoim typowym, pociągającym śmiechem. - Co ty jej zrobiłaś?

- Zaczepiła mnie to ma za swoje.. - mruknęłam. - A tobie jak minął dzień? - dodałam.

- Cały czas myślałem tylko o tobie..

- Ojeej! - udałam zachwyt. - Naprawdę? O tym jaką jestem idiotką tak?

- O tym jaka jesteś wspaniała. - powiedział i położył prawą dłoń na moim kolanie, a lewą prowadził. Spojrzałam na niego. Te włosy, te oczy... To właśnie jest mój prywatny idiota..

- Chcesz żebyśmy się rozwalili?! Obie ręce na kierownicy! - wkurzyłam się. Oj coś kiedy mnie dotyka robie się nerwowa. Zaśmiał się i posłusznie położył drugą ręke na kierownicy. Dojechaliśmy po kilku minutach i niestety musieliśmy się rozstać, i iść do naszych klas.  Myślałam o nim przez wszystkie lekcje. Polski, matemtyka, przyroda, technika..

- Jagoda! - powiedziała pani Derwińska. Spojrzałamna nią jak idiotka, a ona wyjaśniła.

- Przyszywasz sobie bluzkę do tego materiłu.. - Spojrzałam na siebie. Faktycznie rękaw był nieco przyszyty do mteriału. Kurr.. Wzięłam nożyczki i porozcinałam nitki. Oczywiście klasa wybuchnęła śmiechem, a Luna w szczególności. Była nawet gorsza od bezwstydnej Mariki.. Byłam wkurzona. Nareszcie dzwonek! Porwałam plecak i popędziłam do szatni. Udało mi się ,,uciec" przed wszystkimi więc nie było problemów. Wyszłam przed szkołę gdzie już czekał na mnie Sylwester. 

- Podwieźć cię? - zapytał.

- Yyy.. Jak chcesz. - Odparłam i wzruszyłam ramionami. Wariuję przy nim!

- To wsiadaj. - powiedział, pocałował mnie w czoło i pociągnął do samochodu. Usiadłam na miejscu pasarzera i zapięłam pasy. Pojechaliśmy drogą inną niż zwykle. Po 5 minutach zapytałam.

- Gdzie ty mnie wieziesz?

- Porywam. - Uśmiechnął się i jechał dalej.

- Zawsze wiedziałam, że jesteś dziwny, ale z łaski swojej odpowiedz! - naprawdę mocno się wkurzyłam. Sylwester irytował mnie.. i pociągał zarazem. Prawą ręką Sylwester rozczochrał mi włosy i powiedział.

- Będziesz miała niespodziankę. 

- Powiedz mi ty debilu!! - żachnęłam się poprawiając włosy. Gdzie mnie on wiezie? Co on wymyśla?! Naburmuszona przymknęłam się i jechałamw milczeniu... Jedziemy już 45 minut.. Pewnie dawno wyjechaliśmy z miasta.. Czy to nie aby Konin? Chyba tak.. Zatrzymaliśmy się przed.. kręgielnią?

- Idioto co ty wyprawiasz?! - zapytałam wysiadajac z samochodu.

- Właśnie zapraszam cię na kręgle. - powiedział z uśmiechem i chwycił mnie za ręke.

- A jak odmówię?

- To cię tam zaniosę. - powiedział i wziął mnie w ramiona.

- Idioto nie przy ludziach! Puszczaj! - krzyknęłam. Idiota. - Postawisz mnie?! Umiem iść sam, no ej! - Wkońcu mnie postawił. Odrzuciłam włosy do tyłu i weszłam do budynku. Sylwester kupił bilety i poszliśmy do wskazanej sali.

- No to mamy godzinę gry i godzinę twojej wyjątkowej obecności. - Powiedział Sylwester delikatnie mnie całując. Złość zaczęłą ze mnie odpływać, a ja rozkoszowałam się chwilą pocałunku.

- To jak gramy? - zapytał. Skinęłam głową i podeszłam do środkowego toru. Wzięłam kule do ręki. Zrobiłam trzy kroki, zamach i idealną wywrotkę. Cholerna pastowana podłoga. Usłyszałam duszącego się ze śmiechu Sylwestra, który szedł mnie podnieść.

- Bardzo śmieszne.. - mruknęłam i chwyciłam się jego ręki. Niestety to też nie wyszło i już po chwili oboje leżeliśmy na torze.

- Złaź ze mnie, bo mnie połamiesz! - zaśmiałam się. Za dużo wypadków na jeden dzień.

- Chętnie bym jeszcze poleżał. - Westchnął Sylwester z łobuzerskim uśmiechem.

- Chciałbyś, ale ja leżę pod tobą jakby nie patrzeć.. Więc złaź - powiedziałam i zepchnęłam go z sieie. Powoli stanęłam na nogi i pomogłam wstać Sylwestrowi. Ten objął moją twarz rękoma tak, że kciuki były przy ustach, a reszta opalców rozchodziła się po policzku i wchodziła w burzę moich włosów. Następnie pochylił się i znów tego dnia mnie pocałował. Zarzuciłam mu ręce na szyję i trwaliśmy tak w tym cudownym, magicznym pocałunku.

- To jak gramy? Bo cała godzina przepadnie nam na całowaniu. - zaśmiałam się.

- Okeej.. Ale chętnie tak bym postał. - odpowiedział, a ja zachichotałam i jeszcze raz się pocałowaliśmy. Potem zaczęłiśmy grę...

- Mówiłam, że jestem mistrzynią! - ucieszyłam się kiedy wychodziliśmy.

- W przewracaniu siebie i mnie? - zapytał. Naciągnęłam mu jego Full capa na twarz i z udawanym oburzeniem powiedziałam.

- Nie.. A ty jesteś baaardzo niemiłym idiotą. - Sylwester złapał mnie od tyłu i mocno przytulił.

- Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. - wyszeptał mi do ucha.

- No dawaj.. - powiedziałam i poszłam z nim do samochodu. Przejechaliśmy kawałek drogi i Sylwester zawiózł nas na jakieś wzgórze. Stało tam rozłożyste drzewo, a całość oświetlała zimna poświata księżyca.

- Pięknie.. - szepnęłam.

- I co? Rozkładamy koc i robimy piknik? - zapytał. Ten wariat zawsze mnie czymś zaskoczy. 

- Aha.. - odpowiedziałam wciąż zauroczona pięknem okolicy. W tym czasie Sylwester rozłożył koc i rozpalił małe ognisko.

- Siadaj.. - ponaglił i poklepał miejsce na kocu obok siebie. Usiadłam obok niego i wpatrywałam się w gwiazdy. Zaczął wiać zimny wiatr, a ja zaczęłam trząść się z zimna. Siedzący obok mnie Sylwester sciągnął swoją kurtkę, okrył mnie nią i objął ramieniem.

-  Bardzo ci zimno króliczku? - zapytał.

- Tylko trochę i proszę przestań z tym króliczkiem! - żachnęłam się.

- A jak mam mówić?

- Czy mówienie na mnie króliczek tak bardzo cię uszczęśliwia?

- Tak. - odpowiedział.

- Okeej to mów tak dalej. - Powiedziałam i też się do niego przytuliłam.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie. Dzisiaj nie!

piątek, 29 marca 2013 10:24

Do ostatniego dzwonka było okropnie. Luna cały czas robiła mi na złość i podstawiała nogi, wysuwała za daleko plecak żebym tylko się wyłożyła. Idiotka! Po lekcjach odczekałam aż wszyscy, a Luna w szczególności wyjda z szatni. Nie chciałam kolejnych konfrontacji.. Okej ostatnia osoba wyszłą mogę iść. Ubrałam szybko buty i czapkę po czym wyszłam. Kiedy schodziłam po schodach ktoś chwycił mnie za ręke. Odwróciłam się i zobaczyłąm jak zwykle... Sylwestra.

- Wszystko ok? - zapytał z zatroskanym wyrazem twarzy.

- A jak myślisz?! - żachnęłam się, wyrwałem swoją ręke i włożyłąm ją do kieszeni bluzy. Super! Moje rozdrażnienie wyładowuje na Sylwestrze. Zajebiście poprostu!

- Mogę iść z tobą? 

- Jak chcesz.. - mruknęłam i wbiłam wzrok w chodnik. Nie powinnam być dla niego taka oschła, a jednak.  Sylwester cały czas szedł obok mnie, ale kiedy próbował coś powiedzieć od razy go zmywałam.

- Mogę do ciebie wpaść? - zapytał kiedy doszliśmy do mojego domu.

- Nie. Dzisiaj nie! - krzyknęłam za ostro i już tego pożałowałam. - Sylwester. Przepraszam! - zawołałam ze załzawionymi oczami. Sylwester otarł mi łze spływającą po policzku i przytulił.

- Rozumiem. Nic się nie stało. - Powiedział głaszcząc mnie czule po głowie. A ja stałam tam i płakałam jak idiotka.

- Stało się. - pisnęłam. Boże co ja robię? Totalnie się rozklejam. I dlaczego jestem w niektórych momentach taka zła na Sylwestra. Chwycił mnie za ramiona i odsunął od siebie.

- Dasz sobię już radę? - zapytał.

- Dam.. - wychlipałam i pobiegłam po schodach do domu. - Do jutra! - krzyknęłam i zniknęłam w drzwiach. Co ja do jasnej cholery robię? Zrzuciłam plecak i czapkę, i pobiegłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i rozryczałam jak bachor. Czy ja wszystko muszę psuć i mieć życie jak z jakiegoś kiepskiego romansu? Widocznie muszę.. I muszę też się opanować.  Mam już 19 lat, a rycze częściej niż jakiś zasmarkany dwulatek! Kur..  Tak naprawdę to nie wiem ile bym dała żeby teraz był tutaj Sylwester i mnie pocieszył, przytulił, pocałował. A ja jestem jedną wielką idiotką. Czy ja nie mam co robić ze swoim życiem? Przewróciłam się na plecy i wlepiłam załzawione oczy w sufit. Dlaczego wszystko jest takie trudne? Dlaczego nie żyję jak inne dziewczyny ciągle wypatrując czy nie ma nowej dostawy w sklepie? Czemu nie mam wszystkich na jedno skinienie palca jak Stevie? Jestem wyjątkowa.. Przynajmniej tak twierdzi Sylwester. Wyjątkowa, bo maże się jak dzieciak? Pff.. Nie no w sumie to nie mogę być taką beksą.. Ale co innego zrobić? Wstałam otarłam oczy i zabrałam się za lekcje. Jak dobrze, że zadali tylko z matmy i przyrody. Odrobiłam je szybko i postanowiłam wyjść z domu i chociaż raz jak zwyczajna nastolatka wybrać się na zakupy. Spakowałam telefon, mp4 i portfel do średniej wielkości torebki z pandą w kolorze Khaki. Zamknęłam drzwi na klucz i pojechałam na dzielnicę handlową. Przed wystawami jak wariatki biegały ,,przyjaciółeczki" i narzekały, że brakuje im na to kasy. Sennie spojrzałam na wystawę. Zapchana była butami na szpilkach w neonowych kolorach. Co one w tym widziały? Ochyda.. Moją uwagę przykuł sklep ,,White wolf". Na wystawie była super sukienka w odcieniu jasnego brązu. Weszłam do sklepu i wyszukałam swój rozmiar. Cena nie była zbyt wielka, bo tylko 69 zł...  Poszłam z nią do przymierzalni. Leżała bardzo dobrze. Miała krótkie rękawki, które wyglądem przypominały płatki kwiatów. Martwiła mnie tylko jej długość. Albowiem była to sukienka typu mini. Trudno najwyżej będe nosiła legginsy do tej odsłaniającej tyłek kiecki.. Zdjęłam ją i ubrałam się spowrotem w swoje ciuchy.

- Te sukienkę poproszę. - Powiedziałam podchodząc do kasy. Kasjerka zmierzyła mnie wzrokiem i wymownie westchnęła. Skasowała sukienkę i mruknęła.

- 69 złoty 99 groszy. - podałam jej równe 70 i wyszłam z sukienką ze sklepu. Zadowolona z zakupu ruszyłam w stronę swojego samochodu. Dzięki zakupom nieco się rozluźniłam. W każdym bądź razie nie trzęsłam się już i nie ryczałam jak idiotka. Weszłam za róg jakiegoś sklepu i tam spotkałam.. Lunę!

- Co tam kupiłaś Jadziuniu? - zapytała łapiąc mnie za ręke.

- Gówno cie to obchodzi. - mruknęłam niezadowolona wyrywając dłoń z jej uścisku.

- Nie powiesz swojej przyjaciółce? - oburzyła się Luna i chwyciła mnie za ramię.

- Zostaw mnie w spokoju idiotko! - krzyknęłam i odepchnęłam ją od siebie. Ze śmiechem spojrzałam jak leci na tyłek. 

- Sama jesteś idiotką! - oburzyła się i poszła w przeciwną stronę utykając nieco. Wredna suka niech złamie sobie ten jej obcas! Wskoczyłam do samochodu i pojechałam do domu. Kiedy tak siedziałam w salonie oglądając TV uświadomiłam sobię, że prawie nic nie jadłam. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do pizzeri, której numer znam na pamięć.

- Tak... hej Mira!.. No to znowu ja.. tak to co zwykle.. Dzięki, pa! - powiedziałam i odłożyłam słuchawkę. Teraz tylko czekać na dostawcę..


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

No kogo tu mamy!..

piątek, 29 marca 2013 10:07

- Pa! - powiedziałam i pocałowałam Sylwestra stojącego w drzwiach. - Jutro może przyjde do szkoły, chociaż się boje... - dodałam.

- Pa i pamiętaj, że będe przy tobie! - odpowiedział i wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi i na wszelki wypadek sprawdziłam czy na pewno. Boje się jutrzejszego dnia. Znowu spotkam się z moim byłym i jego dziewczyną - moją byłą przyjaciółką Luną. Cholera.. Osunęłam się na podłogę przy drzwiach i rozpłakałam. Moje życie nigdy nie będzie normalne! Czy nie moge być zwykłą nastolatką, która ma furę znajomych? Nie, bo ja muszę być wyjątkowa i mieć chłopaka, w którego towarzystwie wariuje. No i eks, i Lunę! Ale i tak muszę się z tym zmierzyć. Muszę być dzielna! Rycząc jak beksa wcale sobie nie pomogę.. Otarłam oczy rękawem i ruszyłam na piętro do swojego pokoju. Spakowałam zeszyty na jutro i poszłam się umyć. Potem założyłam piżamę i jak zwykle wzięłam laptop do łóżka.  Weszłam na naszą klasę, ale jak zobaczyłam tam Lunę włączyłam niedostępny. Boże jaka ja głupia! Co mi zrobi przez internet?! Z niechęcią włączyłam spowrotem dostępny. Kto tam jeszcze jest.. Dorian to nie.. Maria? Marcelina? Z nimi dawno nie pisałam. Najpierw popisałam sobię z Marceliną.

J: Hej!

M: Heloł ;3 idziesz jutro do szkoły?

J: Idę, a ty?

M: Dys ys krowa!

O świetnie! teraz to się z nią nie dogadam jak zaczęła swoje gadki.

M: Dys ys kroooooooowa!

J: Kręci to cię? Ja cię!

M: Kroooooooooooooooooooooooowa!

Okej nie mam zamiaru więcej kłócić się z ta ,,krejzolką". Napiszę do Maryśki.

J: Hejka Mari ^^

M: Hej :D idziesz do szkoły?

No no.. Nie spodziewałam się, że obchodzi to aż dwie osoby!

J: Idę :) Oki teraz spadam oglądać anime! Baju!

 

Okej na którym odcinku skończyłam? Chyba 19... No i znowu oglądam kilka godzin! 

- Cholera to już 1?! - zdziwiłam się kiedy skończyłam całą serię. Odłożyłam laptop na półkę, nastawiłam budzik i poszłam spać...

Drr! Drr!... Znowu szkoła. A było tak miło chorować.. W sumie to nadal jestem na tabletkach, ale musze iść do szkoły! Tyle braków! TYLE! Wyskoczyłam z łóżka i popędziłam do łazienki. Umyłam zęby, włosy splotłam w długi warkocz i zaczęłam malowanie oczu. Nałożyłam ciemno zielony i czarny cień. czywiście nie na ,,szopa"! To to nigdy! Tylko malutką warstwę. Potem przyszła pora na ubieranie. Otworzyłam swoją szafę na oścież i zaczęłam w niej grzebać. Po chwili coś wbiło się w mój palec.

- Ała! Kur... Co to było? - zdziwiłam się i wyciągnęłam stos ubrań, a za nimi... Siedziała wyraźnie zdenerwowna ponudką Sakura.

- Chodź tu głupolu! - burknęłam rubując złapać rozbrykanego kociaka. - To moja szafe. - Powiedziałam odstawiając naburmuszone kocisko na ziemię. Okej.. Czas kontynuować poszukiwania ubrań. W końcu wybrałam miętowe rurki, które mama mi kiedyś kupiła. Ostatnio cały czas ubieram się tak jakoś smętnie. Może rozjaśnie trochę swój strój? Dawno nie nosiłam tych rurek.. No to spodnie wybrane.. Wzięłam jeszcze szarą bluzkę na ramiączkach i bluzę z logo Nirvany. Ubrałam się i wyszłam do szkoły. Ciesze się, że mamy taką piękną i pogodną wiosnę. Rok temu o tej porze był jeszcze śnieg po kostki! Tak to była lekka przesada.. Po 10 minutach bez przeszkód doszłam do szkoły. Niestety to tutaj zaczęła się problemy. Idąc do szatni ,,ktoś" podłożył mi nogę. O mało bym się nie przewaliła! Odwróciłam się i zobaczyłam zaśmianą Lunę, która w ogóle nie przypominała już dawnej siebie. Jej włosy jak z ,,Czarodziejki z Księżyca" były teraz krótsze i rozpuszczone, ale to nie to ją zmieniało. W jej oczach widać było nienawiść, a twarz wykrzywiał grymas. 

- Jeśli sądzisz, że znęcanie się nade mną coś ci pomoże, to się Mylisz! Co chcesz niby tym osiągnąć?

- No kogo tu mamy! - wypowiedziała przesłodzonym i piskliwym głosem Luna, od którego po plecach przeszły mnie ciarki. - Czy to nie aby panna puszczalska? Mniejsza to. Dziękuje, bo ułatwiłaś mi, nam! Czyli mi i Dorrianowi powiedzenie, że mamy cię w głębokim poważaniu! - zaśmiała się szyderczo i odeszła kręcąc tyłkiem. Wredna suka tyle powiem. Wzburzona poszłam do szatni wymienić buty na szkolne. Jak dobrze, że była pusta! Mam nadzieję, że Luna i jej chłopak nie zmienili nastawienia całej klasy do mnie. Kogo ona do cholery nazywa ,,panną puszczalską"?! Sama zmieniała chłopaka kilka razy  na tydzień! (nie no może miesiąc...) Idiotka. Nie.. To ja jestem idiotką. Przecież to Dorrian pierwszy mnie zdradził! No i jeszcze te słowa Luny, że mają mnie ,,w głębokim poważaniu". Po moim policzku spłynęła słona łza. I jeszcze jedna, i jeszcze, i jeszcze...

- Jaga może sie ogarniesz i pójdziesz ze mną do klasy? - Usłyszałam nad sobą głos Marty. Szybko otarłam łzy, chwyciłam plecak i uśmiechnęłam się sztucznie.

- Spoko. Polski pierwszy? - zapytałam. Cholera.. Od dziś chyba cały czas muszę chodzić z takim przyklejonym uśmiechem. Nie dam satysfakcji Lunie. Nigdy.. Jeśli przez te 5 lat żyłam w kłamstwie, to tylko i wyłącznie moja wina, że nie przejżałam na oczy!


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Idiota. Kochany idiota

piątek, 29 marca 2013 9:05

- Jesteś cudowny. - wymamrotałam i wtuliłam się w niego. Tak przyjemnie było czuć bicie jego serca, ciepło ciała. Położył mi swoją dłoń na głowie i gładził mnie po włosach.

- A ty jeszcze bardziej! - Po tych słowach wziął mnie sobie na kolana i pocałował. 

- Co nie zmienia faktu, że jesteś idiotą, który wpada w najmniej oczekiwanych momentach. - i zaraz oboje wybuchliśmy śmiechem. 

- Chcesz pizzę na obiad? - zapytałam podchodząc do telefonu. - Muszę coś zamówić.

- A nie ugotujemy czegoś razem? - zapytał Sylwester. Westchnęłam i odparłam.

- Możemy spróbować, ale nie umiem gotować. - Sylwester podszedł do mnie, objął mnie w pasie i szepnął do ucha.

- To chodź.  Praktyka czyni mistrza. - Zarumieniłam się i poszłam z Sylwestrem do kuchni. Zobaczyłąm co mam w lodówcę i zapytałam Sylwestra.

- Może spaghetti? Mama chyba miała robić, ale nie zrobiła i akurat mamy składniki. - ucieszyłam się. Razem z Sylwkiem wypakowaliśmy skłądniki z lodówki, a ja powyciągałam garnki i tarkę do sera.

- Okeej.. To zacznijmy od klusek i sosu z mięsem. - Spojrzałam na niego jak idiotka, bo nie wiedziałam nawet jak ugotować makaron. Tak moi drodzy! Moje talenty kulinarne to świetnie zalewanie zupki chińskiej. Sylwester zaczął kaszleć żeby ukryć śmiech.

- Nalej wodę do garnka. - Okej robię to co mi każe. - Starczy. Teraz zanieś to na kuchenkę i włącz gaz. - Ciężkie.. - westchnęłam, bo nie mogłam tego podnieść. Sylwester pomógł mi i zaniósł to na palnik.

- Okej to ja się zajmę sosem i kluskami, a ty możesz zetrzeć ser? - zapytał wyraźnie rozbawiony moimi marnymi umiejętnościami. Wzięłam tarkę i ser. Włożyłam pojemnik do środka i zaczęłam trzeć.

- Ała! - wrzasnęłąm odrywając się od tarcia. - No świetnie! Nawet to mi nie wychodzi! - Spojrzałam na swój palec, z którego tryskała krew. Świetnie zarżnęłam się przy tarciu sera. Sylwester podszedł do mnie, chwycił mój palec i pocałował go. 

- Chodź po plaster. Ale najperw przemyj. Bardzo cie boli? - zapytał podając mi wodę utlenioną.

- Szczypie. - mruknęłam. - Jestem straszną niezdarą. - Przyznałam się kiedy Sylwester zakładał mi plaster.

- Jesteś po prostu wyjątkowa! - szapnął i pocałował mnie. Jego pocałunek jak zawsze wypełnił mnie ciepłem i kolorami. Był tak przepełniony uczuciem. Byłam wprost zrozpaczona kiedy się odsunął więc to tym razem ja go pocałowałam. Całowaliśmy się jeszcze przez najbliższą chwile ciesząc się swoją obecnością. Nagle do moich nozdrzy doszedł zapach spalenizny.

- Sos! - krzyknęłam i ze śmiechem patrzyłam jak  Sylwester szybko wyłącza kuchenkę i ratuje resztki sosu. Naprawdę uśmiałam się przy tym na całego. Starliśmy ser do końca. Tym razem Sylwester stał za mną i położył swoją dłoń na mojej. 

- Nie kładź tak blisko oczek. - Powiedział. Kiedy tak nade mną stał czułam się cudownie, a jego dłoń była taka ciepła...  Skończyliśmy tarcie i uszykowaliśmy talerze, i ugotowaliśmy kluski. 

- I jak udało się uratować sos? - zapytałam kiedy Sylwester nakładał nam obiad. Uśmiechnął się do mnie i odpowiedział.

- Ty to oceń. - Wzięłam od niego talerz i poczekałam aż usiadzie obok mnie. Zabrałam się za jedzenie.

- Pyszne mimo, że to przypaliliśmy. - Uśmiechnęłam się i kontynuowałam danie. Przez cały ten czas Sylwester bacznie mnie obserwował. Co on sobie myśli? Boż...

- Czemu się tak na mnie patrzysz? - zapytałam zirytowana.

- Myślę jak ładnie wyglądałabyś bez bluzki..

- Idiota! Zboczeniec! - bełkotałam i rzuciłam w niego ścierką. Zaczerwieniłam się po uszy. - Idiota! - żachnęłam się.

- Coś się stało Kicio-króliczku? - zapytał i wyszczerzył do mnie te swoje idealne zęby.

- Ty sie stałeś zboczony idioto.. - mruknęłam. Ten facet irytował mnie już za bardzo. Kocham go, ale on zawsze wyjedzie z jakimś głupim tekstem i mnie tym rozbroi.

- Oj no już przepraszam. - Wstał z krzesła, podszedł do mnie i mnie przytulił.

- Jesteś walnięty. Wiesz o tym, prawda? - zapytałam ściskającego mnie Sylwestra.

- Wiem. - uśmiechnął się i podniósł mnie z krzesła. Jeszcze w powietrzu pocałował mnie i zaniósł do pokoju.

- To może już mi wybaczysz? - zapytał.

 - Może. - uśmiechnęłam się i go pocałowałam.


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pożyczysz mi lekcję?

czwartek, 28 marca 2013 21:22

- Myślę... - zaczęłam ale nie chciałam żeby mnie opuszczał. Trudno się mówi. Za długo tu siedzi, a jego lekcje? - Powinieneś już iść.. Późno jest. - Sylwester spojrzał na mnie i pocałował w czoło. Po tym geście zdjął swoją rękę z mojego ramienia i zaczął się ubierać do wyjścia.

- Tylko uważaj na siebię. Późno jest.. - powiedziałam kiedy wychodził.

- ,,Za dużo głupstw już zrobiłem.." - zacytował moje słowa i dodał - nie tak mówiłaś?.

- Tak. Pa. - powiedziałam, a on zmierzchwił mi włosy jakbym była jego młodszą siostrzyczką. Przytulił mnie do siebie i wyszedł. W tym oto momencie cały czar pryska. Mój dom znów był ,,pusty", a ja sama. Czy nie powinnam być do tego przyzwyczajona? Przecież mama zwykle albo ma nocki, albo delegacje.. Tata jest raz na kwartał.. A jednak czuję głupią pustkę w sercu i czuję, że wypełni się dopiero wtedy kiedy znów się z nim spotkam. Więc dlaczego kiedy nazywa mnie króliczkiem odpycham go? Dlaczego czasem kiedy mnie przytula wyrywam się z jego uścisku? Mniejsza to... Poszłam nakarmić kotki, a przy okazji przejechałam się na rozlanym mleku i w ostatniej chwili złapałam się szafki.

- Jezusie Chrystusie.. - mruknęłam i zaniosłam się kaszlem. Nasypałam karmę kotom i napełniłam drugą miskę mlekiem... Muszę jutro zapytać się Sylwestra czy da mi lekcje. W jeden dzień wszystkiego nie nadrobie no i to jest okzja żeby go tu ściągnąć. Tylko, że on zwykle sam przychodzi... Jak on się o mnie martwi! Może napiszę mu sms? Zaczęłam przeglądać kontakty i napisałam do niego krótkiego sms'a.

DO: Sylwester 

Przyniesiesz mi jutro lekcje?

 

Nie czekałam nawet minuty, a już dostałam wiadomość zwrotną.

OD: Sylwester

Jasne! Dla ciebie wszystko kicio-króliczku :D

 

Zabije drania. Nie cierpię tych głupich zdrobnień. No nie powiem, że w jego ustach to jest mega słodkie, ale to nadal ,,słitaśne" ksywki dla dziewczyn. Rzuciłam telefon na szafkę i poszłam się umyć... W pośpiechu ubrałam spodnie piżamy, bo mój telefon grał Celine Dion tak głośno, że słychać go nawet tam na piętrze. Nadziałam się na kant szafy. Przeklnęłam siarczyście i odebrałam.

- Halo?.. To ty?... CZŁOWIEKU! WIDZIMY SIĘ CODZIENNIE, A TY MNIE WYRYWASZ Z KĄPIELI, BO SIĘ PYTASZ JAKIE ZESZYTY?! NO TO JEST OCZYWISTE, ŻE Z DWÓCH DNI!! NIE JESTEM KICIO-KRÓLICZKIEM!! Tak tak ja ciebie też.. chociaż nie wiem za co idioto! No do jutra! - Wzięłam telefon ze sobą na górę i walnęłam się do łóżka z laptopem. NK jest! Animeon jest! Nyan jest! Okej włączyłam absolutnie NAJWAŻNIEJSZE  strony, a teraz zajęłam się oglądaniem Kuroshitsuji. Oglądałam tak do 1 w nocy, bo i tak nie mogłąm spać. Do mojego pokoju dumnie wkroczyła Nyra z jej gromadką dzieci. Nyra wskoczyła na łóżko, a malutkim kotkom musiałam pomóc bo coś im to nie szło.

- No jeszcze ty Sakura.. - powiedziałam sadzając maluchy na łóżku. Skuliłam nogi żeby miały dosyć miejsca i poszłam spać...

 

Every Night in my dreams... T E L E F O N! Chwyciłam swój samsung i otworzyłam go odbierając tym samym połączenie. Jak zobaczyłąm godzinę na zegarku niemal zemdlałam. Spałam tak do 14!

- Halo?.. No tak spoko przychodź.. Jak to dzwoniłeś wcześniej?... spałam.. Głupi jesteś. Czekam. Pa! - Jego teksty naprawdę mnie rozbrajają. ,,Czy jakiś książe pocałował cię przede mną?" Głupi idiota. Uśmiechnęłam się do siebie. Kocham tego ,,idiotę". Nie mam co marudzić tylko... Dlaczego kiedy z nim rozmawiam i ogólnie w jego towarzystwie jestem taka dziwna? Odpycham go.. Mniejsza to. Sylwester będzie tu za 5 minut, a ja muszę coś ze sobą zrobić. Wstałam i biegiem puściłam się w stronę łązienki. Wyszorowałam zęby i rozczesałam włosy. Na pewno takie rozpuszczone loki spodobają się Sylwestrowi. Od kiedy to ja dbam o włosy?! Odkąd się w nim zakochałam. Odpowiedź przyszłą samoistnie, a ja się jej nie wyparłam. Potem poszłam się ubrać. Założyłam szarozielony sweter z nadrukowanym królikiem. ,,Króliczek"... I czarne spodnie. A buty? Nigdzie nie wychodzę więc niech zostaną te puchate kapcie kotki. Ledwie skończyłam się ubierać do drzwi zadzwonił właśnie Sylwester.

- Hej.. - powiedziałam. - Wejdź proszę. 

- Nie jestem wampirem. Nie potrzebuję specjalnych zaproszeń. - Uśmiechnął się Sylwester i wszedł do domu.

- Nie znam cię za dobrze więc... - ale nie dokończyłam, bo mój Romeo obdarzył mnie pocałunkiem.

- To co chcesz o mnie wiedzieć? - zapytał wkońcu.

- Czy jesteś wampirem? - uśmiechnęłam się.

- Nie, nie jestem kicio-króliczku. - I znowu ten jego łobuzerski uśmiech.

- Teraz oberwiesz patelnią! - krzyknęłam i zapytałam. - Masz zeszyty?

- Mam. - podał mi swój plecak. - Przyjdziesz jutro do szkoły?

- Myślę, że tak ale się boje. - Przyznałam. Bałam się spotkania z Luną i z Dorrianem. Bałam się czy będzie ktoś oprócz Sylwestra kto będzie chciał ze mną w ogóle rozmawiać. Panna idealna powinna już obrócić wszystkich przeciwko mnie. Z moich oczu znowu pociekły łzy i teraz chlipałam już dosyć głośno. Sylwester usiadł obok mnie i mocno mnie przytulił.

- Wiesz, że zawsze będe przy tobie? - zapytał całując mnie w sam czubek głowy.

- Wiesz, że Dorrian mówił mi to samo? - odpowiedziałam pytaniem na pytania i mocniej się w niego wtuliłam. Mam nadzieję, że nie jest on z tych co Dorrian.

- Kocham cię i nigdy cię nie opuszczę! Jak mogłaś nawet o tym pomyśleć? - Zapytał przytulając mnie jeszcze mocniej. - Przejdziemy przez to razem, a teraz Jagoda.. Pouczymy się? Masz sporo do nadrobienia. Te dwa dni to w szkole tysiąc pięćset sto dziewięćset nowych wiadomości do wykucia!

- Okej, okej.. - Powiedziałam i wzięłam swoje przygotowane wcześniej zeszyty, i zaczęłam przepisywać. Sylwester co jakiś casz tłumaczył mi to i owo.

- To zadanie masz źle. - Zwróciłam mu uwagę i zaczęłam wyjaśniać.

- Okeej.. Czyli mam rozumieć, że nie było cię dwa dni, a umiesz już lepiej matme ode mnie? - zaśmiał się chłopak i pocałował mnie w płatek ucha. - Ależ mam inteligentną dziewczynę. 

- Tsaa.. - mruknęłam i nie zważając na jego całusy przepisywałam. - Przez ciebie źle napisałam! Zginiesz marnie człowieku! - krzyknęłam i ze śmiechem rzuciłam w niego poduszką. Sylwester również zaczął rzucać. Ganialiśmy się po całym pokoju aż on w końcu na mnie wpadł i polecieliśmy na podłogę. Zahihotałam jak idiotka i pocałowałam go w nos, a potem z niego zlazłam. Sylwester podniósł się chwilę później i dołączył do mnie żeby pooglądać TV.

- Wiesz jak bardzo cię kocham? - zapytał po dłuższej chwili milczenia.

- Nie wiem. - odparłam.

- Że dla ciebie skradłbym wszystkie skarby tego świata. - wyjaśnił i mnie objął.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Przynajmniej poszedł do szkoły.

czwartek, 28 marca 2013 19:00

- No to na chwilkę u mnie zakwaterował. - mruknęłam sama do siebie. - Przynajmniej pójdzie dziś do szkoły. Przeze mnie będzie miał brak! - żachnęłam się i zajęłam się sprzątaniem w kuchni. Znowu zakręciło mi się w głowie kiedy się pochylałam i spadłam na pośladki. 

- Ajaaj!! - krzyknęłam gramoląc się spowrotem na nogi. - Może dzisiaj sobie dpuszczę i pójdę spać? Taak to dobry pomysł. - Powiedziałam i poszłam do łazienki opłukac się i założyć piżamę. Umyłam się dość szybko i założyłam swoją koszule z hello kitty. Potem poszłam do siebie i walnęłam się do łóżka. Opatuliłam się kołdrą i zaczęłam odpoczywać. Oczywiście co jakiś czas łapały mnie ostre ataki kaszlu przez co czułam się okropnie. Po mniej więcej godzinie zasnęłam twardym snem...

- Hej śpisz?! Jagoda! - ktoś szturchał mnie w ramię.

- Co chcesz i... Kim ty do cholery jesteś?!?! - krzyknęłam wyrywając się ze snu. Obok mnie siedział Sylwester.

- Ojć sorka.. Myślałem, że nie oddychasz albo coś.. Dzwoniłęm do ciebie ale nie otwierałaś no i.. Idiotko drzwi były otwarte. - wydusił z siebie.

- Co?! - zdziwiłam się i wygramoliłam z łóżka. Kołdra zawinęła mi się wokół nóg i już prawie...

- Ale jesteś niezdarą. - zaśmiał się Sylwester łapiąc mnie w pasie żebym nie upadła. Posadził mnie spowrotem na łóżku i pomachał kluczami przed nosem.

- Zamknąłem nie masz się co bać. - i wrzucił mi klucze do rąk. Przy nim robie z siebie straszną blondynkę! Na twarz wpełznął mi rumieniec i odwróciłam się żeby nie mógł tego zobaczeć.

- Skończyliście lekcje? - zapytałam.

- Trzy godziny temu.. Ile ty spałaś kicia? 

- Nie mów do mnie kicia! - wydarłam się i rzuciłam w niego poduszką. Sylwester zaśmiał się i przytulił mnie od tyłu.

- A jak mam na ciebie mówić? Kotek, miś? - szeptał mi do ucha, a ja się wprost rozpływałam. 

- A jakbyś chciał? - zapytałam drżącym głosem. Otulił mnie jeszcze mocniej i wyszeptał.

- Króliczek może być? - zapytał.

- No chyba śnisz.. - mruknęłam i chciałam dać jakąś kąśliwą uwagę, ale on uciszył mnie pocałunkiem. Pocałunkiem, ktory wysyłał do każdej części mojego ciała przyjemne ciepło. Wreszcie odsunął swoje usta od moich. Ale na krótko. Odwzajemniłam pocałunek trochę mocniej.

- Kocham cię króliczku.. - powiedział kiedy skończyliśmy i uśmiechnął się łobuzersko.

- Ja ciebie też idioto. I spróbuj jeszcze raz nazwać mnie króliczkiem albo kicią to oberwiesz! - zagroziłam.

- Kicio-Króliczek - zaśmiał się Sylwester i dostał ode mnie poduszką. Odwzajemnił atak. Rzucaliśmy tak w siebie przez dłuższą chwilę aż w końcu dopadł mnie okropny kaszel.

- Wszystko ok? - zapytał.

- Tak.. - odpowiedziałam po złapaniu oddechu przez łzy. - Grypa strasznie mnie bierze. A' propos muszę lecieć wziąść tabletki! - powiedziałam i zbiegłam na dół.

- Ochyda.. - szepnęłam przełykając. Kiedy wkoncu wyzdrowieje?! Wiem, że to dopiero drugi dzień choroby, ale czuje się jakby w szkole nie było mnie co najmniej z tydzień.

- Zrobić ci kakao? - zapytał Sylwester, który o dziwo był tuż obok mnie na szafce.

- Cholera jansa! - wystraszyłam się. - Chcesz żebym dostałą zawału idioto!? - krzyknęłam i dodałam. 

- Możesz zrobić. Szafka górna na lewo. - Chłopak natychmiast zajął się kubkami, mleczkiem, kakałkiem i w dodatku zrobił nam kanapki! I to z Nuttelą! Usiedliśmy na kanapie i oglądając TV zjedliśmy podwieczorek.

- Jesteś brudna. - powiedział.

- Gdzie? - zapytałam.

- Na ustach. Oo tu.. - powiedział i znowu mnie pocałował.

- Idiota... - wydyszałam kiedy się od siebie odsunęliśmy. - Szukasz tylko pretekstu do pocałunku?

- Bo jest wyjątkowy tak jak i ty. - powiedział i objął mnie ramieniem.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ej.. Ładna jesteś.

czwartek, 28 marca 2013 18:06

- Mam nadzieję, że nie narozrabia. - Mruknęłam i zakaszlałam w rękaw żeby nie zbudzić Sylwestra. Jestem padnięta. Mama wyjeżdża dziś z koleżanką do Paryża, bo mają zlecenie. Nic się nie stanie jak Sylwester zostanie na noc. Głowa nadal mnie boli. Może mniej, ale jednak boli. Umyłam się szybko i poszłam spać..

- Ała znowu boli.. - jęknęłam przecierając nadgarstkiem czoło. Wstałam powoli i zaczęłam się przebierać. Właśnie zapinałam stanik kiedy...

- Hej Ja... Ojej przepraszam. - speszył się Sylwester, a ja czym prędzej zapięłam stanik i przykryłam się kocem. Nie byłam naga, ale tylko w bieliźnie.. Ojooj! Zaczerwieniłam się jak burak i posłałam chłopakowi miażdżące spojrzenie.

- Pukać cię nie nauczyli?! A poza tym - wreszcie udało mi się uspokoić. - Co chciałeś?

- No czy mam iść, czy wolałabyś żebym został... - powiedział. - Ej.. ładna jesteś. - Uśmiechnął się do mnie.

- A ty zboczony! No już nie gap się! Wyjdź, zamknij drzwi i czekaj na dole!!! - krzyknęłam. Debil, debil, debil! Ale kochany debil. Jak on pięknie wyglądał z roztrzepanymi włosami. A ta rozpięta koszula... Cholera, a ja też się gapie! Sylwester z wolna wycofał się z pokoju i zamknął drzwi. Założyłam czarne leggisy i ,,wojskową" bluzkę z odkrytymi plecami. Odważnie. Kurr... Dlaczego teraz jestem taka rozdrażniona?! Zrzuciłam koszulkę i założyłam t-shirt z pingwinem. Nie zważając na ataki kaszlu poszłam do łazienki umyć zęby i uczesać sie. Nie fatygowałam się tylko spięłam włosy w luźny koczek. Zeszłam na dół i zastałam Sylwestra przed kablówką sennie przeglądającego kanały. 

- Oo sorki za wcześniej! - uśmiechnął się przeczesując głonią włosy.

- Nic się nie stało. Bądź taki dalej. - burknęłam i podeszłam do kuchennej szafki. - Płatki? Mam Cornflakesy i Nesquiki.

- Cornflakesy jak możesz. - Powiedział i również przeszedł do kuchni. Właśnie próbowałam sięgnąć miskę z górnej półki, ale pan idealny musiał mnie w tym wyręczyć. Wziął dwie miski za mnie i postawił na blacie. Prychnęłam niezadowolona. No tak jest super, opiekuńczy, w jego ramionach czuje się bezpieczna, ale jak robi wszystko za mnie czuje się jak jakaś bezbronna mała dziewczynka.

- Jakie mleko? - zapytałam.

- Czarne. - Zaśmiał się Sylwester i wytknął mi język.

- Boże.. Podgrzane czy zimne idioto?! - irytowałam się coraz bardziej. 

- zimne. - Powiedział i podszedł do mnie. - A na deser chcę buziaka od ciebie. - Uśmiechnął się obejmując mnie w pasie. A ja nie zwracając na to uwagi próbowałam nalać mleka do misek. Sylwester chwycił mój nadgarstek i przycisnął moją ręke do szafki.

- Jesteś idiotą. - Powiedziałam do stojącego kilka centymetrów ode mnie chłopaka.

- A ty uparta. - uśmiechnął się i mnie pocałował. I raz jeszcze. Oddychałam szybko i wpatrywałam się w jego oczy. Idiota. Kochany idiota. 

- Płatki. - powiedziałam i wyrwałam się z jego objęć. Nie daj się ponieść. Nie daj się ponieść! wmawiałam sobie. Wsypując chrupki zapytałam. - Nie idziesz dzisiaj też do szkoły? Jeszcze zdążysz. Masz dwie godziny. - powiedziałam.

- Nie chcesz mnie tutaj? 

- Troszkę za długo panoszysz się w moim domu chociaż mi się to podoba. - mruknęłam podając mu miskę.

- Mi też. - Uśmiechnął się i zabrał się za jedzenie. Ja przy okazji nakaszlałam i oplułam się mlekiem.

- Cholera! - pisknęłam i widząc jak Sylwester zanosi się śmiechem dodałam. - Teraz też masz ochotę mnie wytrzeć? - zapytałam sarkastycznie.

- Mam. - uśmiechnął się i podał mi chusteczkę. Skończył mleko i zaczął się zbierać. 

- Pa. - rzucił przy drzwiach, a ja już zaczęłam tęsknić za tym debilem.

- Pa. - powiedziałam i zamknęłam za nim drzwi.

 

 Znowu krótkie no ale ;)

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sylwester..

czwartek, 28 marca 2013 17:10

Sylwester zaśmiał się i otarł mi papierowym ręcznikiem kroplę zupy, która wydostała się z ust. Cholera... Jem jak świniak. Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej.

- Sama umiem się wytrzeć! - naburmuszyłąm się odpychając jego ręke.

- Szkoda, bo chętnie jeszcze raz bym cię wytarł. - uśmiechnął się łobuzersko Sylwester.

- Głupek. - odcięłam i zajęłam się zupą. Przez cały czas Sylwester mi się uważnie przyglądał. No okej może byłam taka ,,zimna", ale czasem mnie wkurzał, a w jego obecności kiedy zrobie coś co normalnie wcale by mnie nie zawstydziło to teraz czerwienie się jak burak. Skończyłam zupę i poszłam włożyć tależ do zmywarki. Znowu zakręciło mi się w głowie i upadłabym gdyby mój prywatny Romeo nie złapał mnie za łokieć. 

- Uważaj. - szepnął i posadził mnie spowrotem, a sam zaniósł naczynia do zmywarki. Kochany jest.. 

- Za bardzo na tobie polegam. Przepraszam... - skruszyłam się i spuściłąm głowę na dół. Sylwester ujął mój podbródek i go uniósł. Spojrzeliśmy sobie w oczy i się pocałowaliśmy. Pocałunek wlał we mnie przyjemne ciepło, któremu z rozkoszą się poddałam. Zarzuciłam mu ręce na szyje, a on swoją lewą ręke zagłębił w moich włosach.

- Ekheem ekheem... - rozległo się chrząknięcie mojej mamy. Natychmiast z Sylwestrem od siebie odskoczylismy i zobaczyłam zaśmianą twarz mamy.

- Ojeej! Mam talent do wchodzenia w takich momentach.. - powiedziała, a ja zaprzysięgłam sobie, że kiedyś zapłaci mi za popsucie tej chwili. Zapanowała niezręczna cisza, którą oczywiście musiałam przerwać.

- Mamo to Sylwester.. mój chłopak. Sylwester to moja mama. - wyjaśniłam.

- To przez niego ostatnio płakałaś? - zapytała.

- Mamo! - zgromiłam ją wzrokiem. Cholera. Sylwester pewnie miał niezły ubaw.

- Okeej już idę. Przyszłam tylko sprawdzić czy z tobą wszystko Okej i widzę, że twój.. Chłopak - wzdrygnęła się i zaraz cos sobie przypomniała. - A Dorrian?

- Wszystko ze mną okej, a Sylwester sie mną zaopiekował no pa! - ponagliłam ją do wyjścia z domu. Zamknęłam za nią drzwi i wróciłam do kuchni. Tam mój kochany chłopak zgiął się wpół ze śmiechu i prawie się dusił.

- Oddychaj głęboko.. Niezły ubaw, co? - zapytałam i również zaczęłam się śmiać. No oczywiście z przerwami na ten cholerny kaszel!  Kiedy w końcu się opanowałam (a zrobiłam to pierwsza, bo on cały czas zwijał się ze śmiechu.) zagadnęłam go.

- Pójdziemy pooglądać TV?

- Jasne. - Odparł, objął mnie w pasie i poszliśmy do salonu. Włączyłam kablówkę i poszłam usiąść obok Sylwestra. Znowu dopadł mnie kaszel, a on jak to on musiał poklepać mnie po plecach... Plecach...

- Ej nie za nisko zboczeńcu?! - naskoczyłam na niego. Sylwester zaczął się śmiać i zmierzchwił mi włosy. Odtrąciłam jego ręke i odwróciłam się.

- Przeproś. - burknęłam. Za daleko sie zapędza, za daleko! Chociaż przyznaj, podobało ci się.. NIE! No i znowu walka z myślami. Głupia, głupia!

- Przecież nie zrobiłem nic złego... - żachnął się. - Gdybym odebrał ci dziewictwo to co innego. - i znowu zaczął się śmiać.

- Jesteś idiotą! - burknęłam. - Nie bądź taki szybki Bill! - byłam wprost wkurzona na te jego teksty. Objął mnie od tyłu i szepnął.

- Żartowałem.. Spokojnie.. - Jego głos wprost mnie rozbrajał. Nadal byłam jednak zła i siedziałam jak kłoda. 

- Przeproś. - Nalegałam. Sylwek zrobił minę zbitego psiaka i powiedział bardzo smutnym głosem, który tylko on tak doskonale wyćwiczył.

- Przepraszam. - i pocałował mnie w płatek ucha. Nie oczaruje mnie! A może jednak? Ne pozwole na to! Ale może? W końcu jest taki ,,słoooodki".

- Oj bawisz się mną Sylwestrze. - mruknęłam i oddałam się jego pocałunkom. Po tej krótkiej ale pięknej chwili namiętności przytuliliśmy się i oglądaliśmy TV. Zasiedzieliśmy się. Już 20!

- Sylwester... Powinienieś już iść. - Szepnęłam, ale po chwili zdałam sobię sprawę, że to tym razem on usnął przy mnie.

- Aż tak cię zanudzam? - zapytałam bardziej sama siebie i pogłaskałam go po tej jego czuprynie. Oddychał równo, głęboko. Zapadł w głęboki sen. Odsunęłam się kawałek i położyłam jego głowę na poduszce. Przykryłąm go kocem i wyszłam z pokoju po drodze wyłączając światło. Naprawdę się zmęczył. Ja zreszta też, ale raczej tymi jego pomysłami..


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Choroba...

czwartek, 28 marca 2013 14:56

Do samego rana nie zasnęłam. Nie dlatego, że się bałam, ale dlatego, że dopadła mnie straszna gorączka i częste ataki kaszlu. Dostawałam też dreszczy. 

- Cholera... - pisknęłam i zasniosłam się znowu kaszlem. Cała drżałam i czułam się okropnie. - No to dziś - kaszel. - na pewno nie pójdę do szkoły. Może to i lepiej. - I znowu kaszel. Nie wiem jak mogłam się tak doprawić! Może to przez to, że przedwczoraj siedziałąm tam na tym klifie, a było cholernie zimno? Mniejsza to.. Opatuliłąm się szczelniej kołdrą i trzęsłam się jak galareta. Ok godziny 6 do mojego pokoju wpadł mama.

- Jezusie Chrystusie! Jagoda okropnie wyglądasz! Nic ci nie jest kochanie?! - zapytała kładąc mi ręke na czole i wytrzeszczając oczy ze zdumienia.

- Boże.. Chyba z 39 stopni gorączki! Czekaj przyniose ci okłady! - mówiła coś jeszcze, ale wszystko zagłuszył mój kaszel. Czułam się jakbym miała zaraz wychaftować. Oczy strasznie mnie piekły i w dodatku było mi cholernie zimno! Mama zaraz przybiegła rozlewając wodę z miską i ręcznikiem. Położyła to na szafce nocnej i poleciła żebym się położyła.

- No już dobrze... Wezmę dzisiaj wolne. - postanowiła przykładając mi mokry materiał do czoła. Zimne krople spłynęły po mojej twarzy, a ja mocno się wzdrygnęłam. 

- Nie trzeba. - Powiedziałam z przerwami na kaszel. - Dam sobię radę, a ty leć. - Mama spojrzała na mnie i chyba oceniała czy może zostawić mnie samą.

- Okay... - powiedziała po chwili. - Ale masz sobie zamówić coś na obiad i wziąść leki, które uszykuję. - postanowiła w końcu.

- W porządku. - Powiedziałam i przykryłam się szczelniej kołdrą. Pod oczami miałam istny papier ścierny. Starałam się zasnąć, ale co chwilę porywał mnie atak kaszlu.

- Cholera... - mruknęłam, a z moich oczy wyciekły znowu łzy. Czułam się okropnie. Drażniło mnie wszystko. Muzyka, krzątanie się mamy w kuchni i ostre (przynajmniej dla mnie) światło lamp. Usłyszałam trzaśnięcie drzwi więc mama chyba już wyszła. Dopiero 7.. Nie mogę spać, czytać też nie, bo oczy pieką jak nigdy. A o oglądaniu anime ani słowa. Może pojdę się chociaż umyć. Wychodząc z łóżka zakręciło mi się w głowie i zatoczyłam się nieco. Chwyciłam się kredensu i powoli poszłam do łazienki. To co zobaczyłąm w lustrze nawet mnie nie przypominało. Oczy miałam przekrwione, a włosy potargane bardziej niż zwykle. Pod oczami były cienie takie wielkie, że wyglądałam jakby mi ktoś mocno przywalił. Przemyłam twarz zimną wodą i wytarłam ją w ręcznik. Po chwili  do gardła podszedł mi obiad. Przycisnęłam ręcznik do ust i zaczełąm na niego mocno wymiotować.

- Kurde.. Ochyda. - pisknęłam wrzucając ręcznik do miski z wodą i proszkiem, a sama zaczęłąm szorować sobie zęby. Czyżby grypa? To bardzo prawdopodobne. Poszłam spowrotem do pokoju i ubrałam gruby szlafrok. Potem zeszłam na dół do kuchni i wzięłam leki przygotowane przez mamę.

- Okropieństwo. Zaraz padnę. - marudziłam kiedy połknęłam wyjątkowo obrzydliwą tabletkę. 

Drr! Rozległ się dzwonek do domu. 

- Kto to do jasnej.. - użalałam się otwierając drzwi, a w nich stanął... Sylwester.

- Co tu robisz? Dopiero 9... - mruknęłam patrząc na mojego chłopaka.

- Nie było cię w szkole. Wpuścisz mnie? - zapytał.

- Jasne właź. - Powiedziałam i zamknęłam za nim drzwi. - Tylko się nie wystrasz jak wychaftuję ci prosto na buty. - dodałam i zaprosiłam go do salonu kaszląc przy okazji.

- Nieciekawie wyglądasz.. - zauważył.

- Łaaał.. Naprawdę? - żachnęłam się. Normalnie to super cieszyłabym się na jego widok, ale teraz kiedy byłam chora wszystko mnie drażniło. Chłopak zaśmiał się i powiedział.

- Potrzebujesz pomocy?

- A jakiej dokładnie? usta usta? - zapytałam i na chwilkę moją twarz rozjaśnił uśmiech.

- Może. - Powiedział i pocałował mnie w moje gorące czoło. Znów zadrżałam. Tym razem nie z powodu choroby, ale pod wpływem jego gestu, który mnie uszczęśliwił. - Masz coś na obiad? Mogłbym ci zrobić rosół..

- Za bardzo się starasz. - Zauważyłam, ale on nie słuchał tylko poszedł do kuchni. - Weź się tak nie panosz w moim domu! - krzyknęłąm za nim poirytowana i zaniosłam się kaszlem.

- Lubisz rosół? Kupiłem składniki. - Powiedział i pokazał mi siatkę, której nie zauważyłam wcześniej. Totalnie mnie zamroczyło. Co on sobie wyobraża?

- Lubię... - odpowiedziałam po dłuższej chwili. - Umiesz gotować?

- Dla ciebie mogę zostać mistrzem kuchni. - Powiedział, a ja zaczerwieniłąm sie jeszcze bardziej. Był kochany. Tak pięknie wyglądał kiedy te jego niesforne kosmyki były w nieładzie. A te jego usta... 

- Hej słyszysz mnie? - wyrwał mnie z zadumy jego głos.

- Yyy.. co? - zapytałam robiąc z siebie totalną idiotkę.

- Gdzie masz garnki? - zapytał ze śmiechem. - Co cię tak zajęło? - Co mnie tak zajęło? Co mnie tak zajęło.. 

- Ty.. - odpowiedziałam w końcu, bo nie miałam pomysłu czym się usprawiedliwić. - W tej na dole po prawej.. - On jednak zamiast iść szukać garnka podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.

- Zaraże cię! - pisnęłam i próbowałam się wyrwać z jego kleszczowego uścisku.

- To będziemy chorzy razem. Zostańmy tak chwilę. - Powiedział cały czas mnie przytulając. Uśmiechnęłam się niemrawo.

- Aha oki...  Weź nie tak mocno, bo znowu puszcze pawia. - Zaczęłam marudzić, a Sylwester ze śmiechem odszedł w głąb kuchni szukać garnków. W tej chwili poczułam, że tak naprawde to znowu chcę takie przytulenie. Usiadłam na krześle i przyglądałam się mu jak gotuje.

- Po co to robisz? - zapytałam kiedy podawał mi miskę z zupą.

- Bo cie kocham, a teraz jedz, bo sam cię nakarmię. - i usiadł obok mnie ze swoim talerzem. Nie byłam głodna, ale zaczęłam jeść.

- Pyszne! - zachwyciłam się już po pierwszej łyżce.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Czy teraz będzie już dobrze?

czwartek, 28 marca 2013 12:45

Po szkole wyszłam z Sylwestrem do lodziarni, a potem zaprosił mnie do siebie. Wchodząc oniemiałam z zachwytu, bo jego dom był wprost idealny! Mały, ale piękny!

- Mówisz, że sam tu mieszkasz? - zapytałam przejeżdżając palcami po ścianach pokrytych ornamentami.  

- Tak.

- Skąd masz na to pieniądze? - zapytałam nadal podziwiając piękne wnętrze. Było w kolorze szarym i takim przyciemnionym, zgaszonym niebieskim. Wstawiono tu kanapę i piękny biały futrzany dywan. Pod oknem był stół z telewizorem. Plazmą w dodatku! Nie żebym leciała na kasę co to to nie.. Po prostu jak na chłopaka to to jest super wnętrze.

- Mama i tata pracują w anglii. Przysyłają mi pieniądze. - odpowiedział.

- Nie za często ich widujesz, nie? To tak jakbyś ich nie miał.. - Zrobiło mi się go żal. Ciekawa byłam od jak dawna mieszka tutaj tak sam.

- Wszystko jedno. - Odparł beznamiętnym głosem i wcale nie przypominał mi tego Sylwestra, którego znałam i w którym się zakochałam.

- U mnie mama pracuje całymi dniami, a tata tylko na weekendy i to raz na kwartał. - mruknęłam i usiadłam na sofie. Sylwester opadł zaraz obok mnie. 

- Może nie rozmawiajmy o tym, co? - zapytał gładząc ustami płatek mojego ucha i szepcząc. - Skupmy się na czymś milszym. - Zachichotałam i po chwili zaczęliśmy się całować. Pocałunki najpierw były krótkie, a potem coraz dłuższe i cieplejsze. Chciałam aby to trwało w nieskończoność. Kiedyś jednak czar musiał prysnąć. Kiedy Sylwester oddalił swoje usta zrobiło mi się tak przykro i chciałam jeszcze raz skosztować jego pocałunku. Odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy i wyszeptał.

- Kocham cię najdroższa. Czy chcesz być moją dziewczyną?

- A nie udowodniłam ci tego wystarczająco? - zapytałam ze śmiechem i przytuliłam się do niego. Z przyjemnością wdychałam zapach jego męskich perfum i myślałam jaka jestem szczęśliwa. Ale czy teraz będzie już dobrze? Moje ciało nagle zesztywniało. Czy wystarczy zatopić smutki w pocałunkach? Przecież muszę stawić czoło Lunie i Dorrianowi. No i reszcie świata. Przez te dwójke stracę wszystko.

- Coś się stało? - zapytał Sylwester kiedy się od niego odsunęłam.

- Nie. Tak. - przyznałam, a moje oczy znowu zalśniły od łez. - Pomyślałeś czy teraz wszystko będzie już ok? Czy Dorrian i Luna nie rzucą nam się do gardeł? Czy nie obrócą wszystkich przeciwko nam? Kolejny raz po prostu się boje! - wyznałam, a głos mi się załamał. Poczęłam cicho płakać, a on przytulił mnie do siebie żebym się uspokoiła. Płakałam dosyć długo. Sylwester cały ten czas gładził mnie po włosach i szeptał do mojego ucha, że wszystko będzie dobrze. Po 30 albo 40 minutach zasnęłam w jego objęciach i tam też później się obudziłam.

- Ojeej... Zasnęłam? - zdziwiłam się. Chłopak wydał z siebie ten swój wyjątkowy śmiech, który działał na mnie tak kojąco.

- Tak i to było słooodkie. - wymówił to z przesadnym przeciągnięciem ,,o".

- A jak ci przywalę to też będzie ,,słoooodkie"? - zapytałam i oboje się roześmialiśmy.

- Ale ty JESTEŚ słodka i wyjątkowa. - powiedział.

- Bo jestem taka bezradna, ciągle płacze i absolutnie nie wiem co robić ze swoim życiem? 

- Między innymi. - Uśmiechnął się i przyciągnął mnie do siebie całując w czoło. - A teraz taka wyjątkowa będziesz tylko dla mnie. - Potem znowu się pocałowaliśmy. Z lubością oddałam się tej słodkiej chwili i starałam się zapomnieć o sprawie z Dorrianem i Luną. Jego ciepłe usta przylegały do moich, a to ciepło rozchodziło się po moim ciele. 

- Muszę iść. Naprawdę. - powiedziałam ze smutkiem kiedy w końcu się od siebie. Sylwester zrobił minę smutnego psiaka i chwycił mnie za ręke kiedy wstawałam.

- Zostań jeszcze chwilę. - Nalegał.

- Nie mogę. Pa! - powiedziałam i dałam mu całusa na pożegnanie. Też nie chciałam wychodzić. Kiedy wyjdę magiczny czar pryśnie i znowu będę tą smutną dziewczyną, której życie staje na głowie. Pojechałam prosto do domu i wprost padłam kiedy tylko weszłam do pokoju. Przeturlałam się po łóżku i przyciskając do siebie poduszkę szepnęłam.

- Sylwester.. -  Ten dzień zapamiętam chyba do końca życia. W yślach cały czas przewijały mi się chwilę z Sylwestrem, ale teraz nie irytowały  mnie tylko wypełniały radością i poczuciem, że na tej ziemi jest ktoś kto mnie kocha. Chociaż kiedyś myślałam, że to jest Dorrian. Zaczęłam nerwowo skubać pościel palcem. Z nim i ,,nią" też muszę coś zrobić. Cholera dlaczego moje życie jest takie do dupy?! Dlaczego?! Schowałam twarz w kolanach i znów zaczęłąm ryczeć jak małe dziecko. Moje życie nie było i nie będzie normalne. Przez najbliższą godzinę nie mogłam się uspokoić tylko łkałam i nerwowo wciągałam powietrze. Potem odrobiłam lekcje plamiąc książki i zeszyty przy okazji łzami.

- Droga panno Jagodo - mruknęłam sama do siebie. - Twoje życie legnie w gruzach, a ty tylko ryczysz! - otarłam oczy rękawem golfu i spojrzałam na zegarek. Kurr... Już 10 wieczorem! Ile ja musiałam tam spać?!

- Głupia, głupia! - ganiłam siebie waląc się w czoło ręką. - Co on sobie myślał? Głupia, głupia! - Jak mogłam (znowu!) zasnąć w objęciach Sylwestra? Zdenerwowana poszłam się umyc, bo dziś nie miałam już siły na nic innego tylko walnąć się do łóżka i zasnąć... Sen mój jednak nie był spokojny. Cały czas wierciłam się w łóżku i jęczałam. Śniła mi się oczywiście Luna i Dorrian. Obudziłam się zlana potem o 1 w nocy i próbowałam się uspokoić.

- To tylko sen! Tylko! Oni go wcale nie zabili! Ani ciebie! Głupi sen!! - mamrotałam drżąc na całym ciele. Moja piżama tak samo jak i włosy były mokre i pozlepiane od potu. Poszłam szybko się umyć. Zimny prysznic dobrze mi zrobił, bo byłam strasznie rozpalona. Założyłąm koszulę nocną w hello kitty i wskoczyłam spowrotem pod pieżynę. Jeśli teraz zasnę pewnie znowu przyśnią mi się ,,oni". Cholera. 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dłużej już nie mogę..

środa, 27 marca 2013 22:28

Drrr.. drr! Rozległ się denerwujący brzdęk budzika.

- Głupi, głupi! - marudziłam szukając wyłącznika z twarzą wciśniętą nadal w poduszkę. Wreszcie natrafiłam na dźwignię i wyłączyłam to ustrojstwo. Obróciłam się na plecy i pozwoliłam promieniom słonecznym leniwie pieścić i głaskać moją twarz. Mogłabym tak leżeć w nieskończoność, ale..

- No niestety to nie sobota. - żachnełam się i wygramoliłam z łóżka. Spodnie od piżamy były za długie więc jak to zwykle bywa potknęłam się.

- Ajajjaaj! - zaskomlałam, bo wpadłam wprost na szafę i bolała mnie ręka. Dlaczego ze mnie taka niezdara? Spojrzałam na swoja dłoń. Zdążyła już opuchnąć i zaczerwieniła się. Teraz uważając na moje piekielne spodnie zbiegłam po schodach na dól wprost do kuchni. Najpierw zrobiłam sobie zimny okład, a potem posmarowałam nadgarstek maścią końską. Kiedy skończyłam ,,uzdrawianie" poszłam się ubrać. Założyłam czarny golf, a na to narzuciłam szarą wełnianą sukienkę z szerokimi ramiączkami. Z mojej szafy wygrzebałam jakieś czarne balerinki, które idealnie uzupełniały strój. Zwykle nie cieszę się z mojego aktualnego ubioru jak mała dziewczynka, ale teraz doszłam do wniosku, że wyglądam w tym nawet... ślicznie. Uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze i zdałam sobie sprawę, że to ,,ślicznie" psują moje włosy i (czego nie widać) nieumyte zęby. Popędziłam do łazienki i zajęłam się szorowaniem ich. A może ja się tak pucuje dla Sylwestra? Sio! Bosz..  Te głosy w głowie stały się irytujące, a ja staje się jakąś psycholkę. W sumie to nigdy nie ubieram sukienek chyba, że te długie maxi, które ubustwiam. ,,TO" Przekraczało granice mojej normy. Nie patrząc już na swoje ubranie zajęłam się włosami.. Co by uczesać? Koczek? A może rozpuszczone? Sylwestrowi na pewno by się spodobały.. Kur! Dlaczego nie mogę przestać o nim myśleć, a moje serce bije coraz szybciej. Dlaczego moje dłonie drżą kiedy o nim myślę? Dlaczego czuje się niesamowicie samotna kiedy mnie zostawia mimo iż to ja go wczoraj odtrąciłam? Dlaczego kiedy mnie dotyka cała się spinam, a kiedy mnie całował zapomniałam o reszcie świata? Czy ja się okłamuje? Cóż... Zostawiłam swoje rozmyślania i pojechałam do szkoły. Dzień jak codzień, ale jednak inny. Na każdej przerwie Luna ślini się z Dorrianem, a ja paraduje w krótkiej sukience i rozpuszczonych włosach cały czas szukając wzrokiem Sylwestra, a sama nie wiem po co.. Czy chcę aby mnie zobaczył? Czy chcę usłyszeć od niego słowa ,,Jesteś piękna". Niestety nie doczekałam się tego spotkania aż do ostatniej lekcji. Na długiej przerwie siedziałam na parapecie z czołem wspartym o szybę. Powietrze wypuszczane przez moje nozdrza osiedlało się na szybie w postaci pary, niby białej mgiełki. Korytarze były prawie puste, bo większość klas skończyła już lekcję, a ja lamentowałam. Dlaczego go nie spotkałam? Dlaczego tu siedzę jak ostatnia idiotka i czekam nie wiem na co? Na czym mi tak zależy? To nie ma szansy zaistnieć.. No to.. Związek ten.. Bo... Ale on mnie.. A ja jego.. chyba.. też go.. Kocham! Jeśli go spotkam czy mogę mu to wyznać? Po tej wczorajszej scenie przy klifie? I teraz jakby wywołując wilka z lasu obok mnie na parapet wskoczył.. Sylwester. Ubrany był w t-shirt w paski na krótki rękaw więc doskonale widać było jego wyrzeźbione ręce. Na nogach miał przetarte jeansy, a włosy jak zwykle piękne i idealne. Złapałam się na szczegółowym przyglądaniu jego wyglądowi i strasznie się zaczerwieniłam. Czy mogę mu to teraz powiedzieć?

- Pięknie wyglądasz Jagodo. - Moje serce zaczęło łomotać, a twarz spowijała coraz to głębsza czerwień. Ręce jak to zwykle zaczęły mi drżeć, a po karku przeszła gęsia skórka.

- Dz.. Dziękuje Sylwester.. - powiedziałam i przełknęłam ślinę. Miałam właśnie teraz mu to powiedzieć kiedy on zaproponował.

- Wyjdziesz na boisko? Piękna pogoda. - i już zmierzał kiedy krzyknęłam rozpaczliwie.

- Nie!! - serce biło mi jak oszalałe. - Sylwester... Ja... Kocham cię. - wyrzuciłam z siebie, a on stanął jak wryty i spojrzał na mnie. Kontynuowałam więc. - Nie wytrzymam tego dłużej. Nie będe się oszukiwać... - Podszedł do mnie i chwycił mnie za ręke.

- To dlaczego to robiłaś? - zapytał, a ja spojrzałam w jego piwne oczy. Były niczym bezdenny ocean, w ktorym chętnie bym zatonęła. Przełknęłam głośno ślinę i powiedziałam.

- Bałam się. Wszystkiego. Najbardziej chyba tego, że wszyscy uznają mnie za szmatę, która lata od jednego do drugiego. - żachnęłam się, a on jak to on znowu się tak pociągająco zaśmiał.

- A teraz już się nie boisz? - zapytał, a ja potwierdziłam ruchem głowy. - Wyskoczymy gdziś po szkole?

- Jjasne.. - Tylko tyle zdołałam wykrztusić, bo już dosłownie się rozpłynęłam.


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie znasz mnie.

środa, 27 marca 2013 21:06

- Żebyś mi powiedziała dlaczego jesteś w stosunku do mnie taka zimna. - Mruknął siadając obok mnie. Spojrzałam na  niego załzawionymi oczami. Jeszcze jego troski mi brakowało!

- A nie wiesz, że to przez ciebie mój świat się wali?! - żachnęłam się.

- A skąd wiesz, że twój pan idealny nie zdradził cię już wcześniej? - zapytał.

- Może i tak, ale zostaw mnie w spokoju! - rzuciłam i znów zaczęłam się trząść z zimna i rozpaczy zarazem. Sylwester długo się nie odzywał tylko patrzył w przestrzeń.

- Jesteś przebiegła.- powiedział niemalże szeptem, a wiatr zaniósł je do mnie. - i taką cię kocham. - dodał po chwili. Wybauszyłam oczy i zaczęłam bełkotać jak wariatka.

- Opanuj się! Wcale mnie nie znasz! Poznaliśmy się raptem tydzień temu! - i jeszcze inne bzdety, a on jak zawsze zaśmiał się cicho, słodko, kusząco i zmysłowo. NIE WAŻ SIĘ TAK O NIM MYŚLEĆ!!! Cholera jasna mój rozum czasem mnie zaskakuje. Nie da się powiedzieć, że nic do niego nie czuję. Jednak irytował mnie zbyt często.. Znamy się od tygodnia albo dwóch. A on już mówi, że mnie kocha!   Przysunął się do mnie jeszcze bardziej i chyba chciał ująć moją twarz w dłonie, ale odtrąciłam je resztkami sił, bo najchętniej to terez zatopiłabym się w jego ramionach. Zrobił zawiedzioną minę.. Jakby zbitego psiaka.

- Ale dlaczego? - zapytał z nutą (bardzo dźwięczną, że tak dodam!) żalu w głosie. Też mogłam zadać sobie to pytanie. Westchnęłam cicho i odpowiedziałam.

- Bo mnie nie znasz. Wcale. Nie znasz mnie! - krzyknęłam, odrzuciłam jego kurtkę i pobiegłam do samochodu. On rzecz jasna pobiegł za mną. Co z nim jest nie tak? Nic.. Podpowiedział mi znajomy irytujący głos w głowie. To z tobą jest nie tak i to bardzo! ,,Wfrunęłam" wręcz do samochodu i odpaliłam silnik. Zdyszany chłopak wybiegł mi przed maskę i prawie go rozjechałam! Otworzyłam drzwi i wrzasnęłam tłumiąc łzy.

- Nie rozumiesz, że chcę już odjechać z tego miejsca?! - Cholera jasna! Moja psychika poważnie cierpiała przez tego chłopaka. No i jeszcze Dorriana. A jak już mowa o tamtym dupku to też przez Lunę. Zanim zamknęłam drzwi Sylwester zbliżył się i złapał je. 

- Powiedz mi tylko.. Obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego. - Wypowiedział te słowa tak cicho, błagalnie.. Przez chwilę spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w nich szczery smutek i ból. Tęsknote... Może on naprawde mnie kochał? Nie! Odwróciłam oczy psując tą piękną, ale jakże krótką chwilę i mruknęłam.

- Już dosyć się wygłupiłam. Nie będe tego pogarszać. - i zatrzasnęłam drzwi. Odjeżdżając czułam na sobie wzrok Sylwestra, a widząc go w lusterku ze zdumieniem stwierdziłam, że jego twarz oblewały łzy. Mi również zbierało się na płacz. Przetarłam oczy i pojechałam do domu. Pod powiekami miałam po prostu papier ścierny, a moje serce biło szybciej kiedy myślałam o Sylwestrze. Ile jeszcze mogę się okłamywać?  A ile jeszcze on zniesie moje humory? Czy ja go kocham czy to też złudzenie? A jeśli tak? Może jednak nie.... Rozmyślałam na tym jeszcze długo po wejśćiu do domu. Odczytałam jak zwykle karteczkę od mamy, ale musiałam to powtórzyć jeszcze dwa razy, bo jej treść do mnie nie docierała. Przez głowę przelatywały mi obrazy Sylwestra... Starałam się odsuwać od siebie te myśli i wmawiać sobie ,,To tylko chwilowe zauroczenie". Oby tak było..  Zjadłąm mrożonkę i poszłam na górę odrabiać lekcję...

- Skończone! - ucieszyłam się zadowolona ze swojego wypracowania na j. polski. Do tego przedmiotu przykładałam się najbardziej, bo chciałam w przyszłości zostać pisarką. Według mnie puste zasady wcale nie pomagają w pisaniu, bo do tego trzeba mieć wrodzony talent, ale to wszystko muszę mieć wykute na blache. Przeczytałam je jeszcze raz i spakowałam tornister. Poszłam nakarmić swoje koty i weszłam na naszą klasę. Dostępni... Kurr.. Dorrian, Luna.. O! Marcelina! Ona bardzo żadko zagląda na nk.

J: Hej!

M: Heloł ;3 Cr?

Co robię? Zakochuje się po uszy w człowieku, którego praktycznie nie znam. NIE, nie zakochuje się, a przynajmniej nie chcę się zakochać. Pocałunek był wtedy, ale byłąm chyba zbyt roztrzęsiona żeby odmówić. Chociaż brakowało mi jego ciepłych warg splecionych z moimi. Tak bardzo, że aż moje dłonie zaczęły mi drżeć. Z trudem opanowałam swoje ręce i napisałam krótką odpowiedź.

J: gram w cy tower. 

Cholera! Co za durna odpowiedź! Popisałam z nią jeszcze trochę i poszłam się myć. Cały czas towarzyszyły mi myśli o tym cudownym, pięknym.. NIE!! Mam siebie dosyć.. Jestem głupia i blabla bla! Nie myśl o nim, nie myśl! Ale jak można przestać myśleć o kimś.. wyjątkowym? Odparłam (z trudem) te myśli i wskoczyłam do mojego łóżka i powoli zasnęłam.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wzajemne odpychanie, czy raczej przyciąganie?

wtorek, 26 marca 2013 22:41

Maluchy jadły, a ja na laptopie, na allegro przeglądałam obróżki.

- Wygrawerowywanie imion i ulic.. bla blaa.. - czytając po chwili ziewnęłam przeciągle. Zamówiłam sześć i zabrałam się do pisania maila do sprzedawcy.

,,Do Kikiroko

Witam. Zamówiłam sześć obróż oto imiona i adres ulicy.

Rothen,..."

- Jakie im nadac imiona? - zastanowiłam się i spojrzałam na kociaki. 4 z nich to samiczki, a 2 to samce.  Jeden to Rothen to może... Nadać niektórym imiona magów z gildii? Okej te dwa czarne to Akkarin i Sonea. Dopisałam ich imiona do listy. Zostały jeszcze 3 samiczki. Ta biało-ruda.. Hmm Sakura! Mama zlinczuje mnie za te imiona. Nienawidzi Japoni i ,,chińskich bajeczek". Ta szara to Ciel, a czarna to Mei Misaki. Dopisałam ich imiona i adres. Następnie przeczytałam całego maila i wysłałam. Obroże dojdą jeszcze w tym tygodniu. Super! Tuk tuk!! Oo ktoś napisał do mnie na nk!

M: Hejcia kochanie <3 Jutro olimpiada z niemca, nie?

Cholera na śmierć zapomniałam! Gdyby nie Maria poszłabym nieprzygotowana.

J: No tak.. Super! :3 

M: Cr? A patrzaj jaki piękny telefon Samsung AC!

J: Śiczny, ale nasze cegły są wyjątkowe ;)

M: Tsaaa.. pa ja lecę na obiad. Baju ;*

No i na tym się skończyło. Teraz poszłam po książki z niemca i angielskiego, i zaczęłam się kuć. Kilka godzin później uszykowałąm sobie strój na w-f . Była to czarna bluzka z napisem ,,Fuck all" i krótkie spodenki. Zwykle ubierałam legginsy, ale teraz były brudne. Nienawidziłam odkrywania swoich nóg chociaż według większości były ,,cudowne", a chłopacy gwizdali na ich widok. Kiedy uszykowałam wszystko poszłam (znowu!) oglądać TV. Mamy jak zwykle jeszcze nie było. Podczas nauki minęło kilka godzin.. Wysłałam jej krótkiego sms'a.

DO mama:

Gdzie jesteś?!

Czekałam dosłownie sekunde i już mój telefon wydał z siebie dźwięki SciFi.

OD mama:

W biedronce. Zaraz będe Jagódko.

Odpisałam zwięźle.

DO mama:

Super *u* Tylko gdzie chodziłaś te kilka godzin?!

Odpowiedź

OD mama:

Byłam u cioci Zeni.

No miejmy nadzieję..  Zwinęłam się z łóżka i poszłam na górę do pokoju czytać książkę, a późną nocą (późnym rankiem) pójść spać....

 

Drr... Drr! Budzik rozdzierał się na cały głos w moim pokoju.

- Oj zamknij się skurwielu już wstaję.... - mamrotałam wrzucając budzik do szuflady. Tak jestem czasem zbyt leniwa. Doprowadziłam się do pożądku i ruszyłam do szkoły. W moim samochodzie puściłam Amfę na fula i jechałam. Po 5 albo 10 minutach dotarłam do szkoły. W szatni wymieniłam na szybko buty i poszłam na górę. Była dopiero 7:40, a tylko nieliczni uczniowie szwędali się po szkole. Ruszyłam w strone bardziej zaciemnionej części korytarza i wtedy usłyszałam ,,to"

- A jak ona się dowie? - usłyszałam żeński głos, który był urywny, a postać oddychałą szybko.

- Mam ją w nosie. - odpowiedział jakiś chłopak czy też mężczyzna. Po chwili usłyszałam chichoty i słowa typu ,,misiu" i ,,ale w szkole to nie wypada". Podeszłam bliżej, a widok tej dwójki zmroził mi krew w żyłach. Luna całowała się namiętnie z moim byłym - Dorrianem! Miałam ochotę wycofać się jak wiatr i mgła. Niezauważona. W tej chwili Luna odwróciła sie do mnie i zaśmiała szyderczo.

- Nie spodziewałaś się, co? Nie jestem taka cicha, grzeczna, święta i schowana w cieniu jakbyś chciała. - śmiech. - Może pora sobie coś wyjaśnić. Nie świecisz złotko, a ja mam ciebie dosyć. - rzuciła i kręcąc przesadnie tyłkiem pomaszerowała do Dorriana żeby się do niego przytulić i przesłać mi spojrzenie typu ,,spierdalaj. To moja zdobycz!" Dosłownie! Od Luny biła złość i nienawiść do mnie. Wycofałam się szybko, a para na nowo zaczęła się całować i śmiać ze mnie. Może to było dawno przed Sylwestrem. Ale w takim razie dlaczego Dorrian tak na mnie naskoczył w barze? Może chciał mieć dla siebie dwie. Jedna - proza życia. Druga - odskocznia i zabawka. Zapragnęłam natychmiast wtopić się w otoczenie, ale mi się nie udało. Zabrzmiał dzwonek i musiałam popędzić na lekcję... 

To już ostatnia lekcja, na której jest olimpiada. Usprawiedliwiłam się u nauczycieli, wzięłam swoje rzeczy i popędziłam do szatni. Przynajmniej panna idealna z bloków nie bierze w tym udziału. Wpadłam do szatni, a tam zastałam Marię, Marcelinę, Zytę i Gabryśkę. Przywitałam się z każdą z nich i zaczęłam się przebierać. Właśnie zakładałam bluzkę kiedy..

- Hej dziewczyny pani Merx prosi... - urwał Sylwester, a jego wzrok spoczął na mnie. Oczywiście nie byłam jeszcze do końca ubrana. Reszta podśmiechiwała się cicho, albo mamrotała ,,ale ciacho!" - O sorry.. Powinieniem pukać. Jeszcze raz sorki Jaga. - zaczerwienił sie i wyszedł, a ja opadłam na ławkę czując jak energia dosłownie ze mnie paruje. Weż się w garś, weź się w garść! Mówiłam do siebie i tak postanowiłam zrobić. Na olimpiadzie nie było źle. Wszyscy bawili się świetnie, a największe cyrki były z rozbitymi jajkami. Śmiałam się na cały głos z Zyty, ale przestałam czując na sobie spojrzenie ,,jego" czyli Sylwestra. Teraz pora na wręczanie dyplomów. 

- 1 miejsce 3 A!! - jak zwykle.. Przestałam słuchać, bo i tak zawsze ladujemy na ostatnim miejscu. Byłam mega szczęśliwa kiedy zabrzmiał dzwonek i mogliśmy rozejść się do domów. Ja jednak pojechałam nad ten pamiętny klif podumać i powspominać. Dojechałam po zaledwie paru minutach i wysiadłam z samochodu. Wiatr uderzył w moją twarz i uniósł do góry moje włosy. Przecisnełam się między krzakami i usiadłam na końcu klifu. Nogi zwisały mi nad przepaścią, ale nie bałam się. Bo czego? Nawet jeślibym spadła to śmierć byłaby krótka. Boże święty o czym ja myślę?! Dlaczego zrobiłeś ze mnie taki wyjątek, który kocha książki i ma przesrane, durne życie jak z komedii romantycznej? Łzy zaczęła mi spływać z oczu i skapywać na spodnie. Wiatr chciał jakby zmyć mi smutek z twarzy i pieścił ją delikatnymi podmuchami. Cholera jak Luna mogłami to zrobić?! A ta akcja w szatni.. Dobrze, że miałam stanik.. Zaczerwieniłam się na samą myśl o tym. Moje myśli jakby przywołały ,,wilka", bo ten począł zbliżać się w moim kierunku. 

- Czego chcesz?! - zapytałam łąmiącym się głosem. - Bawisz się mną i jak zgadne bawiłeś się też innymi. wszyscy jesteście tacy sami..  Nie podchodź, bo teraz na prawdę skoczę! - ostrzegłam. Ten dupek (którego niestety kocham choć sama się okłamuję, ze nie) usiadł kilka albo kilkanaście metrów dalej i nie mówił nic tylko wlepił wzrok w dal.

- Odpowiedz m! - panagliłam. Sylwester westchnął i począł swoją przemowę.

- Nigdy nie zrozumiesz, że ja cie naprawdę kocham? Nigdy tego nie zrozumiesz? Nie oszukuj się. 

- Znamy się raptem od mojego ,,wypadku" - wycedziłam i prychnęłam pogardliwie. - Śledziłeś mnie?

- Może tak, a teraz chodź i jedziemy do domu. - rzekł.

- Nigdzie nie jadę, a jak się tu zbliżysz to skoczę! Nawiasem mówiąc. Pewnie wtedy zadzwoniłbyś na policje albo coś, nie? Powiedziałbyś, że to jakaś psychopatka i nie zdołałeś jej zatrzymać, tak? Umyłbyś od wszystkiego ręce, co nie? - zapytałam choć nie wiem po co. Nogi miałamjak z ołowiu, a oczy szklane jak u jakiejś lalki bezwiednie spatrzone w przestrzeń.

- Skopczyłbym za tobą. Jeśli ty masz zginąć ja też. - odpowiedział choć spodziewałąm się, że mniw wyśmieje. 

- Mówisz tak tylko. Zabieraj się stąd, bo skoczę. - burknęłam i myślałam co z niego za palant, że mnie nachodzi.

- Nie odważysz się. - Te słowa zadźwięczały w moich uszach, a ja zignorowałam je i niebezpiecznie jeszcze bardziej wysunęłam się do krawędzi klifu.

- Nie znasz mnie. Nikt mnie nie zna. - Chlipałam, a całe ciało nerwowo dygotało. Może też troche z zimna, ale najwięcej z nerwów. Sylwester nie ustępował. W jego oczach czaił się żal i smutek. Pewnie myśli o mnie jak o jakimś plastiku, który podcina sobie żyły, bo nie stać go na buty.. Zbliżył się do mnie i podał mi ręke. Odtrąciłam ją i podciągnęłam kolana pod brode, następnie ukrywając w nich twarz. Ręce cały czas dygotały, a od karku po dół kręgosłupa przechodziły mnie dreszcze. Po chwili poczułam jakiś materiał na swoich ramionach. To była kurtka Sylwestra.

- I czego ode mnie chcesz? - zapytałam.

 

 

 

Teraz każdy rozdział będe kończyć tajemniczo, żebyście mogli się pomęczyć z wymyślaniem co napisze dalej ;)


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kolejne dni..

poniedziałek, 25 marca 2013 17:42

Podczas obiadu z mamą nieco się rozluźniłąm. Niestety napięcie wróciło kiedy zapytała.

- Płakałaś. Dlaczego? Nie kłąm widzę, że masz czerwone oczy.. - Wlepiłam w nią wściekłę spojrzenie. Nie miałam zamiaru jej odpowiadać. Niech sie zajmie swoim życiem. Ja swoje jakoś ułoże.

- No dlaczego? - ponaglała mnie. Zdenerwowana zacisnęłam ręce na krawędzi stołu aż zbielały mi kostki. Podniosłam się i odżuciłam.

- Dziękuje za obiad... A poza tym mam chyba moge mieć jakieś prywatne sprawy, co nie? - Jak najszybciej wbiegłam spowrotem do swojego pokoju i zakluczyłam drzwi. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że Lunatyczka cały czas pisze.. Miałam tam jakieś tysiąc pięćset sto dziewięćset wiadomości! 

J: Sory miałam obiad.. PA lece sie ogarnąć, bo jestem taka jakas.. Pa

Zatrzasnęłam komputer i wyciągnęłam się na całą szerokość łóżka. Wzrok wlepiłam w sufit. Z oczu płynęły łzy i spływały po szyi wprost na kołdre. Pomyśleć tylko, że taki tam szary Sylwester zniszczył mi życie.. On nie jest szary! Jest najprzystojniejszym facetem jakiego spotkałam! Oj zamknij się! Jeszcze raz dziękuje mojemu mózgowi za te upierdliwe ,,głosy" w głowie. Przez umysł przepływały mi tysiące obrazów. Przypomniałam sobie też ten pamiętny pocałunek... Pocałunek, który zniszczył wszystko...

- TAK MOŻESZ MIEĆ PRYWATNE SPRAWY. - Krzyknęła mama przez drzwi, a w jej głosie o dziwo nie słyszałam złości tylko.... Zrozumienie. Wskoczyłam pod kołdrę i zasnęłam cichutko jeszcze pochlipując i co jakiś czas łapczywie chwytając powietrze....

-Choler to już północ?! - zdziwiłam się. Zasnęłam twardym niedźwiedzim snem po obiedzie, a wstaję o 12 w nocy! Jak najszybciej wyplątałam się z kołdry i pobiegłam do biorka odrabiac lekcje..

-To odpowiedź a.. Tutaj a razy b równa się.... - dumałam pod nosem kończąc matmę.. Ale zaraz.. Jutro niedziela! 

- Ughrr... - zamarudziłam i powlokłam się do łóżka. Jednak nie mogłam spać. Uzupełniłam już energię..  Sięgnęłam z szafki nocnej książke ,,Nocna gwiazda" Noelki i wzięłam się za czytanie. Skończyłam około godziny 6 i spowrotem zasnęłam. Potem obudziłam się (obudziła mnie.) o 9.

- Jaga kościół! - krzyczała mama energicznie mną potrząsając. Jak tylko będe miała okazje odpłace jej za to. 

- Wiesz, że ja nie chodze? Modlę się w domu. - mruknęłam odtrącając jej ręke.

- Ale dziś, dziś! Jaga no! - nalegała mama.

- Mam 18 lat i to ja decyduję czy chodze czy nie! - żachnęłam się siadając na łóżku. Odłożyłam książke i latarkę na półkę nocną i wlepiłam mordercze spojrzenie w mamę.

- Niech ci będzie. A tata sie o tym dowie więc wiesz! - powiedziała rezygnując z namawiania mnie do pójścia do kościoła i wyszła w tej swojej super ,,biznesowej" miniówie. Ja się czasem zastanawiam czy ona nie zdradza taty.. Do pracy zawsze odpicowuje się jak stara pudernica i wraca super późno.. Odsunęłam od siebie te myśli i poszłam oglądać TV. Nalałam sobie mleka do miski ze Snoopym i wrzucając do niego Cornlakesy zdałam sobię sprawę, że nie przebrałam się wczoraj w piżamę i.. (FUJ!) nie wykąpałam się! Pobiegłam do pokoju i wzięłam z szafy miętową spudnicę maxi i czarną szeroką bluzkę. Wzięłam szybki prysznic i wróciłam do kuchnio-salonu. Zjadłam troche rozmięknięte płatki bezwiednie wgapiając się w ekran. Póki co leciała ,,Kawa czy herbata" i gotowali te pyszne potrawy.

- Cóż to za filozofia jak większość tych potraw tylko wrzucają na ogień już gotowe jedzenie i robią z siebie specjalistów. - mruknęłam i poszłam odstawić miskę. W tym samym czasie Nyra, Rothen i 5 inych kociąt bawiło się w salonie. kilka czarnych i szarych kotów czepiło się mojej spódnicy i prawie ją rozdarło.

- Ej! - krzyknęłam odczepiając maluchy od moich ubrań. - Nie wolno! Chcecie jeść? Choćcie. - powiedziałam i uzupełniłam ich miski. Dzień jak codzień. 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Cholerny ból

środa, 20 marca 2013 23:26

Nawet nie zauważyłam, że przeczytałam już 3/4 książek, które wypożyczyłam, a na dworze zmierzchało. Przetarłam oczy i dokończyłam ostatnią stronę jakiegoś nudnego romansu. Serce przeszywał ból, a o twarzy nawet nie chciałam myśleć. Odniosłam książki Kaśce, która pisała sms'y za biurkiem i rzuciłam ,,do zobaczenia!" Idąc przez zwykłe szare ulice, które teraz skąpane były w świetle wieczoru rozmyślałam nad zerwaniem. Nie było to oficjalne, ale no cóż.. JA wylałam na niego piwo, on chciał mie uderzyć. Czyny mówią chyba więcej niż słowa. Wyciągnęłam swój telefon i ze zdziwieniem uświadomiłam sobie, że jest już 20:00! Boże! Gdyby biblioteka była całodobowa pewnie siedziałabym tam bez przerwy! Cholercia... Byłam tam od południa do praktycznie samego końca dnia! Gdybym posiedziała dłużej bibliotekarki musiałyby mnie z tamtąd wygonić! Wystukałam krótkiego esa do Luny.

J: NK. Ważne!!

Po zaledwie kilku sekundach przyszła odpowiedź.

Od: Lunatyczka

Okej lece.. Co sie stało?

Byłam kilka metrów od domu, ale wysłałam jej jeszcze odpowiedź.

J: </3 zaraz wejde.

Przeskoczyłam po kilka schodków naraz i weszłąm do domu. Pierwsze co mnie zdziwiło to mama, która krzątałą sie przy garnkach.. Ohoho wygląda na to, że będe miałą prawdziwy obiad!

- Hej mamo... - powiedziałam cichutko i przemknełam do łazienki, wcześniej zdejmując buty i okrycie. Na szczęście nie wyglądałąm tak źle. Tylko oczy były mocno przekrwione. Obmyłam twarz zimną wodą i już miałam wychodzić, kiedy wskoczyła na mnie (z pralki?) mała kocica. Te pieszczochy rosły jak na drożdżach! Wzięłam w dłonie niesfornego kociaka uczepionego mojego sweterka.

- Skąd sie tu wziąłeś... wzięłaś? - spojrzałam na dolne partie (ha ha) kociaka. - wziąłeś... Hmm jak cie tu nazwać? - mówiłam do kotka (zbzikowałam na maksa!) idąc w stronę kuchni.  Podeszłam do framugi drzwi kuchennych i zagadałam do mamy.

-Ej jak mogłybyśmy nazwać tego kociaka? - podrapałam maleństwo za uszkiem, a ten złapał mój palecz swoimi malutkimi pazurkami. Mama oderwałą się od garów, spojrzała na kotka i odrzekła.

- Hmm... Ten z Gildii Magów.. jak mu tam.. Rothen ,co nie? - zapytała. - ten... mentor? - widząc, że kiwam głową na ,,tak" uśmiechnęła się i dodała. - myślę, że Rothen byłoby ok. - i wróciła do gotowania. Rothen.. W sumie to ładne imie.

-No to jak.. - uśmiechnęłam się do małej kuleczki. - Od dziś jesteś Rothen. MAsz być odważny, dobry i uczuciowy! - nakazywałam mu machając palcem. Wsadziłam do do legowiska i ze zdumieniem stwierdziłam, że Nyra wyniosła się w kąt, a na posłaniu baraszowały jej dzieciaczki. Uśmiechnełam się szeroko. Kotki są takie zabawne! Przynajmniej teraz nie myślałam, aż tak o Dorianie.. I Sylwestrze, którego... kocham? A także jednocześnie nienawidze. Mimo iż moje nogi robią się jak z waty i cała się rozpływam na jego widok nie mam teraz zamiaru szukać u niego pocieszenia. To przez niego! Myśli znowu do mnie wróciły, a łzy przeciskały się przez powieki. Wstałam i pomaszerowałam do pokoju z truden powstrzymując się od rozpłakania pełną gamą ,,wyć". Przemieżyłam schody i wbiegłam do pokoju zatrzaskując drzwi. Pozwoliłam słonym kropelkom spływać po mojej twarzy, a sama osunęłam się na ziemie i zaczęłam szlochać. 

- Ty idiotko!.. - łkałam. - Co ty narobii łaś?!... - szloch. Przez najbliższe 10 minut próbowałam opanować płacz. Kiedy mi się to udało (choc nie całkiem) wzięłam laptop z biurka i wpadłam na łóżko. Powitała mnie tapetka z postaciami z anime. Włączyłam Chrome i jak najszybciej weszłam na nk. Luna od razu do mnie napisała.

L: Co jest? D cie rzucił?!

J: No mniej więcej... To jak trójkąt miłosny...

Odpisałam. Ona pewnie nie wie nic o Sylwestrze i o ,,wypadku". I chwała niebiosom za to!

L: Dziewczyna?

J: Chłopak.. 

L: Jaki? Mi możesz powiedzieć wszystko.. Jaga ;)

J: Sylwester..

L: Nom jest taki seksi! :D

Ohoho każdy temat zejdzie na wygląd chłopaka.. Moja ,,sis" rozpisywała się teraz o tych jego włosach i oczach, a ja przyznawałam jej racje. W końcu zapytała..

L: Co zaszło?

J: Całowaliśmy się, a Dorian to widział... Oblałam dizś go piwem, bo chciał mnie pobić.. Dupek

L: No! Wreszcie przejżałaś na oczy!

Luna nie jest najlepsza w pocieszaniu, ale rozmowa z przyjaciółką to zawsze coś. Chwyciłam wielką poduszkę (kota oczywiście!) i mocno się w nia wtuliłam znów tłumiąc łzy. Cholera dlaczego to tak boli? Nie no muszę się zebrać w garść! Wytarłam oczy i poprawiłam je przy lusterku. Ledwie zdążyłam to zrobić, a mama zawołała z dołu.

- OBIAD!!!

No nareszcie ma wolny dzień i będzie tak jak kiedyś.. Tyle, ze bez taty.. On przyjedzie za jakiś miesiąc.

- LECĘ!! - odkrzyknęłam i zbiegłam na dół. Mama w kuchni wlewała rosół do półmisków, a koty bawiły się jej fartuchem.

- Wiesz, ze albo je wydasz, albo masz trzymać je z dala ode mnie? - mama spojrzała na mnie srogim wzrokiem i zaraz obie sie zaśmiałyśmy. Usiadłąm do stołu i odrzekłam.

- Przecież wiesz, że ich nie wydam - puściłam jej oczko i zabrałam się za obiad.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

,,Fala odbita od brzegu"

poniedziałek, 18 marca 2013 22:39

Ciepły promienie słońca wpadały przez okno muskając delikatnie moją twarz. Nareszcie weekend więc postanowiłam tradycją pospać jeszcze do 11 albo 12.. No ewentualnie 13! Przeciągnęłam się kilka razy i porządnie ziewnęłam. Czułam się super szczęśliwa, bo moja mózgownica jeszcze nie uświadomiła mi jak namieszałam w swoim zyciu. Po krótszej chwili jednak to do mnie wróciło. To jak pocałowałam Sylwestra i zajścia na wczorajszej dyskotece. Wspomnienia natarły jak fala odbita od brzegu i to z potrójną siłą. Moje powieki uniosły się, a spojrzenie wlepiłam w sufit. Rozpamiętując wszystkie swoje błędy wodziłam oczami od jednego do drugiego rogu. Od jednej ryski albo pęknięcia do drugiej. Cholera jasna nie mogę tak siedzieć. Poza tym mama chrapała w pokoju obok. Po nocce praktycznie cały dzień śpi więc nie ma sensu jej budzić i oznajmiać, ze wychodzę.. Wyskoczyłam z łóżka i podbiegłam do szafy. Wyciągnęłam sweterek w kolorze biskupiego różu (tak ja! Super emo girl!!) i jasne, wytarte jeansy. Założyłam to szybko i poszłam do łazienki doprowadzić się do ładu. Jak zwykle w lustrze zauważyłam wielką szopę, której się wystraszyłam. Wzięłam szczotkę i poczęłam rozplątywać moje kołtuny. To jednak tylko pogorszyło sprawę. Włosy ciągnęły do dłoni, szczotki i wszystkiego jak namagnetyzowane. Scisnęłam je mocno w kitce, a teraz poprawiałam niesforne kosmyki. Na oczy nałożyłam czarny, szary i biały cień. Podkreśliłam całość grubą warstwą tuszu i wyszłam z toalety. Do torebki wrzuciłam troche pieniędzy, telefon i mp4. Jak najciszej założyłam motocyklówke i buty, i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi i sprawdziłam czy przekręciłam wszystkie zamki. Po ,,inspekcji" ruszyłam do baru kilka domów dalej. Cieszyłam się, że jest tak blisko, bo wiatr dął niemiłosiernie i wchodził w każdy zakamarek. Weszłam do ciepłego pomieszczenia i ruszyłam do lady. Adam uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech (niestety nieszczerze).

- Hej J, co podać?

- Kufel piwa Adi. - Wskoczyłam na stołek barowy i omiotłam zaciemniony lokal spojrzeniem. Adam krzątał się przy lodówkach, a ja obserwowałam wchodzących klientów. Kiedy podchodził do mnie z kuflem, ja odruchowo sięgnęłam po portfel i wyciągnełam kasę.

- Na koszt firmy - uśmiechnął się i puścił mi oko. Ja próbowałam stawić opór, ale on uciszył mnie gestem ręki. Poddałam się i zaczęłam sączyć napój. Płyn rozżażył mi wnętrzności i poczułam wielce przyjemne ogarniające mnie ciepło. Rozkoszowałam się każdym małym łyczkiem i nie chciałam się przejmować tym ,,złem" mojego świata. Niestety ono uderzyło mnie teraz jak grom. Do baru wkroczył... Dorian! I widać był równie zdziwiony co ja, bo stanął jak wryty i pobladł. Zwykle w takiej chwili chwycilibyśmy się w objęcia, ale teraz co mnie od niego odpychało. Byłam zwykłą szmatą. Jakby nie wystarczył mi wtedy jeden kochający ja musiałam spotkać superprzystojnego Sylwestra.

- Jagoda... Musimy porozmawiać. - rzekł lodowatym tonem, który zmroził mi krew w żyłach. Krew odpłynęła mi z twarzy i stałam tam blada jak płótno z piwskiem w zastygłej dłoni. Podszedł kaałek i rzekł.

- Widziałem ciebie i Sylwestra. -Stało się! Nie będę kręcić powiem wszystko, a reszta należy do niego.

- No i? Rozumiem byłam idiotką i nie zaprzeczam. Coś jeszcze? - zdziwił mnie mój ton. Tworzył między nami coś w rodzaju ,,tarczy". Był zimny i władczy. Zupełnie do mnie nie podobny. Mojego ,,eks" (no bo heloł! Ktoby po zdradzie nadal chciał się ze mną umawiać?!) zaskoczyły moje słowa. Po chwili zaczerwienił się po uszy i chwycił mnie za nadgarstek z wielką siłą.

- I co?!?! To, że jesteś zwykłą..! - krzyczał mi w twarz i chyba chciał mi wymierzyć cios, ale odsunęłam się i wylałam na niego piwo.

- Człowieku! Facet, który podniesie ręke na dziewczyne nie jest godzien nawet pomagać jej nieść książki! To ty teraz pokazujesz jakim jesteś skurwielem! - cedziłam słowa przez zęby, a ludzie przyglądali się otrząsającemu Dorianowi. Uśmiechnęłam się ironicznie. Gnojek. Jeśli myśli, że bede za nim płakać to sie myli. Owszem było mi przykro. BYŁO! Do czasu jego okazania agresji. Dorian pokazał mi środkowy palec i wyszedł. Prychnęłam pogardliwie i poszłam przeprosić za bałagan Adama.

-Ej.. - zaczęłam. - Sorki za to zamieszanie. - uśmiechnęłam sie krzywo. - może ja już pójdę? - zapytałam. On tylko wzruszył ramionami i słodko sie zaśmiał. Cholera jasna kolejny chłopak zaczyna mi sie podobać. NIE! NIE! Wrzuciłam spory napiwek do słoika i wyszłam. Skierowałam się do bibliteki, której dyrektorką byłą moja ciocia - Liza. Pobiegłam tam jak najszybciej mogłam. W budynku powitała mnie Teresa i powiedziała. 

- Bierz co chcesz. - uśmiechnęła się promiennie. - Czytelnia też jest wolna. - Odpowiedziałam uśmiechem i wzięłam do ręki kilka romansów fanatstycznych. Rozsiadłam się w wygodnym fotelu i zagłębiłam się w lekturze połykając łzy.


Podziel się
oceń
4
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

DZIĘKI CI MARYNIU! BYŁA PYSZNA!! :D

czwartek, 14 marca 2013 20:12

Dziękuje Marysiu za czekoladkę ;) Nie musiałaś. ,,Uratowanie" twojego sweterka to dla mnie przyjemność ^^


Podziel się
oceń
4
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dyskoteka

środa, 13 marca 2013 23:48

NAPISANE PRZEZ WIERNĄ FANKĘ I KOLEŻANKE ZE SZKOŁY KSIĄŻKOWĄ MARIĘ K. ;3

Oki wyjaśniam po trochu ;) wątki dopisane przeze mnie będą pogrubione. Muszę nadrobić w pracy koleżanki kilka spraw :D

Zamknęłam drzwi i pobiegłam do pokoju szybko jak piorun. Serce waliło mi mocno, a twarz czerwona była od goraczki, ale i też od rumieńców, które wyszły kilka minut temu. Cholera jasna co ja robię?! Mam chłopaka. Coś ciągnie mnie do Sylwestra, ale znam go od raptem dwóch dni! Co ja idiotka narobiłam. Kiedy znowu przyjde do szkoły będe go ignorować, lub powiem mu coś co go do mnie zniechęci. Kur.. A jak ta sprawa wyjdzie na jaw?! No nic teraz pora na lekcje. Jestem szczęśliwa, że jutro piątek. Chociaż jeśli mi się nie poprawi stan zdrowia może zostanę w domu jak polecił mi Sylwester.. Podeszłam do biurka i zajęłam się jakże nudnym skrobaniem w zeszycie. W dodatku jutro dyskoteka! Nie mogę być chora! Najem się dzisiaj jakiś apapów i będzie ok. Spakowałam plecak i pobiegłam do pokoju, w którym mieściły się kotki. Dumna mama - Nyra przechadzała się po pokoju, a jej dzieci obrośnięte puchatym meszkiem chrapały sobie w posłaniu. Pogłaskałam kotkę po głowe, a ona zamruczała co mnie bardzo uspokoiło. Koty działają na mnie cudownie. Na innych ludzi też, o ile ludzie zrozumieją, że koty nie są czyjąś własnością tylko towarzyszem, którego nie mamy prawa przetrzymywać obok nas wbrew ich woli. Tak jestem świruską i mam hopla na punkcie kotów! Napełniłam miski moim ulubieńcom i poszłam do kuchni po codzienną karteczkę od mamy. Ta tym razem mnie przeraziła.

,,Sylwiński dzwonił. Mówi, że wyglądasz jakbyś miała gorączke! Jeśli do jutra nie opadnie ci do 36,7 (maksymalnie!) stopni to nici z dyskoteki! A teraz jak to przeczytałaś to brać leki i marsz do łóżka z termometrem!"

Mimo iż było to napisane czułam się jakbym słyszała jej kazanie tuż obok siebie. Zrobiłam jak mi kazała. Wzięłam cudowną, odprężającą kąpiel, której mi było potrzeba. Zanurzyłam się po szyję i relaksowałam w otoczeniu gorącego płynu. Skoro mam iść do łóżka to pooglądam sobie dziś anime. Może Kaichou wa maid-sama? Sukitte ii na yo? Mmm... Może Nanę? W głowie przewijała mi się cała lista różnych anime. A może wezmę się za Fairy Tail, które poleciła mi Tera? A może pomyślisz co zrobić ze swoimi chłoptasiami! Ta myśl oderzyła mnie tak mocno, że aż się wzdrygnęłam. Umyłam się i wskoczyłam w piżamę. Z kuchennej apteczki zabrałam 3/4 jej zawartości i powędrowałam do pokoju. Usadowiłam się wygodnie na łóżku z lapopem i włożyłam termometr pod pachę. Obejrzałam połowę odcinka 23 Kaichou wa maid-sama i sprawdziłam temperature... O cholera! 38,9 stopni Celsjusza! Wzięłam do ust gorzką tabletkę i popiłam ją wodą. Omal nie zwymiotowałam. Te tabletki były takie okropne! Ale jeśli mam być jutro zdrowa musze się pomęczyć! Chwilę później wypiłam syrop i oglądałam anime prawie do rana, bo i tak nie mogłam usnąć. Sen przyszedł do mnie dopiero o godzine 4:46 nad ranem. Zasnęłam z laptopem na kolanach i okładem na czole. Kilka godzin później obudził mnie śmiech mamy, który teraz rzadko słyszę..

- Ojoojo! - zaśmiała się tupiąc nogą. - Mówiłam ci żebyś odkładała laptop. Bajeczka była aż tak nudna? - Nie nazywaj anime bajeczką! - żachnęłam się. Przynajmniej nie mówi na to ,,chińskie gówno" i ,,CHIŃSKIE bajeczki". To byłoby wprost nie do zniesienia. Moje kolezanki (a raczej większość z nich, bo wyjątkiem jest Teru, Marcelina i Renata) nawet tego nie oglądały, a nazywają to gównem. - A poza tym mamo.. Czuje się już lepiej.. Mogę iść na dyskotekę? - zapytałam.

- Jasne - uśmiechneła się i puściła do mnie oczko. Teraz tylko znieść szkołę!

Po ciężkim, piątkowym dniu w szkole szłam do domu. Nie mogłam się doczekać, kiedy po całym tygodniu znowu będę mogła zasiąść przed komputerem i TV nie przejmując się tym, że nic nie umiem na jutro do szkoły.Cieszyłam się też, że nie było dziś Sylwestra. Nie wiem jakbym się zachowała w jego towarzystwie. Oficjalnie zdradziłam Doriana! Może jeśli będe oschła Sylwester (nieziemsko piękny Sylwester!) da sobie spokój. Postanowiłam się jednak nie przejmować tym aż do poniedziałku.. Kocham piątki. Przechodziłam już przez most, który znajduje się nieopodal mojego domu. W tej chwili przypomniała mi się rozmowa z Luną.
”Dyskoteka” pomyślałam. Na śmierć zapomniałam. Wahałam się, czy na nią iść…
Byłam w domu. Standardowo na blacie w kuchni obok mikrofalówki leżała karteczka, wypełniona przez mamę, wiadomo z jaką treścią: „Skarbie, dzisiaj muszę zostać na noc w pracy. Nie obraź się. Jutro zapewniam Cię, że spędzimy razem wieczór. Dziś możesz zaprosić na noc koleżanki”. Wtedy pomyślałam, że ona chyba się mną nie interesuje, więc na pewno nie zainteresuje ją to, że dzisiaj idę na imprezę na którą jednak zdecydowałam się iść, kiedy Luna napisała SMS „Wyszykowana? Za jakieś 2 godziny będę przed Twoimi drzwiami…baj ;*” Pośpiesznie wskoczyłam na piętro do mojego pokoju i gwałtownie otworzyłam szafę w której ku mojemu zaskoczeniu spał kot oblizując główki maleństw, ktore już powoli otwierały oczka. Ja poczęłam przewracać ubrania, zdejmować zwieszaków. Po chwili już wybrałam bluzkę z flagą USA, dżinsowoą koszulę z ćwiekami którą zamierzałam narzucić na T-HISRT i najzwyklejsze, trochę ciemniejsze od koszuli- dżinsy. Nie byłam laleczką Barbie, która siedząc 3h przed szafą nie wie w co się ubrać. Wtedy pozostało mi tylko nakarmić kota, lekko odkurzyć dom, czekać na Lunę a potem iść z nią na imprezę i dobrze się bawić. Podążaliśmy drogami znanymi nam już bardzo dobrze. Kleczew, nic się tu nie zmieniło. Stara bieda. Ci sami, dwulicowi ludzie. Oni są na całym, nędznym świecie. Przechodząc w tą i z powrotem co dzień do szkoły, ze szkoły, w te i nazat, widzę ciągle to samo pranie, wiszące na sznurkach przy balkonie ludzi z bloków. Osoby kupują te same produkty w sklepie. Tu każdy zna innych lepiej niż on zna siebie. To tu jest najgorsze. Fałszywe, nieprawdziwe, poniżające i doprowadzające to wielkich szkód i bólów wewnętrznych człowieka PLOTKI. Teraz jednak przez głowę przeleciała mi niechciana myśl. Też jestem dwulicowa! Zdradziłam Doriana! Odsunęłam to od siebie i szłam dalej Po paru minutach byłyśmy już w liceum. Sala trzęsła się od głośników puszczających muzykę na full. Nie mogę patrzeć na ludzi, którzy przychodza na dyskotekę i „podpierają ściany” . Zawadzają miejsce. Czy oni naprawdę nie umieją się bawić? Czy może ich tez doknęły plotki, że nie tak tańczy i gdy założy spódniczkę uda jej się trzęsą, bo jest przy tuszy? Czy to naprawdę jest najważniejsze. Te wszystkie myśli przeszły mi przez mysl w progu. Razem z Luną zdjęłyśmy kurtki i powiesiłyśmy je w szatni. Piosenki… tylko te co były na topie w tym czasie… inni chyba nie mają własnego zdania i kierują się otoczeniem. Co wieczór modliłam się, żeby nie zejśc na psy jak Ci ludzie i zawsze kiedy patrzyłam na nich. Może inni mnie nie rozumieją i maja mnie za błąd fabryczny, ale ja jestem z siebie zadowolona i nie przeszkadzało mi to, że się różnię. Chciałam sama przeżyć moje życie. Standardowo wszyscy pojawili się już na parkiecie kiedy w głośnikach grała piosenka „Gagnam Style”. Czy ktoś ją rozumie i wie jaki jest jej sens? Czy ona czegoś uczy? Nie. To były piosenki na topie których młodzież była zmuszona słuchać by być modnym. Czemu te myśli ogarnęły mnie wtedy, kiedy miałam się dobrze bawić? Westchnęłam. Po paru minutach rozerwałam się i przestałam o tym myśleć. Czułam, że impreza się uda. Wszyscy wyjątkowo mieli nienaganne humory, a to rzadkie w XXI, kiedy do wszystkich trzeba się dostosować. Rozglądałam się pare razy po sali, ale na szczęście chyba nie było tu ani Doriana, ani Sylwestra. Mogłam więc dobrze się bawić i nie przejmować ,,trójkątem miłosnym".  
-Aaa!?- ględziła zdziwiona Ludmiła. 
Nie rozumiałam jej zupełnie. Ludzie normalni nie podchodzą do innych i tak nie postępują. Dopiero Kaja która pobiegła za nią wytłumaczyła mi, o co jej chodzi.
-Słyszałaś już z Luną?- wtedy mówiła nieco tajemniczo i chwytając za moje ramię gwałtownie zaciągnęła mnie do łazienki dla dziewcząt- Jakiś chłopak powiedział pani Futerman, że w kiblu dla chłopaków znalazł...- teraz obejrzała się w lewo i w prawo, niczym na ulicy, by nikt nie słyszał- …znalazł prochy.
Wtedy zbliżyłam ucho do jej ust, by lepiej ją słyszeć. Byłam bardzo ciekawska a takie coś zdarzało się nieczęsto, a nawet bardzo rzadko. Po paru sekundach kiedy gromada moich koleżanek które właśnie mnie otoczyły by zdać mi relacje trochę ochłonęło, wyszło na jaw, że narkotyki znaleziono pod jednym z pisuarów. Dosłyszałam również, że w foli było całe 60 gram kokainy. To już podejrzewałam o fałszywe zeznania. Kto by wiedział tak szczegółowo o zdarzeniu które miało przebieg niespełna 10minut temu, na dodatek nikt nie chciał o tym mówić. 
-(Co? Dyrektorka tak powiedziała?)
-(Nie wierze)
-(Wszyscy? Zaczynam się bać…)
Takie słuchy dochodziły mnie, kiedy stałam z boku parkietu. Ci ludzie mówili głosem przerażonym…jakby… niepewnym… ząb nie sięgał zęba…Czemu? Przecież oni tego nie zrobili. W tym momencie przestałam się dziwić. Dowiedziałam się mianowicie, że każdy kto przybył na dyskotekę, będzie składał zeznania na policji. Śmiać się czy płakać? Oby to nie była prawda. Bo czemu niewinna młodzież miała by objeżdżać komisariaty!? Przez jedną osobę… niech ona ponosi za to konsekwencje… skąd możemy wiedzieć, że to nie był woźny? Skąd? Wywnioskowałam z tego, że to jest właśnie na świecie ta sprawiedliwość, której nie było, nie ma i nie będzie… Ale być może plotki są przesadzone i to wcale nie są prochy? Może jakiś bohor zabawił się w ,,dillera" sprzedając orenżadkę? Kurr... Kogo ja oszukuję! Coś podobnego zdarzyło się już w podstawówce kiedy znaleźli.. przerwatywę! Wtedy na szczęście dyrektorka nie odpytywałą wszystkich czy to nie oni i takie tam bzdety.. Ale teraz to poważna sprawa... Rozbolała mnie głowa. Na szybko pożegnałam się ze znajomymi i pojechałam do domu. Miałam dosyć tej nużącej gry jaką jest ,,zwykłe" szkolne życie. Codziennie jakieś konflikty.. A to to, a to tamto... To już jest nudne! Nie ma jednego zwykłego dnia... Moja klasa od zerówki była ,,najgorszą" i zawsze mogliśmy liczyć na ,,pomysłowość" chłopaków. Zaśmiałam się mimowolnie. Takie sprawy są u nas na porządku dziennym.


Podziel się
oceń
4
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zacieranie śladów

poniedziałek, 11 marca 2013 22:50

Kiedy dotarłam do domu wbiegłam do środka jak piorun. Zamknęłam drzwi i popędziłąm do kuchni. Mamy nie było. Podarłam karteluszkę z listem pożegnalnym na malutkie strzępki. Boże gdyby mama dowiedziałą się, że chciałam się zabić. Chociaż w sumie nie mam nic do roboty na tym świecie. Ale mimo wszystko.. Jestem wycieńczona, a nerwy szaleją. Musiałam wziąć leki na uspokojenie. Ostatnio biorę ich bardzo duzo. Boje się, że sie uzależnie. Umyłam się szybko i jak zwykle wskoczyłam do łóżka z laptopem.. Zaraz.. Trzeba nakarmić Nyrę. Ociężale wstałam i poszłam po karmę. Wsypałam jej pełną miskę (ten kocur za dużo żre!), a drugą napełniłam żywcem (wybredny kot, a kranówa nie dobra?!) Wróciłam do swojego ,,stanowiska" i jak głosiła tradycja wbiłam na nk. Już kiedy zobaczyłąm Lunę żałądek podszedł mi do gardła. Ona jednak (JEDNAK!) napisała do mnie coś miłego.

L: Hej :) Przperaszam. co u ciebie?

Ohoho nie ma się z kim dzidzia bawić? Trudno teraz jej wybacze. Choć czasem dawanie drugiej szansy jest jak danie komuś drugiej kuli, bo za pierwszym razem nie trafił. Jednak ta suka z bloków powinna cierpieć. Schowałam jednak dumę w kieszeń i wybaczyłam jej.

J: Hej. Nudy. Przeprosiny przyjęte.

L: Jesteś zła? Dlaczego?!

O jak cudownie! Nie napisałam emotikonki, a ta już.. Trudno. Taki to urok Luny. Czasem bezczelnej i nie do zniesienia, ale zwykle miłej i radosnej. Popisałyśmy sobie przez chwilkę, a potem wyłączyłąm laptop i zajęłam sie czytaniem ,,Mroczny Płomień". Minęła godzina ewentualnie 2 kiedy zmorzył mnie sen. Sen był jednak niespokojny. Przez praktycznie cały cza śnił mi się ten chłopak, który uratował mnie od skku z klifu. Kim on jest i jakie jest jego zadanie w moim życiu? Wydaje mi się jakbym go już znała. Czy to możliwe, że człowiek rodzi się raz po raz i jego losy przecinają się cały czas z losami tych samych osób pod innymi wcieleniami, aby wkońcu coś zrozumieć? Niespokojnie wierciłam się w łóżku podczas gdy moja podświadomość ilustrowała tego chłopaka szydzącego z mojej głupoty. Obudziłam się o pierwszej w nocy zlana potem. Przytknełam swoją ręke do czołą. Było strasznie gorące. Co ja ze sobą robię? Właśnie pogodziłam się z przyjaciółką, a moja kochana głowa napędza mi depresję myślami o jakimś chłopaku. W sumie to może on wykorzystać moje słabości i mnie szantarzować! Wzięłam tabletki nasenne i uspokajające i zasnęłam. Obudziłam się o godzinie 7. Mimo snu czułam się bardziej wycieńczona niż kiedykolwiek. Nadal miałam gorączke, ale nie mogę opuścić szkoły! Wygramoliłam się z łóżka i sennym krokiem poszłam po moje najbliższe przyjaciółki - tabletki. Łyknęłam jedną na gorączke  i poszłam do pokoju. Nie miałam najmniejszej ochoty iść.. Chociaż jest już czwartek. Ubrałam czarny sweter i jeansy. Na nogi założyłam balerinki w stylu księżniczki mroku. Rozczesałam swoje potargane i napuszone włosy (cholera muszę je obciąć!) i wyszłam. Zamknęłam drzwi i szłam przez jakieś dziesięć minut kiedy..

-Kurna! Plecak! - pędem puściłam się do domu. Ludzie widząc mnie uśmiechali się pod nosem. Zaczepiło mnie kilku chłopaków, ale miałam to w nosie. Kiedy upewniłam sie, że mam wszystko jeszcze szybciej pobiegłam w strone szkoły. Dotarłam dosłownie przed ostatnim dzwonkiem i ledwie, ledwie zdążyłam się przebrać.. Kolejne nudne lekcje mijały bardzo dłuugo. Uff teraz w-f wkońcu sobie odpocznę... Jednak los znowu się ze mną bawił. Lekcje mieliśmy z sasiednią klasą, do której (dowiedziałam się o tym dopiero na wuefie) chodził ten chłopak. Kiedy zobaczyłam go przed szatniami ten dureń uśmiechnał się do mnie. Wzburzony wmaszerowałam do szatni damskiej i z hukiem rzuciłam torbę na ławkę.

- Jagoda.. Co ci? - dopytywała się Luna. Ja zdobyłam się na milutki uśmieszek i wycedziłąm przez zeby.

- Nic.. Myślę po prostu, że dzisiaj na wuefie będzie coś trudnego, a jestem bardzo zmęczona - Wyszło mi to całkiem ,,Kire" i ,,Kawai", bo usłyszałam potem szepty koleżanek, że ja zawsze taka miła, śliczna i radosna. Prychnęłam pogardliwie. Gdyby widziały mnie kiedykolwiek w domu.. Pan Sylwiński powiedział to i owo, a następnie wysłał na rozgrzewkę wspólnie (WSPÓLNIE!) z klasą trzecią A. Oczywiście musieliśmy biegać po kilka okrążeń. Byłam naprawde zmęczona, a goraczka dokuczała mi coraz bardziej. Pulsujący ból w głowie nasilał się i już nie mogłam wytrzymać. Przed oczami miałam gęstą mgłę, a kończyny odmawiały posłuszeństwa. Jeszcze chwila i porządnie łupnęłabym głową o podłogę hali gdyby nie... Piwnooki wybawca.. Straciłam na jakiś czas przytomność i wyniesiono mnie na dwór. Kiedy się ocuciłam pochylali się nade mną kolejno blondaś, pielęgniarka i nauczyciel wuefu. Na czole miałam jakiś mokry ręcznik. Zrzuciłam go z siebie i ku zaskoczeniu całej ekipy wyskoczyłam z ławki, na której mnie położono. Zachwiałam się lekko i pielęgniarka musiała chwycić mnie pod ramiona. Fuknęłam porządnie i weszłam do szkoły nie zwarzając na protesty reszty. Kiedy weszłam na salę uśmiechnęłam się do koleżanek i jakgdyby nigdy nic truchtałam wolniej niż reszta z klasą. Pielęgniarka najwyraźniej się oburzyła i poszła do gabinetu. Niestety dwoch facetów (w tym jeden, który zna moją słabą psychikę!) złapało mnie przy trzecim okrążeniu.

- Jagoda na pewno źle się czujesz. Jesteś cała czerwona! Sylwester zaprowadzi cie do pielęgniarki! - rozkazał nauczyciel, a ja tylko potrzasnęłam głową co go bardzo zdenerwowało. Sylwestra najwyraźniej bawiła ta cała sytuacja, bo podśmiewał się cichutko. Niestety, ale nie mogę zaprzeczyć, że jest nieziemsko przystojny. Te rozczochrane blond włosy i egzotyczne piwne oczy. Na dodatek przy każdym uśmiechu odsłania idealne zeby i w jego policzkach tworzą się słodkie dołeczki.. HEJ! Ja mam chłopaka! Tylko czy mój Dorian nie wymięka przy takim ,,maczo"? Kiedy ja myślami tkwiłam przy idealnych wargach nauczyciel prawił mi lekcję.

- Bez słowa nie! - bla bla bla... Jaki on nudny - Idź chociaż na przegląd! - Pff... Westchnęłam i zgodziłam się tylko (TYLKO!) na to. Z Sylwestrem szliśmy w milczeniu. Po kilku minutach jednak przemogłam się i odezwałąm.

- Sylwester.. Ja.. Dziękuje za wtedy - uśmiechnęłam się niemrawo.

- Nie ma za co. - Odpowiedział z uśmiechem - Nie pozwoliłbym na to takiej ślicznej dziewczynie.  - Moja twarz oblała się rumieńcem. Pewnie tylko tak mówi. Tylko. Za zakrętem był już gabinet pielęgniarki. Teraz stanęłam w miejscu i nie zamierzałam się ruszyć. Sylwester bezskutecznie mnie ciągnął, pchał i narzekał.

- Wiesz co to jest wzorowa frekfencja? - zapytałam się.

- A wiesz co to zdrowie? - droczył się chłopak.

- Tak. Okeej mam goraczke, ale nie mogę zawalić szkoły! To już czwartek no! - Byłam nieznośna, a ten idiota tylko się śmiał. Jeszcze raz bezskutecznie spróbował mnie przekonać i wkońcu się poddał.

- I jak to wytłumaczysz Sylwińskiemu?

- Powiem, że jej nie było. Proste - i nie czekając na odpowiedź pomaszerowałam w stronę hali, a on pobiegł za mną.

- Będziesz mnie szantażować? - zapytałam z irytacją.

- Czym?

- Próbą samobójstwa jakbyś nie wiedział. - Do moich oczu napłynęły łzy. Byłam wyczerpana fizycznie i psychicznie. Czego on może ode mnie chcieć? On zdziwił się nieco jednak już po chwili podszedł do mnie z husteczką. Chwyciłam ją i otarłam oczy. Usiadłam na szkolnej ławce i cicho łkałam. Poczerwieniałam teraz jeszcze bardziej. Płakałam kilka minut, a Sylwester siedział spokojnie obok mnie. Kiedy się uspokoiłam powiedział do mnie następujące słowa.

- Nie mogłbym cie szantażować. Możesz iść? Czy może chcesz jeszcze się zawrócić do lekarki?

- Idę na wuef - otarłam ostatnie łzy i energicznie ruszyłam w stronę sali. Pościgałam się trochę z Sylwestrem i teraz ora na tłumaczenie się panu Sylwińskiemu.

- I co powiedziała pani pielęgniarka?

- Nie było jej proszę pana. - Łgałam i dobrze mi to wychodziło - Staliśmy tam z Sylwestrem kilka minut, ale nie wracała. Mogę wrócić do ćwiczeń?

- Idź po piłkę.. - westchnął.

Pozostałe lekcje spędziłam na udawaniu, że czuje się wspaniale i jestem czerwona po wuefie. Nareszcie upragniony dzwonek! Porwałąm plecak i wymamrotałam Aufviederzehn! przez drzwi.

- L idziesz na pieszo? - zapytałam przyjaciółkę.

- Nie, nie Jaga.. Mama po mnie przyjeżdża. Pa! - rzuciła i pobiegła czym prędzej do szatni. Ja ruszyłam zaraz za nią. Szatnia była strasznie zatłoczona. Poczekałam, aż większość wyjdzie. Dopiero potem ubrałam glany i kurtkę motocyklówkę. Nareszcie wolna! Sprawdziłam czy mam wszystko w plecaku i wyszłam. Chłodne wiosenne powietrze uderzyło mnie w twarz. Kaszlnęłam kilka razy i ruszyłam w stronę domu. Ptaki śpiewały słodko, drzewa szeleściły niby tajemniczo. I na końcu ja - malutka, chora istotka. Włożyłam do uszu słuchawki i włączyłam jakiś taki ,,życiowy" rap. Szłam tak przez chwilę, ale...

- Idiotką jesteś?! - usłyszałam i poczułam, że ktoś wciska mi czapkę na głowę. Odwróciłam się i uśmiechnęłam szeroko na widok Sylwestra. - I tak już jesteś chora!

- A nie boisz się, że cie zarażę? - zapytałam wyciągając słuchawki z uszu. - Zabierz czapkę dam sobie radę - powiedziałam i spróbowałam ściągnąć czapkę, ale pan bohater przytrzymał mi dłonie chwytając za nadgarstki.

- Proszę tylko w drodze do domu. Jagoda jesteś chora! - Moje imię w jego wykonaniu było jakieś takie ładniejsze, magicznie brzmiące. Jego oczy wpatrywały sie we mnie z troską. Chętnie zanurzyłabym się w tej piwnej otchłani. Jeszcze chętniej zasmakowałabym jego pełnych ust. Tylko, że ja mam chłopaka. Zarumieniłam się i zganiłam w myślach. Opuściłam ręce i potaknęłam nie mogąc zdobyć się na słowa.

- Daleko mieszkasz? - zapytał.

- A co cie to obchodzi?! - zdziwiłam się. - Pewnie teraz jesteś super szczęśliwy i nabijasz się z tak słabej istoty jak ja.. Tak? Boisz się, że w drodze do domu zrobie sobie coś?! Że jestem największą psycholką?! - i znowu łzy. Sylwester otworzył szeroko oczy i już po chwili otoczył mnie ramieniem.

- Nie. Nie nabijam się z ciebie. Podziwiam cie - wyszeptał mi do ucha. Nie chciało mi się już udawać. Zadurzyłam się w kimś innym niż Dorianie. Wtuliłam się w niego i łkałam cichutko. On pieszczotliwie gładził mnie po głowie. Podniosłam na niego wzrok, a on jak zwykle uśmiechnął się. Pochylił się ku mnie i nasze usta się spotkały. Splotliśmy nasze ciepłe wargi i ssaliśmy je delikatnie. Teraz potrzebowałam kogoś kto mi pomoże i mnie zrozumie. Dorrian od kilku dni nie zwracał na mnie uwagi. Zatopiłam się w pełnych wargach Sylwestra i chciałam żeby to trwało wieczność. Jednak po chwili oderwaliśmy się od siebie. Byłam bardzo zawiedziona, że to tak szybko sie skończyło i on chyba też. Nie odzywałam się. Sylwester też. Między nami panowała cisza, a tyle chcieliśmy powiedzieć.

- Kocham cię. - powiedział, a te dwa słowa na zawsze zostały wyryte w moim sercu. - Proszę jak będziesz się źle czuła nie idź do szkoły.

- Ja ciebie też kocham. Mimo, że znamy się zaledwie dwa dni. A do szkoły będe chodziła. Muszę. Aby oglądać cię codziennie. - dokończyłam i uśmiechnęłam się półgębkiem. - Już niedaleko jest mój dom. Dzięki za cza... - ale nie zdołałam dokończyć.

- Oddasz mi kiedy przyjdziesz do szkoły. Do jutra Jaga.. - i odszedł w przeciwnym kierunku. Boże on chyba mieszka za szkołą. Po co szedł tu za mną? Pobiegłam pędem do domu.


Podziel się
oceń
5
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kolejne dni..

środa, 06 marca 2013 22:48

Dzisiejszy dzień szkoły to yła masakra! Totalnie na każdym kroku Luna podkłądała mi nogi, a Maria.. Maria na szczęście nie i co więcej pisał ze mną chociaż karteczki. Nie spotkałam też w szkolę Doriana więc raczej mój bohater został w domu z obitą głową. Przykro.. Teraz kiedy wracałam ze szkoły i byłam świadoma, ze jutro już czwartek serce mi się radowało,a dziś..ziś mam wszystkiego dosyć i posiedze w domu.. Pewnie wyszłabym z Luną, która ,,straciła" kolejnego chłopaka, ale kiedy dowiedziałam się jaka jest fałszywa... Szkoda gadać. Sylwetka mojego domu zaczęła się majaczyć na tle nieba. Niedługo wiosna... Już słyszę jak ptaki świergolą słodko nad moją głową. Kiedyś sprawiałoby mi to radość, a dziś tylko mnie przygnębia. Wszystko jest takie słodkie, miłe, przyjazne... A ja jestem wybrakowana, niepasujący element puzzli, błąd fabryczny! Czym prędzej wbiegłam po schodach do domu, bo czułam napływające mi do oczu łzy. Po wejściu do domu natychmiast poszłam do kuchni odczytać kolejny list od mamy.

,, Będe w pracy na noc. Baw się dobrze. Pieniądze tam gdzie zawsze"

Cóż równie dobrze mogłabym mieszkać sama.. Mamy prawie nigdy nie ma. Czasem ma nocki, a czasem... Bóg wie co ona tam robi. Podeszłam do szafki i jak głosił zwyczaj wyciągnęłam zupkę. Dziwie się, że jestem taka chuda (bo w podstawówce byłam strasznie szeroka i miała z tego powodu kompleksy), a codzienna dieta to zupka, tosty i Laysy. Wstawiłam wodę i poszłam napełnić miskę Nyry.. Kiciałam na nią kilkanaście minut, ale nie przychodziła. Zdenerwowana poszłam jej szukać. Po jakimś czasie usłyszałam mruczenie i miauczenie z szafy. Podeszłąm tam i otworzyłam szafkę, a w środku... Już wiem czemu to kocisko było takie spasione! Kiedy w ogóle ona? Tetete.. Sen! A jednak nie.. Pewnie jak mama wywaliła ją po tej akcji z zasikaną kanapą. Mniejsza to.. Przede mną leżała dumna z siebie Nyra i sześć małych, łysych kociątek..

- I myślisz, że ja was będe karmiła? - westchnęłam,a ona jak na złość zamruczała głośno i słodziutko przechyliła główkę. Podrapałam tego urwisa za uchem i przyniosłam jej dużo wody.. Najgorsze jest to, że okociła siena naszym najlepszym ręczniku! Ajajaj... Kiedy moja kotka piła ja uszykowałam jej wygodne legowisko w koszyczku, w którym miała spać jak ją kupiłam. Ona jednak od pierwszych dni wdrapywała się do mojego łóżka i spała.. No cóż zwykle na mojej głowie. Nie wiedziałam czy mam zrobić coś jeszcze więc zostawiąłm ją tak jak jest. Pobiegłam szybko do kuchni i wyłączyłąm wściekle wyjący czajnik. Napełniłam sobie kubek i poszłam po salonu. Włączyłam laptop i wbiłam na nk. Aktywni byli.. Luna (bleah!), Marika, Maria i Ludmiła. Włączyłam okienko rozmowy z Ludmiłą, ale oczywiście panna idealna Luna zdążyła napisać do mnie ze swoimi odzywkami szatana z samego dna piekieł.

L: Uuu Co dziś nie miałaś z kim wyjść i ofiara została w domciu? Aziuziu..

Cholera jasna! Miałam dosyć tej zadziornej mieszkanki blokowiska. Oficjalnie znienawidziłąm ją i uważam, że zmarnowała mi dosyć życia! Nic nie odpisując napisał do Ludmiły.

J: Hej

L: Sorry musze spadać. Pa ;)

Oho.. Czy to przypadek czy księżniczka mroku w tym mieszała?.. Hmm.. Mniejsza to. Do aktywnych dołączyła Tera.. Może do niej napiszę.

J: Hej ;)

T: Hej.. Co u cb?

J: A nic.. Co tam za anime ostatnio oglądasz?

T: Różnee.. Dużo ich uwierz ;) A mam nowa mangę. Fajny romans. Dwa tomy ^^ Pożyczyć ci?

J: Jasne :D Bardzo chętnie przeczytam ;3

T: Oki ja musze spadać, bo mama woła na kolacje. Baju ;**

Przynajmniej z nią sobie popisałam. Ona przynajmniej ma mamę zawsze przy sobie.. I prawdziwą rodzinną kolację.. Zachciało mi się płakać. Wtuliłam się w poduszkę i wrzeszczałam jak opętana. Moje życie nie miało sensu,a nadto byłam wybrakowanym modelem. Nie umiałam jeździć na rolkach. Czytałam książki. Nienawidze jakiś 1D i JB, ale tego chyba nikt nie lubi. Nie wiem co to za zespół Green Day i inne takie. Jestem szóstkowiczką i nudziarzem. W tej sytuacji moge tylko płakać. Kiedy się uspokoiłam wypiłam do końca zupkę i poszłam na małą drzemkę. Niestety nie pospałam sobie długo bo męczyły mnie koszmary i bolała mnie głowa. Czułam się winna wszystkiemu co jest złego na świecie. Chociaż to nie moja wina. Budziłąm się zlana potem i płakałam z bezradności w tej głupiej sytuacji życiowej. Praktycznie nie mam mamy, kolezanki (o ile moge tak je nazwać) mnie olewają, chłopak siedzi w domu z rozbita głową. Miałąm tego dosyć. Byłam spięta, podenerwowana, a głową miotały straszne bóle. Czym predzej poszłam do kuchni wziąć coś z szafki na lekarstwa. Idac zataczałam się lekko. Przepłakałam chyba całe popołudnie, a koszmary były okropne. Wzięłam apap i coś na uspokojenie. Podeszłam do obszernego lustra w przedpokoju. Kiedy na siebie spojrzałam wystraszyłam się. Byłam cała czerwona, oczy spuchnięte. Moja bluzka przykleiła się całkowicie do ciała. Była po prostu mokra od potu! Nigdy nie czułam sie tak okropnie.. Kurna..  Wszystko mi wisi. podbieglam do lodówki i wyciągnęłam butelkę piwa. Cholera wiem, że to nie pomoże, ale przynajmniej upije swoje smutki. Taak.. tak mam 19 lat dla waszej informacji! Poszłam do pokoju i odkorkowałam na szybko butelkę. Wzięłam kilka potęznych łyków, a płyn rozgrzał moje wnętrzności. Piłam coraz więcej.. W.. Gdzieś miałam to, że chyba mam problemy ze sobą! Nie miałąm nawet nikogo kto by mnie ochrobnił. Nie chce już żyć. Taty ani mamy nie ma. Przyjaciele to wrogowie. Wypiłam butelkę do końca i poszłam po mojego srebrnego jeepa. Zamknęłam dom, ale zaraz się wróciłam. Przed moim ostatnim wyjazdem napiszę coś dla mamy. Wzięłam świstek papieru i wyskrobałam tam cienkopisem liścik, który natychmiast poplamił się łzami.

,, Mamo. 

Nie moge tak dłużej żyć. Kocham cie Jadzia"

Teraz wszystko załatwione. Wsiadłam do auta i pojechałam do sporego klifu (na terenach kopalnianych). Wyrwa w ziemi była głęboka na kilkaset metrów. Wystarczajaco żeby umrzeć od upadku. Podeszłąm do krawędzi. Przesunęłam kawałeczek nogę. Wiatr targał moje włosy i chwytał za ubrania niby mówiąc ,,zostań". Ja nie zamierzałam zostać. Wziełąm głęboki wdech i wystawiłam nogę. Już spadałam kiedy ktoś chwycił mnie za brzuch.

- Nie rób tego! - wrzasnął jakiś.. Obejrzałam sie za siebie. Przystojny mniejwięcej 20 letni blondyn, o pięknych piwnych oczach. Chcwycił mnie mocniej i odprowadził od przepaści.

- Idiotką jesteś? - zapytał. - Co ty sobie chciałaś zrobić? Ej.. Dobrze sie czujesz?! - zapytał widząc, że odpływam. Dzisiejszy dzień całkowicie mnie wykończył. Zasnęłam w objęciach nieznajomego faceta. Faceta, który ocalił mnie od zrobienia głupstwa.. Obudziłam się w jakimś samochodzie przykryta kocem. Sennie otworzyłam oczy i zauważyłam tego blondyna na siedzeniu obok. Usmiechnął się i zapytał.

- Czujesz sie już dobrze? Odwieźć cie do domu? - nie wiem dlaczego ten facet tak sie o mnie troszczył. Ile godzin minęło? Zrzuciłąm z siebie koc i bez słowa porzegnania pognałam do jeepa. Jak mogłam mu zasnąć w ramionach?! Kurna... Ja pier.. Jestem jakaś idiotką! Chłopak krzyczał coś z tyłu, ale ja nie słuchałam. Wsiadłam do auta i miałam odpalać kiedy ten palant wleciał przed maskę. Zirytowana otworzyłam drzwi.

- Spierdalaj z łaski swojej okej? Dzięki za pomoc. Nie jestem małą dziewczynką. Spiepszaj albo cie rozjade. - Z hukiem zatrzasnełam drzwi i odpaliłam silnik. Warkot ten jednak nie ruszył z miejsca piwnookiego gościa. A w dupie go mam. Ruszyłam, a on jednak rozsądnie odskoczył i kręcił głową z uśmiechem. Spojrzałam na zeharek w radiu.. 21:54.. Okej nie tak źle.. Chociaż troszke tam sobie pospałam. Dupek. Ja naprawdę mam dosyć życia w tym fałszywym wymiarze. Najchętniej teraz ruszyłabym w stronę tego klifu, ale nie. A tak ogółem rzecz biorac. Skąd sie wziął ten młodociany bohater? Myśli o nim towarzyszyły mi aż do domu..


Podziel się
oceń
5
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kłótnia, która niszczy wszystko

poniedziałek, 04 marca 2013 22:24

Zdenerwowana gdy dowiedziałam sie co o mnie myśli i mówi Luna natychmiast do niej napisałam.

J: Jak mogłaś udawać przyjaciółkę przez tyle lat i mówić takie świństwa za moimi plecami?!!?!

L: O co ci chodzi?

J: O co? O twoje słowa kierowane na mnie typu grubaśnica! Spieprzyłaś mi życie!!

L: O co ci w ogóle chodzi?!! Nic takiego nie mówiłam! Kto ci to powiedział?

J: Gówno cie to!

i przestałam z nią pisać. Zalałam się gorzkimi łzami. Jak śmiała po tylu latach przyjaźni tak na mnie mówić? Najgorsze jest to, że kiedy mówi o mnie grubaśnica przypomina mi się podstawówka i mój wielki brzuch. Teraz jestem raczej chuda, ale te wspomnienia natarły jak fala odbita od brzegu. Do moich nóg podeszła Nyra i wskoczyła mi na kolana. Zaczęłam ją głaskać i przez łzy mówić.

- O maleńka! Mam tylko ciebie. Ludzie jak i cały świat są fałszywi!!... - Kotka zlizywała łzy z moich policzków, a ja nieco się uspokoiłam. Otarłam oczy dłonią i poszłam się myć. Nalałam sobie pełną wanne goracej wody. Zrzuciłam z siebie ubrania i wskoczyłąm do wanny. Ciepło działało na mnie kojąco, gdy nagle pojawiła się myśl. A jeśliby tak wejść pod wodę całkowicie i zniknąć z tego świata? Zero cierpien, bólu... Wzięłam kilka głębokich oddechów i zamoczyłam głowę. Miałam jeszce powietrze i teraz właśnie myślałam od czego odejdę. Kiedy nagle uderzyła mnie masa szczęśliwych wspomnień z przyjaciółmi, Luną, Dorianem i.. Ostatkiem sił, bo oddechu zaczynało mi brakowac wynurzyłam się nad powierzchnie wody. Oddychałam szybko i myślałam co chciałam zrobić.  Moje pomysły zawsze były dziwne, ale ten to była zgroza. Umyłam się szybko, spłukałam włosy i wyszłam z wanny. Wytarłąm się starannie i narzuciłam ręcznik na głowę robiąc tak zwany ,,turban". Ubrałam swoją piżamę z Kubusiem Puchatkiem i powędrowałam do pokoju. Wziełam laptop i wskoczyłam na łóżko. Luna niedostępna, Marika też... O! Dorian jest.

J: Hej :) Jak głowa?

D: W porządku.. Co to byli za kolesie?

J: Dresy.. Przyszli do mnie jak robiłam triki na rampach.

D: Co u ciebie? Jak minął dzień?

Hmm jakby to określić... Prawie umarłam! Ale zamiast tego napisałam.

J: Bez szalństw :)

Pisaliśmy ze sobą jescze do godziny 1 w nocy i Dorian zszedł. Ja zostałam jescze trochę aż wkońcu zmorzył mnie sen... Rano obudziłam się już o 5:30 i wstałam żeby zobaczyc czy jest mama. Zastałam ją w salonie pijącą kawę i sennie spogladającą w telewizor.

- Mamo! - ucieszyłam się, że złapałam ją przed pracą. - Jak sen?

- A jak ty bys spała trzy godziny to jak? - odrzuciła i dodała - źle.

- Za dużo się przemęczasz! - nalegałam - weź urlop. - mama zgromiła mnie spojrzeniem i dała kolejny superdługi wykład na temat ,,A kto według ciebie utrzymuje dom?!" Ekhem.. No nie chce nic mówić, ale raczej tata. I moja kochana mamusia jak mi się wydaje po pracy lata z koleżaneczkami po dyskotekach. Nigdy nie pomyślałabym, że jakas 30 latka może prowadzić taki tryb życia.. No oprócz mojej mamy. Kiedy marudziła ja cały czas przytakiwałąm i wkońcu wyrwałam się mówiąc.

- Musze sie szykować.. Niedługo szkoła. - i wybiegłam z pokoju. Kiedy znalazłam się w moim natychmiats podbiegłam do szafy. Otworzyłam ją na oścież i po przeszukaniu kilku półek wybrałam białą bluzkę z odwróconym krzyżem i spodnie w krate. Przberałam sie w to z piżamy i zaczęłam szukac dodatków. Wyjęłam bransoletkę z kolcami, kolczyki pająki i wisiorek z... tak też pająkiem. Mimo, że nie byłam emo, metalowcem ani nic w tym stylu to lubiłam takie ubrania. Kiedy zapięłam naszyjnik ze zdziwieniem stwierdziłam, że  już 6:00. Teraz pora na poszukiwania butów. W międzyczasie mama wyszła do pracy,a ja niby ubierałam trampki. Kiedy jednak wyszła założyłam glany. Moja mama nie lubiła mojego stylu ubierania się i zawsze kręciła nosem widząc mnie w dziurawych spodniach,albo glanach. Niech sie cieszy, że nie jestem plastikową Barbie niczym Steavie. Teraz pora na czesanie. Wyciągnęłam szczotkę z kosmetyczki i zaczęłam katować moje włosy. Rozczesałam je i... i tak już zostało. Nie lubiłam wymyślnych fryzur. Najchętniej to teraz obcięłabym je na krótko. Całkowicie. No mniejsza to. Zakończyłam męke, chwyciłam plecak i książki, i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi i natychmiast włożyłam słuchawki do uszu. Na mojej starej mp4 włączyłam ,,My heart will go on". Tak. Tak lubiłam te smęty i nic innym do tego. Ruszyłam nierównym chodnikiem, aby znowu znaleźć się w zatłoczonym liceum. Uczyłam się dobrze. Wręcz doskonale, ale nie lubiłam ludzi, którzy tam chodzili. Wszyscy byli fałszywi i niewarto im było ufać. Wcisnęłam słuchawki jeszcze głębiej do uszu i nastawiłąm na full. Po drodze widziałam kilka typowych ,,Barbie", które gorąco o mnie plotkowały. No zaje... poprostu. Nie można być sobą tylko trzeba być jak inni, tak? Nie mam zamiaru paradować w skąpych strojach tylko po to, żeby być ,,słit", ,,cool".  Przeszłąm między sporowymi domami i dotarłam do przejścia. Kolejna myśl samobójcza. Hej... Zostaw ziemię i fałszywych ludzi. Tamten samochód jedzie szybko. Nie będzie bolało. Niee!!! Mam dosyć swojej głowy. Ale nie mam zamiaru tez rozmawiać z psychiatrą czt mamuśką. To tylko mnie pogrąży. Rozejrzałam się kilka razy i przeszłam. Jeszcze kilkaset metrów i szkoła. Tam może zapomnę o tych wizjach samobójczych.. Kolejne przejście i.. Nareszcie jestem. Szybko wbiegłam do szatni. Zrzuciłam kurtkę i wyszłam z zatłoczonego pomieszczenia. Na korytarzu spotkałam.. Lunę i Marię, które plotkowały.

- Uuu.. No hej - uśmiechnęła się krzywo Luna, a Maria jak zwykle porządnym, szczerym uśmiechem. 

- No wita cie grubaśnica - odrzuciłam i prawie zalewając się łzami pobiegłam do historycznej. Po dzwonku kiedy wszyscy usiedli w parach. Oprócz oczywiście mnie samej, bo Luna wykopała mnie z ławki. Walburgia Mędrik (czyli jak my na nią mówimy mętlik) oczywiście wydzierała się na klase po teście.

- Co wy do cholery nie wiecie nawet, który rok?! - wrzeszczał na cały głos rudy babsztyl. - A o osi juz nie wspomnę! A terminy?! Wiecie ile było jedynek!?!? - kiedy już sobie namarudziła zaczęła wzywac po testy.

- Marika 3 - nasza kolezanka nie wyglądała wcale na zdziwioną. Następnie wzywała resztę, w tym Lunę, która dostała... 2. - Jagoda pięknie napisałaś. Najlepiej z klasy 6! - ucieszyła się nauczycielka, a ja z obojętnością zabrałam test i poszłam na szary koniec klasy. Podczas gdy inni męczyli się z poprawą ja rysowałam i potajemnie czytałam ,,Mroczny Płomień". Walburgia kilku uczniom nawrzeszczała prosto w twarz,a w mojej głowie zrodziłą się głupia myśl. Była niczym królowa Kier z Alicji w krainie Czarów. Kiedy dawałą następne testy mogła równie dobrze mówić ,,skrócić o głowę!". Uśmiechnęłam się mimowolnie,a ona oczywiście jastrzębim wzrokiem to wychwyciła i zapytała.

- Co cie tak śmieszy Jagoda?

- Mnie? - zastanowiłam się chwilę - O dzisiaj tak śmiesznie się przewróciłam... Mój kot mi sie położył pod nogami.. Ha.. ha.. - zakończyłam żałośnia, a ona uniosła jedną brew i ku mojej uldze wróciła do zapisków w dzienniku. Dryyyń! Przerwa! Nareszcie! Zarzuciłam plecak na ramię i wybiegłam z klasy. Na korytarzu złapała mnie.. Luna.

- Gdzie uciekasz wampirku? - zaśmiała się gardłowo. W tej chwili była gorsza od Steavie. - Czyżby znudziło ci się takie zwyczajne, nudne towarzystwo już po 1 lekcji? hahaha.. - zaczęła śmiać się jak opętana, a ja czym prędzej opuściłam korytarz i skierowałam się do sali od wuefu... Ta kłótnia zniaszyczła wszystko i być może.. Ukazała mi prawdziwe oblicze Luny.


Podziel się
oceń
3
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kolejne nieszczęścia

niedziela, 03 marca 2013 15:49

Karetka przyjechałą szybko i zabrała Doriana ze mną do szpitala. Po przęswietleniu okazało się, że to tylko zwykły uraz głowy i lekkie stłuczenie po wypadku. Oczyścili ranę i zabandarzowali mu głowę. Teraz sobie smacznie spał,a ja siedziałam obok niego i wpatrywałam się w jego twarz. Oddychał spokojnie, aja się z tego cieszyłam. Głupi dresiarze musieli akurat mu przywalić w głowę? Jak kiedyś spotkam tych debili to się nie opamiętam.. Do szpitala przyjechała też policja i rodzice Doriana. Z tymi pierwszymi troszke sobie pogadałam.

- Czy może nam pani powiedzieć jak to się stało? - zapytali mnie, a ja po krótce streściłam im historię.

- Pamięta pani ich wygląd?

- Oczywiście - odpowiedziałam bez wahania. Tego specyficznego blondyna nigdy nie zapmnę. Teraz zapewne będą sporządzać portret pamięciowy..

- Opisze nam pani wyglądtego, który zadał cios? - zapytali.

- tak. Był to wysoki, mocno zbudowany blondyn. Miał zielone oczy i oliwkową cerę. - policjant Clary zanotował coś i odszedł, a za nim drugi. W tym samym czasie Dorian się obudził i rodzice zabierali go do domu.

- Chcesz się z nami zabrać?  zapytała Kleofasa - mama Doriana, a ja machnęłam przecząco głową.

- Wole się przejść. Dowidzenia i dziękuje ci Dorianie, że mnie uratowałeś przed tymi dresami. - wymusiłam uśmiech. On odpowiedział coś miłego i poszedł. Wyszłam przez główne drzwi i na desce pojechałam do domu. Szpital był we wschodniej cześci miasta i nie było stamtąd aż tak daleko do domu. Wskoczyłam na limonkową deskę i ruszyłam uliczkami zalanymi pomarańczowym światłem zachodzącego słońca. Drzewa szeleściły przyjemnie kiedy mknęłam do domu. Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Na chwilkę wesżłam do domu, wzięłam 50 złotych od mamy i poszłam do marketu. Z powodu, że mój dom jest mniej-więcej w centrum miałam bardzo blisko do tego typu sklepów. Idąc przez chodnik zasłuchiwałam się w odgłosy natury. Szelest drzew i trzcin. Świergot nielicznych ptaków. Oczywiście nie obyło się też bez odgłosu motorów  i smrodu spalin. Mimo, że moje rodzinne miasto było takie małe to było tu tyle zanieczyszczeń jak w Poznaniu. Weszłam do polo i przy kasie zastałam Marie i Marcelinę. Pomachałam im, a one uśmiechnęły się w odpowiedzi i wróciły do plotek. Ruszyłam między półkami i wziełam kilka rzeczy, Mianowicie Laysy, oranżadkę, chleb i batona. Podeszłąm do kasy,a  raczej do gigantycznej kolejki jak zawsze w piątkowy wieczór. Stałam tam kilka minut przeklinając w myślach wszystkich stojących przede mną. Nareszcie moja kolej! Pulchna kasjerka skasowała moje produkty i obrzuciła mnie niechętnym wzrokiem. Odpowiedziałm uśmiechem i wreczyłąm jej pieniądze kiedy burknęła ,,20,59". Wydała mi resztę i poszłam do domu. Całkowicie się ściemniło. Granatowa kotara przysłoniła słońce i teraz jedyne światełko dawaly lampy i księżyc. Doszłam bezpiecznie do domu, co bardzo ważne! Otworzyłam drzwi i pierwsze co zobaczyłam po przewrócone drzewko... Nyra!

- Kocie chodź tu! - wrzasnęłam. Podniosłam drzewko i poszłam dać mojej kotce w tyłek. Ta mała niewdzięcznica aktualnie korzystałą z mojej nieobecności i ostrzyła sobie pazurki o drewniany stół. Wzięłam kocisko na ręce i wrzuciłam do łazienki narzekając na jej charakter. Wzięłam szczotkę i szufelke, i natychmiast zabrałam się za sprzątanie ziemi.

- Boże mama mnie zabije.. - mruknęłam. Samo to, że adoptowałam Nyre kilka miesięcy temu bez jej zgody było nie do zniesienia. Teraz ten bałagan... Ughrh... Po skończeniu porządków odpaliłam laptopa i zaczęłąm zajdać się Laysami. Natychmiast weszłam na naszą klasę, która chyba ja jedyna wolałam od innych stron typu fb i twitter. Aktywne były między innymi Marika, Maria i Luna. Zaczęłam pisac z każdą z nich. Najpierw z Luną. 

J: Siemka siostro ;) jak randka?

L: Nie przypominaj ;_; Bastian to totalny świr.. Nienawidzi anime!

Użalała mi się jescze długo więc popisałam sobie chwilkę z Mariką.

J: Hej :D 

M: Siema :) Cr? 

J: Nic, a ty?

M: Też nic.. Wiesz jaka ta twoja Luna jest okropna?! 

J: Czemu niby? 

Dlaczego miała być okropna? Kocham Lunę. Okazuje się jednak z tego co pisała potem Marika okazuje się, że mnie obgadywała. Czy to prawda??


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

głupi dresiarze

niedziela, 03 marca 2013 14:55

Ruszyłam nierównymi chodnikami do domu. Mama zapewne pracuje do 22,a potem wraca do domu na kilka godzin, a potem znów praca. Takie już moje życie. Jakby bez mamy chociaż ją mam. Droga do domu nie była długa, jednak było tak lodowato .Byłam pewna, że po tym spacerku dopadnie mnie grypa, a w najlżejszym wypadku przeziębienie. Droga kilka razy skręcała w ciemne uliczki. Kiedyś trzęsłabym portkami idąc tutaj sama,a le teraz dało mi to wytchnienie i mogłam sobie przemyśleć kilka rzeczy na spokojnie. Po pierwsze nie będę się wtrącać w zwiazki mojej najlepszej przyjaciółki. Po drugie... Kim ja jestem, kim jest Luna i cała reszta ludzi, których raczej znam dobrze. Czy to tylko maski czy też ich prawdziwe oblicza? Jeśli na przykład Steavie okazałaby się super miła? Albo Dorian okrutny? Czy ja znam kogokolwiek? Grr! Od takich myśli można popaść w depresję.. Ulice stały się bardziej zapełnieno jak zwykle o godzinie 15. Większosć ludzi szczęśliwie wracała teraz z pracy do domu. Do swoich dzieci, a ja byłam skazana na samotne oglądanie TV i zupke chińską na obiad. W oddali zaczęła majaczyć się sylwetka mojego średniej wielkości domu. W sumie cieszyłam się, że był taki mały.. No bo przecież nie potrzebuję 5 pięter i jacuzzi, co nie? Mieszkam tu tylko ja i mama. Tata wyjechał do Niemiec i przyjeżdża raz na kwartał. Mimo, ze spędzam z nim tak mało czasu kocham go nad życie i nie wyobrażam sobie ani dnia dłużej bez niego niż te trzy miesiące. Docierając do mojego dumu zaczęłąm szukać już kluczy od drzwi. Mój plecak oczywiście teraz ukazał mi rzeczy, których zabójczo potrzebowałam w szkole na matmie,a le ich nie było. Teraz ani śladu kluczy! O! nie  Jednak są! Praktycznie przeskoczyłam przez swoją bramę i ruszyłam do drzwi. Włożyłąm odpowiedni klucz, przekręciłąm i... Kurde znowu sie zacięły! Trzasnęłam w nie kilka razy i ciężkie drzwi wpuściły mnie do domu. Pierwsze co zrobiłam po zdjęciu butów było odsłonięcie rolet w każdym oknie. Nie lubiłam zbytnio mroku. Wolałam przyjemne światło słoneczne, którego i tak brakuje mi zimą. Już jednak w tym miesiącu powinno się ocieplić. Wiosna nadchodzi, a marzec to przeważnie ciepły miesiąc. Teraz tylko do kuchni i.. tak jak się spodziewaąłm ama zostawiłą mi zupkę i liścik ,który brzmiał następująco

Jagódko!

Dzisiaj nocuję u koleżanki. W biurku masz 50 złotych zrób jakieś zakupy, a za resztę coś sobie kup. Dzis kupiłam ci na obiad grzybową, ale jak chcesz zamów pizzę. 

 Kocham cię mama ;**

Tak, tak..... Cała mamusia. Kasa i jedzenie,a w reszcie radź sobie sama! Podeszłam do zlewu i napełniłam dzbanek wodą, a następnie wstawiłam na gaz. Wyciągnęłam kubek i poszłam do pokojuczekać, aż woda się zagotuje.. Ej, ej ,a  gdzie Nyra? Czyżby moja kotka zwiałą z domu? Poszłam rozejrzeć się po pokojach. Nie było jej napewno ani w kuchni, ani w łazience. W moim pokoju także, w salonie też nie.. Może w sypialni mamy? No cóż miałąm rację.. Nyra słodziutko spała sobie na miękkiej poduszce i pomrukiwała przyjemnie. Podeszłam do mojego kochanego dachowca i zaczęłam go głaskać za uchem. O Nyra.. Gdybyś umiała mówić..  Kotka wyciągnęła pazurki, bo najwyraźniej niespecjalnie pasowało jej rozbudzanie z drzemki. Podroczyłam się z nią trochę i poszłam do kuchni wyłączyć czajnik. Zalałam sobię zupkę i poszłam do salonu. Odpaliłam TV na polsacie i wskoczyłam pod kocyk. Oczywiście na moim ulubionym programie leciały ,,kochane" Trudne Sprawy. Um... Jakże interesująca historia! Po prostu użekło mnie (blee)  to, że Dawid zostawił Kasię dla Heli. Wypiłam w spokoju zupkę podśmiewając się z głupoty twórców programu i przysnęłam sobię na chwilkę.. Jak się obudziłąm była godzina 17.. Ojoj. Pospałam sobię ze dwie godzinki. Słońce jeszcze wysoko więc mogę pojeździć troszkę na desce. Narzuciłam na siebie skózaną kurtkę i wciągnęłam trampki. Wzięłam deskę, która leżała obok drzwi frontowych i wymaszerowałamna dwór. Chłodne powietrze uderzyło w moją twarz i zaświszczało mi w uszach. Zamknęłam drzwi i pojechałam chodnikiem w stronę skate parku. Przechodnie patrzyli się na mnie jak na wariatkę. Czy to dziwne, że dziewczyna jeździ na desce? Posłałam im miażdżące spojrzenia i jechałam dalej. Minęłam kilka sporych domów, dwa zakręty i dotarłam na to opuszczone,a le jakże miłe dla mnie miejsce. Wszystkie rampy były pomalowane sprayem, ale mimo to nie była to typowa ,,gangsterska" okolica. Jeździłam tu już jako 6-latka i zawsze dawało mi to wytchnienie. Park otoczony był drzewami. Buki, brzozy i kilka innych. Podjechałam pod największą i zaczęłam na niej robić różne triki. Jeździłam tak przez 15 - 20 minut kiedy do parku wesazła piątka ,,drasiarzy".

- Uuu kicia jeździ na desce... - szydził mocno upity blondyn o jasnej cerze i zielonych oczach. Reszta wtórowałą mu mówiąc słowa typu ,,Ładna niunia". Przystanęłam na chwilę i obrzuciłam ich wzrokiem. Jakiś rudzielec i próbował odgarnąć mi włosy z twarzy,a le w ostatniej chwili trzasnęłam mu mocnego liścia. Oszołomiony chłopak kiwnął się lekko,a jego koleszcy już się na mnie zamierzali kiedy nie wiadomo skąd wziął się tu Dorian. 

- Czego tu szukacie? Zostawcie Jage! - Byłam mu strasznie za to wdzięczna,a le teraz jak widzę,ż e zaczęłi się bić na maksa się wystraszyłam. Na szczęście mój Dorian wygrywał ( z piątką dresiarzy!). odwrócił się do mnie i krzyknął żebym uciekała. Stałam tam jednak jak słup soli i wpatrywałam się w walkę. Dwójka z nich już uciekła sącząc przekleństwa. Nie zamierzałam odchodzić. Jeśli Dorianowi się coś stanie?! Boże święty. Jeden z trójki uderzył Doriana w głowę tak mocno, że mój ukochany stracił przytomność. Bałam się, że zaraz do mnie przyjdą chociaż?... To zwykłe upite dresy! Oni jednak pobiegli w swoją stronę śmiejąc się wniebogłosy, a ja zostałam tutaj z nieprzytomnym chłopakiem. Natychmiast zadzwoniłam na pogotowie.

- H..Halo? - z trudem wypowiadałam słowa. Łzy przeciskały mi się przez powieki. - Chciałam wezwać karetkę na strażacką 8.. Do skate parku... Mam tutaj nieprzytomnego chłopaka... Dostał mocne uderzenie w głowę... Dziękuje.. - i odłożyłam słuchawkę.  Teraz tylko czekac na pogotowie..


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Konsekwencje akcji Mariki

piątek, 01 marca 2013 22:40

Pani Dewnicka z oburzeniem trzasnęła dziennikiem klasy i wrzeszczałą kiedy wszyscy już się pojawili.

- Czyście na łeb upadli?!- krzyczała - jakbym chciała to bym sobie sama załatwiła to kibicowanie! Jak śmiecie robić to za moimi plecami?! - krzyczała dalej, a ja na koniec się wcięłam.

- Ja nie brałam w tym udziału. Wiedziałam, że nic z tego... - panią Dewnicką bardzo lubię. Czasem uczymy sie robić na szydełku i drutach. Jej wzrok nieco złagodniał,a tu wtraciła się Marika.

- Wiesz co Jagoda? Weź się zamknij! Ty to byś najchętniej tylko czytała książki! Kto je lubi?! hahaha! - bełkotała bez sensu zła na mnie, za opór w ,,strajkowaniu". Mimo, że była wkurzająca lubiłam ją. Wspólne wspomnienia i niezapomniane momenty. Uśmiechnęłam się tylko kwaśno i czytałam dalej, podczas gdy Dewnicka wrzeszczała na Marikę bo to jej pomysł. Kilka chwil później robiliśmy poprawę sprawdzianu. Pod koniec lekcji podeszłam, żeby odłożyć swój sprawdzian i zeszyt, ale wciął mi się Henryk.

-Ej no... - burknęłam, a on uśmiechnął się co wkurzyło mnie jescze bardziej. Nie lubiłam go. Wręcz nienawidziłam. Konkurent od 4 klasy podstawówki.

- Po co w ogóle byłeś u swojej cioci? Nie mogłeś odmówić Marice? - zapytałam,a  on jak zwykle usprawiedliwił się tym,że..

- Dziewczyny nie wypusciłyby mnie gdybym tego nie zrobił Jagiełła.. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.. No tak.. Jagiełła. Trzeba z tym coś zrobić.

- Ostatni raz ci mówie, że jestem Jagoda,a  nie Jagiełła! To mnie wkurza.. - pani sprawdziła już nasze poprawy i ruszyliśmy do ławek. Luna nadal z nidowierzaniem wpatrywała się w wielkie czerwone 1+. Może i była ładna, ale troche nauki jej nie zaszkodzi.

- Poprawiłaś?

- A jak myślisz? Liczę te cholerne punkty - odparowała i liczyła coś na palcach chociaż robiła to całą poprawę. Jeszcze tylko koniec tej lekcji i do domku.. Ciepły domek, kocyk i kakałko.. Mmm no i może nasza klasa. Trzy krzesła dalej Maria, która uczyła się nie lepiej, nie gorzej ode mnie z satysfakcją patrzyła na swoje duże 5 z ogromnym brzuszkiem. Marysia to Marysia... Jak kuje to umie. Spojrzenie przeniosłam na MArcelinę. Ciemne włosy opadały jej na twarz i w zamyśleniu liczyłą punkty, bo chciała jednak uzyskać tę ,,6", o której marzą wszystkie kujonki włącznie ze mną. Zegarek.. Albo telefon. Spojrzałam na swoją starą, wysłużoną nokię. Godzina 14:19, Jeszcze tylko 6 minut i koniec. Dziewczyna z pierwszej ławki zasunęła piórnik. Zaczęło się. Wszyscy po cichu zaczęli chować najpierw piórnik, potem zeszyt i tak dalej. Kilka minut... Wrzuciłam długopis do torby. Potem zeszyt i ksiażke od przyrody. Zasunęłam i zagłębiłam się w lekturze jednenej z najwspanialszych w świecie książek ,,W cieniu klątwy"

- Psst! - szepnęła Luna - idziesz na pieszo? Wstąpimy do tego fajnego klubu gotyckiego. - taak.. Bo mi zalezy na klubie gotyckim. Skinęłam głową, ale dodałam, że żadnych klubów, ani salonów tatuarzy, w których Luna nielegalnie wytatuowała sobie żmiję na nadgarstku,a potem piszczała z bólu jak wdała się infekcja. Kochałam swoją przyjaciółkę, ale była taka troche dziwna..? Cóż jak pójdę z nią mam nadzieję, że Steavie nie będzie deptać mi po piętach sacząc szyderstwa na mój temat prosto do mojego ucha. Drrrrrryń! Jeast! Koniec lekcji. Zarzuciłam plecak na ramię, rzuciłam szybkie ,,do widzenia" i zbiegłam na dół. W naszej klaustrofobicznej szatni panował jak zwyle totalny chaos więc postanowiłam zaczekać. Tłumy licealistów i licealistek przeciskały się przez malutkie korytarzyki oddzielające szatnie. Po 10 maksymalnie 15 minutach wreszcie poszłam. Moja kurtka leżała podeptana na ziemi,a buty znajdowały się w szatni obok. Łzy przecisnęły mi się przez powieki. Kolezaneczki! Szybko wytrzepałam kurtkę i pobiegłam na dwór, gdzie czekała na mnie Luna. 

- Znowu schowali ci buty? - zapytała.

- Co to za różnica? - odrzuciłąm - jeszcze kilka miesięcy i matura. Potem będzie spoko. - rozmawiałysmy jeszczę przez chwile dopóki Luna nie zauważyła Bastiana. Rzuciła mmi dziś nie mogę i poleciała do swojego kochasia. A więc i ona? Czy istniała tutaj na tym świecie normalna, nie fałszywa osoba? Czy moja przyjaciółeczka była szczera?

 

troche krótkie. Później zedytuje, ateraz wstawiam dla pewnej Wiki :D pozdrowionka ;**


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

,,Strajk"

środa, 27 lutego 2013 23:01

7:45 szlag by to trafił! Natychmiast otworzyłam oczy i wyskoczyłam z mojego łóżka stylizowanego na styl retro. Zaczęłam szczękać zębami. O wiele wygodniej było mi w moim cieplutkim łóżeczku. Mniejsza to.. Podbiegłam do szafy i zaczęłam w niej grzebać. Wyciągnęłam obcisłą czarną bluzkę i spodnie galaxy. Wskoczyłam w te wdzianka błyskawicznie i pepędziłam do łazienki trzy pokoje dalej. Kiedy spojrzałam w lustro niemal krzyknęłam. Moje włosy były w opłakanym stanie, a cienie pod oczami takie mocne, że wyglądałąm jakbym rozmazała sobie tusz. Szczotka, szczotka.. Gdzie to do cholery jest?! Oo.. tu pod ręką. Ałć! Moje włosy były strasznie skołtunione i chyba nawet najlepsza fryzjerka nie potrafiłaby rozczesać tego siana. Były dosłownie jak trójkąt bermudzki! Nie raz i nie dwa zostawała mi tam szczotka i nie mogłam jej wyjąć. Kiedy uporałam się z włosami nałożyłam sporą dawkę fluidu, który oczywiście był troche ciemniejszy niż moja kredowobiała twarz. Na koniec pomalowałam się fioletowym, czarnym i bordowym cieniem oraz nałożyłam szminkę z Avonu w kolorze capuccino. Chwyciłam plecak i wybiegłam do szkoły. Chłodny wiatr uderzył w moją twarz. Słońce leniwie wychodzące zza blokowiska dawało leciutkie światełko. Teraz i tak nie zdąże na autobus więc trzeba popędzić pieszo. Tak też zrobiłam. Ruszyłam wyboistymi chodnikami Kleczewa prosto do szkoły lezącej na końcu miasta. Lubiłam szkołe i moich przyjaciół.. No może oprócz Steavie, Ezechiela i Bridgit ta trójka to największe snoby w całej szkole. Jednakże myśląc, że będzie tam mój chłopak Dorrian z nową energią przyśpieszyłam kroku. Kiedy już już miałam ruszyć przez ulice drogę zajechał mi z piskiem opon samochód... Steavie. Odsłoniła przyciemnioną szybę i westchnęła.

- Ja mogę się spóźniać, ale ty? Pośpiesz się dziwaczko! - i odjechała ze śmiechem. Miałam jej dość. Obnosiła się jak królowa liceum i podporządkowywała sobie wszystkie dziewczyny tworząc tak zwana ,, armię szminek " jak nazywałam je z Luną - moją najlepszą przyjaciółką. Poczerwieniałam jak burak, jednak popędziłąm do szkoły jeszcze szybciej. Kolejne spóźnienie i moje stypendium przejdzie mi koło nosa. Minęłam dwa bloki i jakieś trzy domy parterowe z ogródkami skoszonymi jak w reklamach - idealnie. Szkoła zaczynała już się wyłaniać zza wzniesienia. Jej potężny gmach górował nad wszystkim dookoła, a w oknach odbijało się słońce. Idąc coraz szybciej wyjęłam telefon z kieszeni. 7:55! O mój Boże daj mi siłę zdążyć! Teraz już biegiem pędziłam do schodów. Wpadłam do szkoły i zobaczyłam, że wszyscy gapią się na moją głowe. Dzięki ci wilgotna atmosfero! Teraz będe wyglądać jak największa lumpeksiara z taką szopą. Szybko przecisnęłam się przez rechoczący tłum ku szatani, w której czekała na mnie jak zawsze Luna ubrana niczym postać z mangi. Mianowicie długie dwie kitki ( do tego niesamowicie lśniące blond włosy! ), buty na platformach, dziurawe spodnie i bluzka z kotkiem nyan. Cała ona tylko anime w jej głowie. Również to lubię, ale nie szaleje za tymi kreskówkami. Obok Luny siedział Dorian - mój chłopak. Oboje uśmiechnęli się na mój widok, a Dorian ucałował mnie w czoło. Jedynie oni i jeszcze kilku moich zaufanych znajomych nie śmiało się z mojej fryzury. Zmieniłam swoje skórzane kozaczki na małe czarne obcasiki. Kiedy wyjmowałam szczotkę aby poprawić moje ,,uczesanie" zabrzmiał dzwonek na lekcję. Szybko przeczesałam moje kasztanowe platynowe włosy, ale to jeszcze pogorszyło sprawę. Włosy poczęły się unosić do mojej ręki. Lunatyczka ( jak ją zwę ) zaśmiała się po cichu i ujęła mnie pod ramię.

- No idziemy? - zapytała,a ja skinęłam głową. Z drugiej strony złapał mnie Dorr i ruszyliśmy do klasy. Lekcją sztuki była wyjątkowo nudna! Malowaliśmy na płótnie jakieś łąki licho wie po co. Skończyłam swoje dzieło z małą satysfakcją. Zapowiadało się ciekawie. Narysowałam wielkie jasnozielone wzgórza pokryte różnorodnymi kwiatami, a z oddali widać było jakieś świątynie. Pani Montheme podeszła do mnie, pocmokała kilka razy i poszła po dziennik.

- Numer? - zapytałą całkowicie od niechcenia chociaż dobrze wiedziała.

- Piąty prosze pani - odpowiedziałam i troche z dumą, a trochę z nudą patrzyłam na kolejną 6 w dzienniku. Ta część lekcji była chyba najmilsza. Przez resztę pani narzekałą na brak pomysłowości u innych i chwaliła moje ,,arcydzieło" za co doszczętnie znienawidziło mnie pół klasy. Kiedy ostatnie minuty przewijały się powoli do mojej sztalugi podeszła Luna.

- Kolejna 6 co? - zapytała ze śmiechem.

- A co innego? - odparłam - nudzi mi się już to 6,6 i jeszcze raz 6.

- Chętnie się zamienie za moje 4 i kilka 1 za nieprzygotowania - zaśmiała się i po chwili chichotałyśmy tak głośno, że Montheme musiała pacnąć z wielką siłą w biurko dziennikiem aby uciszyć te naszą ,,grupkę". Po tej lekcji mieliśmy chyba zastępstwo na religie z p. Gryżak. Nie lubiłam jej aż tak specjalnie, ale była to miła, pulchna (aż za bardzo) kobietka. Kiedy zagrzmiał dzwonek wszyscy niczym rozwścieczony tabun wybiegli z małej slaki. Jeden z chłopaków wytrącił mi książke, która wpadła do pojemnika z wodą.

- Jasny gwint! - krzyknęłam. - moja ulubiona! Mama mnie zabije jak zobaczy ,,Mroczny Płomień" taki mokry! - rzuciłam się do ratowania książki. Na szczęście (ale czy napewno?) zamoczyła się tylko jakaś ćwierć całości. Luna rzuciła mi ,,będe w toalecie" i wyszłą,a ja suszyłam moje ,,maleństwo" papierowymi ręcznikami. Stojąca w drzwiach nauczycielka wymownie przewróciła oczami. Szybko wytarłam tak jak mogłam mój ulubiony tomik i wyszłam z klasy. Od plastycznej kilka kroków dzieliło mnie do toalety.. Czyżby znowu Luna się zakochała w jakże ,,przystojnym" na jej gust facecie czyli czymś w podobie emo z gitarą...  Zrozpaczona wypadkiem przekroczyłam drzwi, które skrzypnęły niemiłosiernie. Skóra zjeżyła mi się na karku na ten dźwięk. W zagłębieniu pomieszczenie Luna żukąc Orbit esemesowała chyba ze swoim najnowszym chłopakiem.

- Więc.. - zaczęłam - co było takie ważne, żeby mnie tu ściągać? - oczywiście odpowiedź była prosta - kolejny chłoptaś do buziaków. Przyjaciółka spojrzała na mnie nieco zarumieniona i odparła.

- Bastian napisał mi, że mnie kocha! W końcu!! - wykrzykiwała rozpalona do czerwonosci na twarzy Luna. No tak kochała się w nim od pierwszej klasy podstawówki. Tak jak wspominiałam emo, dresiarz albo skin.. Nie wiem dokładnie. Luna miała zamiłowanie do ,,niegrzeczych", ale chyba tylko z powodu ich popularności. Ta moja idiotka zmieniała chłopaków jak skarpetki. Jakoż, że ja z Dorianem jesteśmy już 3 lata razem (od l liceum) to ona ma 5 chłopaków na tydzień. Serio! Nie żartuje. Dryyyyń! Kurdee... koniec przerwy. No niestety. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki promiennie i wysłałam ,gratulacje" po czym popędziłam do religijnej. Gryżak uśmiechnęła się do mnie kiedy zziajana trafłam do klasy na piętrze. Weszłam najpierw mrucząc ,,dzień dobry" i już miałam się rozpakować kiedy Gryżak ogłosiła.

- Idziemy na zawody! - usłyszłam w klasie Taaaaaaak! ale ja nie chciałam. Kogo obchodzi wynik? Możemy dowiedzieć się o nim od instruktora wuefu. Krzyki, wrzaski i dźwięki tych pokręconych trąb.. Brr! Nienawidze ich. Zarzuciłam więc plecak na ramię i niby ustawiliśmy się w parach co w wykonaniu naszej klasy wyglądało jak tłum ludzi pchających się po bilety na pierwszy seans ,,Przed świtem" istny armagedon! Luna ustawiła się obok mnie i zaczęła trajkotać o swoim cudownym chłopaku już 4 w tym tygodniu. Moja przyjaciółka podrywaczka poprawiła błyszczyk, bo sąsiednia klasa ( do której chodził Bastian) także miała teraz kibicowanie. Spojrzałam błagalnie na drzwi. Jeszcze chwila i jak dojdziemy poczytam (o ile to możliwe) książke, poślinię się troszkę z Dorianem i poplotkuje z Luną. Te lekcje leciały zdecydowanie za wolno. Jest! Wychodzimy.. I pierwsza gleba za nami. Waleria potknęła się o swoje trzynastocentymetrowe szpilki. Gryżak pomogła jej się podnieść z niechęcią. Obydwie pałały do siebie nienawiścią i zachowywały się tak jakby były w tym samym przedziale wiekowym. Mniejsza to. Obolałą Walerie chwyciły jej adoratki, wierne służalczyni Jinitra i Kleofasa. Westchnęłam ciężko i starałam się wyłączyć z monologu Lny, która nijak nie chciała przestać. Jeszcze tylko schody na kolejne piętro i.. Dosłyszałam zaciekłe wycie i odgłosy trąb. Masakra! Nie wytrzymam dłużej w tym towarzystwie. NMauczycielka zaczęła rozstawiać klasę, ale my i tak siadaliśmy gdzie chcemy. Ja udałam się najdalej jak to możlwe i miałam nadzieję, że Luna jak zwykle też,a le ona czerwona jak burak przechadzałą się korytarzem za rączke z Bastianem. Szlag by to trafił! Teraz została mi tylko książka.. Wyjęłam zniszczony od wody Tom i zaczęłam czytać. Niektóre słowa rozmazały się całkowicie, a inne było widac nawet dobrze. Nie przeczytałam nawet dziesięciu stron kiedy ktoś chwycił mnie za ręke. Odrzuciłam ją z siłą jakiej sie nie spodziewałąm. Pewnie znowu Anna będzie się ze mną droczyc. Tak jak myślałam. Ona, Steavie i inne ,,barbie" smiały się ze mnie tak głośno, że słyszała ich chyba nawet drużyna piłki ręcznej na dole. Chciałam już im coś powiedzieć kiedy przyszedł Dorian i odgonił je , chociaż odeszły niechętnie. Przysiadł się obok mnie,a ja uśmiechnięta położyłam głowę na jego ramieniu.

- Spore problemy z nimi, co nie kicia? - zapytał.

- Tak spore i jeszcze jedno... Nie mów do mnie kicia! - zaśmiałam się, a po chwili śmialiśmy się już raze,. W sumie ta lekcja minęła całkiem fajnie. Musieliśmy tylko ukryć się przed nauczycielami, bo od razu wpisaliby nam uwagi za ,,naganne zachowanie" czyli po prostu zwykły pocałunek był tutaj zabroniony. Zresztą czemu się dziwić. Nasze nauczycielki chyba nawet żadnego nie przeżyły.. Przeczytałam też trochę książki podczas gdy Dorian bawił się moimi włosami.. Tak tę lekcję zaliczam do udanych. Teraz czekało nas kolejne zastępstwo - przyroda z naszą wychowawczynią panią Dewnicką. Kiedy rozległo się nieco za głośnie jak na moje uszy dzwonienie wszyscy ruszyli za.. Mariką? Tak coś się tu nie zgadzało. Ona jest urodzoną buntowniczką. Wszyscy poszli na doł, a ja dołączyłam chwile później. Rozsiadłam się na ławce, a onni stali pod.. drzwiami gabinetu dyrektorki!! Moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki i z zaciekawieniem patrzyłam jak Henryk (chłopak, którego ciocia jest dyrektorką) wchodzi do gabinetu. Po chwili Marika podbiegła do mnie i oznajmiła.

-Strajkujemy! Chcemy kibicowanie zamiast przyrody! Chodź!! - krzyczała, ja jednak nie dałam się ruszyć z miejsce. Zdeterminowana porwała mój plecak i czekała. Oczywiście Luna pomogła mi (a własciwie sama) go odzyskać. Podała mi plecak i narzekając na głupote naszej najgorszej od podstawówki klasy poszłyśmy do przyrody. Może coś sie zmieni, a może nie.. Kto wie? Teraz jednak musiałam wkroczyć do klasy i zagłębić się w iście ,,porywającej" lekturze  - książce do przyrody..

Każdy rozdział powinien mieć mniej więcej po tyle. Licze na komenty. Buźka ;**


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

wtorek, 2 września 2014

Licznik odwiedzin:  1 059  

trwa inicjalizacja, prosze czekac...darmowe próbki